niedziela, 17 maja 2026

Nasz nauczyciel robot - Hanne Gjerde

Pani Veslemoy (Veslemøy) niespodziewanie wyjeżdża, a na jej miejsce pojawia się nowy nauczyciel. Arnt Ingar, zwany przez dzieci AI to robot! Pierwszy w historii nauczania robot-nauczyciel, który podejmie się prowadzenia zajęć w jednej klasie. Jego nadrzędnym zadaniem jest podniesienie kompetencji uczniów w zakresie języka, matematyki czy przyrody. Klasa, w której uczy ma zostać wzorcową na cały kraj.

Matteo i Tone zaczynają zauważać pewne... nieprawidłowości, które budzą ich niepokój. Wprowadzenie robota do szkoły jest nie tylko eksperymentem naukowym, ale kryje się za tym także afera kryminalna.


Choć sztuczna inteligencja w postaci Arndt'a Ingara (AI) posiada wiedzę dostępną w Internecie, to także uczy się dzięki doświadczeniom. Poprzez pracę z dziećmi poznaje ich młodzieżowy język, odkrywa nowe zachowania. Robot skrupulatnie planuje każdą lekcje, sprawdza postępy w nauce, organizuje indywidualne systemy nauczania by zwiększyć efektywność każdego z uczniów. Niestety przekracza też pewne granice poznając prywatne życie każdego z nich. Najpierw wygląda to jak przypadkowe odkrycie, ale dzieci orientują się, że jego wiedza wykracza poza zwykłą obserwację. To raczej inwigilacja!



Czy sztuczna inteligencja jest zagrożeniem? Czy może daje nam nieograniczone możliwości rozwoju i odkrywania świata?

To bardzo ważny temat. Zagadnienie które już teraz budzi kontrowersje. Wydawnictwo Kropka wychodzi naprzeciw pytaniom młodych ludzi – co dalej z AI? W swej publikacji norweska pisarka Hanne Gjerde ukazuje blaski i cienie wykorzystywania sztucznej inteligencji. Pokazuje jak niewłaściwe korzystanie z dobrodziejstw nauki może wpłynąć na dzieci, ale także na społeczeństwo. Bo to my użytkownicy nadajemy tej technologii znaczenie – dobra i zła. Zależy do jakich celów wykorzystamy wciąż rozwijającą się technologię.

Świetna powieść z wątkiem kryminalno-technologicznym, która zachwyci dzieciaki.

sobota, 16 maja 2026

Cholerna sakura - Giulio Macaione

Para z kilkuletnim stażem udaje się w podróż do Japonii. To marzenie Jose, który jest wielkim fanem mang i gier. Cleo wolałaby jakