Kilka razy zasadzałam się na tą publikację. Na początku przerażała mnie jej objętość – bo jestem typem czytelnika, który czyta do końca, nawet jeśli lektura jest kiepska. Kusiła mnie jednak informacja, że publikacja znalazła się w 2023 roku na liście książek nominowanych do Międzynarodowej Nagrody Bookera. I już trzymałam ją w rękach gdy spojrzałam na opis z okładki... Zapowiadała się lektura ewidentnie nie w moim guście. Proponowałam ją podstępnie kilku naszym Czytelnikom – bo może ktoś jednak stwierdzi, że jest warta przeczytania i... później opowie mi o swoich wrażeniach. Koniec końców sama po nią sięgnęłam.
Snuta przez Autora historia oscyluje wokół pochodzących z niższej klasy społecznej kobiet. Poznajemy Geumbok – wiejską dziewczynę, która zaskakuje nas swą inteligencją, zaradnością i przewidywalnością zmian jakie mogą zachodzić w społeczeństwie oraz na rynku pracy. Za młodu ucieka ze swojej wioski, by móc żyć na własny rachunek. Jednak realia okazują się dość brutalne. Kobieta w tym świcie powinna być potulna, cicha i usłużna mężowi. Geumbok ma jednak inne plany. Gdy pierwszy raz widzi wieloryba wyłaniającego się z oceanu, czuje że to przełomowy moment w jej życiu. Że to spotkanie naznaczyło ją na zawsze. Zwierze staje się ucieleśnieniem jej marzeń o byciu kimś, ale także obsesją i przekleństwem.
Drugą postacią, której Autor poświęca uwagę jej córka Geumbok. Chunhui poznajemy w momencie, gdy opuszcza więzienie. Ta dużych lub wręcz olbrzymich rozmiarów młoda kobieta wraca do domu, by kontynuować dzieło matki. Choć niekochana i odrzucona przez rodzicielkę, to najlepiej czuje się w ich domu i miejscu pracy – cegielni. To tu dzięki ojczymowi była szczęśliwa. On jako jedyna osoba traktował ją w młodym wieku z szacunkiem i ciepłem. Był bacznym obserwatorem jej dziecięcych odkryć i pierwszych zainteresowań wyrobem cegieł. I to on wierzył, że może stać się w tym mistrzynią.
Słowo, które pierwsze przychodzi mi na myśl o tej publikacji to „mięsista”. W trakcie jej czytania czułam ból, odrazę, niezgodę na taki świat. Pierwsze strony były przepełnione brutalnością i ordynarnością, napawały mnie obrzydzeniem. Ale czym dalej zagłębiałam się w tekst widziałam siłę kobiet walczących o swoje marzenia, tytanki pracy niezrozumiałe przez swoje otoczenie. Tekst w sposób ciekawy ukazuje historie sukcesu i porażki, opowiada o narodzinach i śmierci, oraz o przemijaniu czasu. Dla mnie mimo wszystko pokazuje, że warto mieć nadzieję i walczyć o siebie i swoje marzenia. I nie ważne, czy nasze działania zakończą się sukcesem. Ważne jest to jakim my jesteśmy człowiekiem – silnym, zdeterminowanym, walecznym, dążącym do wyznaczonych przez siebie celów.
Autor skupił się w opowiadanej historii na losach dwóch kobiet – matki i córki. Krótko nakreślone są trudne relacje między nimi, fabuła bardziej oscyluje wokół ich indywidualnych przeżyć i marzeń do których dążą. Choć kobiety są tak odmienne fizycznie i emocjonalnie, zdają się koniec końców być bardzo podobno – silne, zdeterminowane i dążące do marzeń. Łączy je wewnętrzna siła, pasja i upór. Potrafią pokonać najgorszy ból i iść dalej. To kobiety, które walczą o swoje praca do realizacji marzeń, nie boją się opinii innych i łamią pewne ustalone zasady podlegają zmianie. Zaskakującej zmianie... I tej psychicznej jak i fizycznej.
W publikacja znajduje się sporo zagadnień z historii i kultury Korei Południowej. Można odkryć szybki rozwój tego kraju, budowanie fortun od zera, ale także wpływ polityki na społeczeństwo i obyczaje. Ale można też uznać to za tło głównych wątków i nie zagłębiać się w te struktury społeczno-polityczne.
Dla mnie bardzo ważnym aspektem powieści był realizm – brud, ubóstwo, ciemne strony życia kobiet w większych miastach, ale także zapach morskiej bryzy, ceglanego kurzu i kina pełnego ludzi. Gdy już czułam, że dochodzę do granicy odczuć, wrażeń i emocji, Autor zaskakiwał mnie nieoczekiwanym zwrotem akcji, sytuacją tak nierealną, że aż czasami groteskową w tym trudnym świecie. Stroną magiczną jest zaś tytułowy wieloryb. Pojawia się jako zwierzę, osoba, ale także budynek. Jest istotą tak nieosiągalną, że każde spotkanie z nim staje się doznaniem wręcz religijno-magicznym, baśniowym czy nadprzyrodzonym.
Narrator w powieści jest wszechwiedzący. Nie moralizuje, po prostu (lub aż) snuje opowieść ujawniając nam kolejne wątki z życia naszych bohaterek. Nadawało to czytanej historii mocniejszego rysu baśni, realizmu magicznego... Jakbyśmy siedzieli przy ognisku i słuchali strasznych historii... w których mimochodem bierzemy udział.
Nadal nie wiem czy to była książka skrojona pod mój gust, ale wiem, że warto było poświęcić jej czas i odkryć losy Geumbok i Chunhui. „Wieloryb” to bardzo emocjonalna powieść, która mocno trzyma zainteresowanie Czytelnika, aż do ostatniej strony.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz