czwartek, 14 maja 2026

Ja, potępiona - Katarzyna Berenika Miszczuk

Nudziliście się? A może stęskniliście za Wiki i Belethem?

Jeśli choć na jedno pytanie odpowiedzieliście twierdząco, to mam dla Was coś specjalnego – trzeci tom cyklu diabelsko – anielskiego pełen przygód Wiktorii i jej diabelskich koleżków.


Dziewczyna smutnym zrządzeniem losu (i czyichś niecnych uczynków) trafia do Tartaru! Tak, Tartaru! Do zaświatów znanych nam z mitologii. Do Podziemi, do których trafiają najczarniejsze dusze. Gdzie brak słońca, kolorów i choćby cienia radości. Wstępu nie maja tutaj ani aniołowie ani nawet diabły. I, podobno, nie da się z niego już wyjść... Podobno.

Ale co może powstrzymać Wiktorię i Beletha? Do tej pory „podbili” już swym urokiem piekło i niebo.


Autorka po raz kolejny raz pokazuje, że wyobraźnia i dobre pisarstwo mogą stworzyć majstersztyk. Świetnie wykreowane postacie, duża dawka poczucia humoru (tego ironicznego też) i... międzyzaświatowa afera w tle. Akcja jest warta i pełna zwrotów akcji. Gdy już pomyślicie, że nic Was nie zaskoczy to na scenie (niekoniecznie cali na biało) pojawiają się Kuba Rozpruwacz, Elżbieta Batory, Achilles, a nawet Hitler. Zakładaliście, że diabły są wredne i mściwe? Sprawdźcie, co potrafią mieszkańcy Tartaru!

W tym tomie główni bohaterowie przechodzą... przemiany. Nie tylko fizyczne, ale także psychiczne. Wiktoria staje się zdeterminowana, pewna siebie i waleczna. Beletha natomiast przestaje być lekkoduchem, wreszcie potrafi jasno opowiedzieć się za Wiktorią i uczuciem do niej. O, nawet Piotr Was zaskoczy. Ale o tym cicho-sza. Sami musicie odkryć, co mu w duszy gra.

Mieszkańcy Piekła i Nieba też pokazani się ciut z innej perspektywy. Szerzej, barwniej i... zaskakująco. Autorka ukazuje Azazela, Kleopatrę czy też samego Lucyfera i Gabriela w pełnej krasie, ale dodaje do tego małe smaczki. I to dzięki nim każda z postaci nabiera wielowymiarowości i staje się bardziej... realna.

Wielkim plusem, dla mnie jako fanki historii, jest umieszczenie w tym tomie znanych postaci historycznych. Nie tylko jako bywalców diabelskich salonów, ale osób, które nadają tempa przedstawionej w powieści akcji.


Okładka pięknie się wpisuje w poprzednie dwa tomy. Pierwszy przyozdobiony był łuskami węża (brzmi diabelsko uroczo), a drugi natomiast anielskimi piórkami. Trzeci tom posiada błyszczące ognie, które skojarzyły mi się z rzeką ognia – Flegetonem, otaczającą Tartar. Wszysctkie razem tworzą swpójną całość, która pięknie się prezentuje.


Cóż można dodać więcej... Mam słabość do stylu pisarskiego Katarzyny Bereniki Miszczuk. Gdyby pisała instrukcje użytkowania rzeczy elektrycznych, to w końcu bym je czytała :P

Powieść jest lekka, zabawna ale i pełna akcji. Idealna na relaksujący wieczór.

Aha... Już zacieram rączki i z niecierpliwością godną jokera przed akcją, czekam cóż wymyśli Azazel! Czwarty tomie przybywaj!


Dziękuję Wydawnictwu Mięta za kolejny tom przygód Wiki. 


wtorek, 12 maja 2026

Dwie nagie dziewczyny - "Luz"

Historia opowiedziana w komiksie zaczyna się w 1919 roku w lesie. Na obrzeżach Berlina Otto zaczyna tworzyć swoje dzieło. Z białej kartki publikacji powoli wyłaniają się kształty - kawałek oka, pędzel, dłoń... By w końcu pokazać w pełnej krasie artystę, naturę i jego muzę. Kolejne kadry ujawniają jak wygląda pracowania oraz jego codzienne życie. Obraz przechodząc z rak do rąk staje się świadkiem dochodzenia do władzy narodowych socjalistów, budzenia się antysemityzmu oraz ograniczenia i grabieży ludności żydowskiej. Pojawiają się także wątki propagandowe - nagonka na sztukę współczesną, która odżegnuje się od polityki. 

Były już opowieści o wojnie i trudnych sprawach z perspektywy dzieci, a nawet pluszowego misia. Ale tak innowacyjnego pomysłu jeszcze nie było. Luz (Renald Luzier) przedstawia nam historię malarza Otto Muellera oraz zmian politycznych zachodzących w Niemczech od lat dwudziestych XX wieku widziane z perspektywy... obrazu. 
My, Czytelnicy widzimy i słyszymy tylko to, co dzieje się bezpośrednio przed obrazem Otto Muellera. I, o dziwo, nie jest to mała ilość informacji. Twórca komiksu pokazuje nie tylko zachwyt nowych właścicieli nad dziełem, ich mieszkania, czy galerie sztuki. My jesteśmy przy rozmowach telefonicznych informujących o krachu na giełdzie amerykańskiej, widzimy to co dzieje się za oknem na wprost którego wisi płótno, słuchamy rozmów zwykłych ludzi, marszandów, ludzi z otoczenia fuhrera. Dzięki takiemu zabiegowi jesteśmy wewnątrz toczącej się historii. Czujemy emocje poszczególnych postaci, poznajemy nastroje ówczesnych Niemiec, widzimy jak ideologia wpływa na każdy aspekt życia. 
Warto też zwrócić uwagę na "malarskie" kadry - autor całą pracę podporządkował sztuce. I ważnemu przekazowi, że nie powinniśmy poddawać ocenie sztuki jako "czystej", czy "zdegenerowanej"... Bo od oceniania obrazów, jest bardzo blisko do oceniania ludzi. Twórca komiksu pokazuje, że sztuka czy język nie są osobnym bytem. To one ukazują emocje i nastroje ludzi. A przy tym brak tu moralizatorstwa. Luz nie pokazuje nam właściwej drogi postępowania. Ujawnia przed nami tylko, to co miało już miejsce, jakie zachowania doprowadziły do wielkiej tragedii XX wieku. 
Minimalistyczna forma kadrów, ubogość barw wpisują się w klimat opowiadanej historii. 
Są takie wydawnictwa, które mają nosa do dobrych publikacji i tu przoduje Kultura Gniewu. Wielki plus także należy się Oldze Mysłowskiej za cudowne tłumaczenie, dzięki któremu jesteśmy w stanie "poczuć" historię. 

niedziela, 10 maja 2026

Brzask Jacek Świdziński

Autor w swej opowieści przenosi nas do zniszczonej wojennym czasem Warszawy. Do stolicy powracają dawni mieszkańcy, który poszukują miejsca do życia i wieści o swych bliskich. Przypadkowe spotkanie łączy kilka osób. Każda z nich szuka schronienia, jedzenia, ubrań, ale i ludzkiego ciepła oraz troski. Każde z nich potrzebuje, by ktoś go wysłuchał.

Nie jest to historia o wielkich bohaterach. To opowieść o zwykłych ludziach, którym udało się przeżyć piekło wojny, Powstania Warszawskiego, wywózek do obozów, życia pod ostrzałem kul niemieckich. Mamy tu wspomnienia. Opowieści jak każdy z nich odnalazł się w nowej i wciąż zmieniającej się rzeczywistości swojego miasta. Relacje kim byli przed wojną, co i kogo stracili podczas niej oraz kim się przez to stali. Ale pojawia się także ta "iskra" nadziei(?), która sprawia, że chcą nadal żyć.
Tu mówi obraz, który przybliża nam trudne losy powojennej stolicy. Autor ograniczył kolory do bieli, czerni i pomarańczowego. Żongluje nimi, podobnie jak naszymi emocjami podczas czytania i oglądania publikacji. Dostajemy bardzo uniwersalną historię ludzi w konkretnym dziejowym momencie. Pełną lęków, niepewności, ale i nadziei oraz optymizmu. To opowieść, której nie znajdziecie w podręcznikach, bo Jacek Świdz
ński skupia się na stanach emocjonalnych zwykłych ludzi.
Publikacja powstała z okazji 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej.

czwartek, 7 maja 2026

Szyjąc - Olga Gitkiewicz

Kiedy pada nazwisko Gitkiewicz, to wiem że będzie to publikacja warta poznania. Tym razem reportażystka wzięła na warsztat "troskę". Proste, dwusylabowe słowo. Kojarzone raczej z kobietami. Dość trudno opisać, co ono znaczy. Wiemy, że istnieje. Ale nie potrafimy ubrać je w słowa, czy w znaczenia. 

Autorka pokazuje nam jak przez wieki była niewidoczna, najpierw bezpłatna a obecnie raczej będąca w minimalnym pułapie wynagrodzeń, choć tak naprawdę bardzo kosztowna. Troska powiązana jest z miłością, altruizmem i odpowiedzialnością... Za siebie i drugiego człowieka. To nie jest coś czym się chwalimy, nawet umniejszamy jej znaczeniu, ale to ona nas "buduje" jako człowieka, istotę dorosłą wchodzącą w świat i z niego schodząca, gdy wybije nasz czas. 
"Szyjąc" to zbiór esejów o zwykłych codziennych czynnościach, które wymagają troski - opieka nad dzieckiem, cerowanie skarpet, sprzątanie, gotowanie, pranie, ale także zajmowanie się chorymi i zniedołężniałymi osobami. W większości są to prace głównie wykonywane przez kobiety. Nieodpłatnie lub za niskie stawki. Prace, które wymagają wielogodzinnego zaangażowania, delikatności, znajomości wielu czynności i bardzo obciążające emocjonalnie. 
Kobiety je wykonujące w tak zwanym międzyczasie robią też inne rzeczy - pracują odpłatnie, rozwijają się, podróżują, piszą książki... Ale to od nich, od nas wymaga się okazywania troski ale i poświęcenia na rzecz innych osób. Bo co mogłyby zrobić kobiety z całym tym czasem, gdyby nie musiały wykonywać tych czynności? Może wymyśliły by leki na raka? Zadbały o pokój na świecie? 
Jedynymi zajęciami wykonywanymi głównie przez mężczyzn, które nie kojarzą się z troską i opieką w pierwszym odruchu (a zostały poruszone przez Autorkę) to wywóz odpadów przez zakłady zajmujące się gospodarką odpadów komunalnych. Nisko płatne i nieszanowane... 

Jak cała ta... phi... Troska. 

sobota, 2 maja 2026

Domek nad Jeziorem Borzymskim - Agnieszka Łepki

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Łepki. Spodziewałam się lekkiej powieści obyczajowej, w której zostaną przemycone problemy w wątkach relacji rodzinnych. No cóż... Było raczej odwrotnie - w trudnych relacjach pomiędzy rodzicem a dzieckiem, między siostrami oraz partnera zostały ukazane wątki lekkiej powieści obyczajowej. Tak lekkiej, jak sugerowała ta sielska okładka. Ale od początku...


Oliwia - kobieta po przejściach, otrzymuje w spadku po przyjaciółce babci domek pod jeziorem Borzymskim, który staje się kością niezgody. Nagle poszczególni członkowie rodziny chcą "uszczknąć" coś dla siebie. Znajomi już zacierają ręce, że będą mieć bezpłatną wakacyjną bazę wypadową. A partner... cóż tylko ona jeden nie chce nic dla siebie. Chce spieniężyć nieruchomość i wspomóc swoje dzieci. 

Co zrobi Oliwia? Czy da się zmanipulować czy może wreszcie zawalczy o siebie i swoje marzenia? 


Główną postacią powieści jest Oliwia. Bezdzietna rozwódka żyjąca w nieformalnym związku. Wstyd - tak sądzi jej matka. A ona sama...? Buduje swoje życie na własnych zasadach i uczyć się, że warto zawalczyć o siebie i swoje marzenia.  

Autorka poprzez sceny retrospekcyjne stopniowo ukazała nam relacje pomiędzy poszczególnymi osobami - Oliwią a jej matką, pomiędzy obiema siostrami oraz pomiędzy Oliwią i jej partnerem, jego dziećmi oraz pogoń Moniki za znalezieniem partnera. Pozwala nam to na głębsze zrozumienia zachowań poszczególnych osób i ich stosunek do siebie. Wszystkie postacie opisane w powieści są wyraziste, z konkretnymi cechami charakteru. Autorka poświęciła każdej z nich swoją uwagę, by przedstawić je w pełnym wymiarze.

Podoba mi się ukazanie jak następowała przemiana Oliwii w walce o siebie. To stopniowe, coraz częstsze wyrażanie swojego zdania. Spokojne uświadamianie innym, że ona ma swoje potrzeby, że jej czas jest cenny i że jej majątek (ten wypracowany samodzielnie, jak i ten odziedziczony) podlega tylko jej i to ona sama nim dysponuje. 


Zakładałam, że spędzę czas z lekką powieścią a dostałam w ręce mądrą i refleksyjną powieść. Powieść, która porusza ważne tematy jak rodzicielstwo, budowanie relacji pomiędzy partnerami czy rodzeństwem. Autorka w nienachalny sposób rozlicza się z traumami i "przesądami" starszego pokolenia. Agnieszka Łepki ukazuje czytelnikom powieści z jakimi oczekiwaniami wobec nich samych muszą zmagać się kobiety. Jak silna potrafi być presja i jakie nierozważne decyzje można podjąć pod naciskiem opinii innych osób, nawet najbliższych. Tytułowy dom staje się azylem. Miejscem wyciszenia, ostoją zapewniającą bezpieczeństwo i pozwalającym budować siebie oraz poczucie swojej wartości na nowo. 

Świetna powieść z mądrym przesłaniem, którą warto poznać.




Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl 

czwartek, 9 kwietnia 2026

Diabelstwò - Maciej Lewandowski

Zanim o książce, to muszę zgłosić pewne zastrzeżenie. Gdy człowiek otrzymuje TAKĄ przesyłkę z Wydawnictwa Mięta, to musi ją bronić własną (bądź, co bądź chuderlawą) piersią przed własnym nastoletnim dzieckiem (któremu brakuje kilka centymetrów do metra osiemdziesięciu). Postuluje o zakładanie jakiś kłódek. Dla bezpieczeństwa. Przed ciekawskimi dziećmi. I tym co kryje się w książce...

A pojawiło się w niej sporo zła...

Kuba, Sławek i Maja wraz z Ewą oraz Michał zakładają się, że dwójka z nich wejdzie do domu czarownicy. Ot, tylko na 15 minut i przyniesie z tamtą jakiś przedmiot, na potwierdzenie swej bytności w ruderze. Wydawać by się mogło, że zakład jest prosty, ale... Ale dom ma inne plany wobec intruzów. 
Dwójka dzieciaków znika bez śladu. Dorośli rozpoczynają poszukiwania - w domu, lesie i najbliższej okolicy. Ale dzieciaki wiedzą... Wiedzą, że to nic nie da. Bo tu swe chude paluchy maczają siły nieczyste.


"Diabelstwò" Macieja Lewandowskiego to powieść skierowana do młodzieży i druga część przygód nastolatków z Czartyży. A tu kilka słów o pierwszej części przygód naszych bohaterów -> https://pani-z-biblio.blogspot.com/2024/05/grzechot-maciej-lewandowski.html W pierwszej części Autor przywołał do życia czarną wołgę, a teraz sięgnął po postać wiedźmy i jej domu. Takie odwołania wydają się proste i łatwe do opisania - co pokolenie pojawia się historia z porywaczami z czarnego auta a złymi czarownicami jesteśmy karmieni od dzieciństwa. Jednak... Warto zwrócić uwagę na kaliber opowieści, moc słowa i mnogość intrygujących wątków, które pojawiły się w powieści.

Rzeczą, która najbardziej mnie ujęła jest obrazowość opowieści, wręcz wizualność narracji. Autor dokładnie, zgoła plastycznie opisuje dźwięki, szelesty i zapachy. Czytelnik czuje jakby był tam, w środku wartkiej akcji. (Nie)stety. Aż ciarki biegają po ciele. I, co za diabelstwo, pojawiła się u mnie obawa sprzed jedzeniem jabłecznika. Liczę, ze dość szybko wyzbędę się tego strachu, bo kocham szarlotkę.

Świetnie nakreślone są relacje między przyjaciółmi, ale także relacje rodzinne. Autor pokazuje emocje jakimi targają serca naszych bohaterów - strach, determinacja, obawa, troska... Dzięki temu wydają się prawdziwsi. A my współodczuwamy ich odczucia. 

Sama historia to nie tylko horror w dobrej odsłonie. To opowieść o strachu, odwadze, waleczność i przyjaźni. Ale także, a może przede wszystkim o konsekwencjach swoich działań.

Za okładkę odpowiedzialny jest Dawid Boldys. mocne nasycone kolory - fiolet, czerń i ostro czerwony złowrogi księżyc. Farbowane brzegi zdradzają nieco tajemnicy dotyczącej treści powieści. No, cóż... Oto przed Państwem cudeńko, które świetnie prezentuje się na półce. I to z każdej strony. 


Dziękuję Wydawnictwu Mięta, które zorganizowało mi seans strachu i obaw przed starymi domami. I ukochanym jabłecznikiem. 


czwartek, 2 kwietnia 2026

Przebudzona - Choi Eunyung

Dałam się wkręcić w trend azjatycki - jedzenie to swoją drogą, ale literatura... to jest coś co mnie ostatnio zachwyca. Kryminały, które nie epatują krwią, a zmuszają czytelnika do skupienia i analizy faktu; comfort booki, który otulają nas słowami jak ciepłym kocem... Gdy tylko Wydawnictwo Kropka ogłosiła swoją nowość - koreańską publikacje dla dzieci byłam zachwycona i gotowa, żeby móc ją przeczytać. Ale... a to może za momencik opowiem o swoich wrażeniach.


Ihyon budzi się w szpitalu. Widzi wokół siebie lekarzy. Nie rozpoznaje żadnej znajomej twarzy. Nie pamięta też, co działo się wcześniej. Stopniowo okazuje się, że jeden z mężczyzn w kitlu to jej tato, drugi to dziadek. W szpitalu podczas rekonwalescencji dziewczynki pojawia się także mama. Dziewczynka dowiaduje się, że ma siostrę bliźniaczkę. 

Ihyon czuje się zagubiona - nie pamięta tych ludzi, świat wydaje jej się obcy. A wszystkie wspomnienia, które pojawiają się w jej głowie, to podobno przypadkowe reminiscencje. 


I tu dochodzimy do najważniejszego - wrażenia z czytania. Spodziewałam się lekkiej opowieści, może z odrobiną baśniowej otoczki i morału na końcu. Ale... 

Pierwszy moment czytania to zaciekawienie - Ihyon jest w szpitalu, ale same okoliczności jej wybudzenia są niejasne. Nikt nie udziela dokładnych informacji, co z każdą czytaną stroną potęguje zaciekawienie, ale także wzbudza niepewność i dezorientację. Coś tu nie gra. Dorośli nie mówią całej prawdy. Pojawiają się uczucia niezrozumienia, niepewności, ale także smutek. My jako Czytelnicy bardzo mocno współodczuwamy uczucia dziewczynki. Spora część historii Ihyon przepełniona jest atmosferą tajemnicy, ale i nieszczerości dorosłych wobec dziecka. 

Drugim ważnym czytelniczo dla mnie momentem jest budowanie relacji z siostrą bliźniczką. Dziewczynki nic o sobie nie wiedzą, zresztą niedawno poinformowano je o istnienie tej "drugiej" siostry. I tu mamy dwa obozy - Ihyon próbuje się zaprzyjaźnić, a Iso wydaje się obrażona - nagle z rozpieszczanej i kochanej jedynaczki, staje się opiekunką dla nowopoznanej dziewczynki. Ale strona po stronie widzimy, ze dziewczynki łączy wspólna próba odkrycia tajemnicy.

Mimo, że jestem dorosłym czytelnikiem, to identyfikowałam się bardziej z Ihyon. Dorośli stali się dla mnie osobami szafującymi informacjami, dzięki którym mili kontrolę nie tylko nad samymi dziećmi, ale także nad ich przeszłością oraz budowaniem (wspólnej jako rodzina) przyszłości. To w kontekście całej książki pokazuje jak wielka odpowiedzialność spoczywa na osobach, które zajmują się medycyną ,technologią ale również i tych, którzy pracują z dziećmi, bo to oni mają realny wpływ na ich młode, chłonne umysły. 


Bardzo dobra publikacja, dzięki której możemy z dzieckiem poruszyć szereg tematów - począwszy od rozwoju technologii czy medycyny, ochronę środowiska naturalnego, poprzez budowanie relacji, zaufania i odpowiedzialności za swoje czyny. Ale to również historia o tożsamości - co czyni nas tym kim jesteśmy? Autorka bardzo naturalnie porusza poszczególne tematy, pojawiają się jako część świata, w którym budzi się Ihyon. Nie ma tu moralizatorstwa, jak ludzie powinni się zachowywać, co robić. To my jako Czytelnicy sami musimy wyciągnąć wnioski, jak powinniśmy wykreować swój przyszły obraz planety. 

Książka "Przebudzona" choć porusza temat przyszłości i naszego miejsca w świecie, który sami wykreujemy, tak naprawdę, moim zdaniem, porusza temat emocji i zagubienia w świecie. 

Graficznie publikacja jest dopracowana - duża, przejrzyście rozmieszczona czcionka, która wspomaga łatwość czytania. Ilustracje Park Hyunju są miłe dla oka i uzupełniają treść opowieści. 



Bardzo dziękuję Wydawnictwu Kropka za egzemplarz książki. Dzięki Wam odkryłam nowe literackie światy :)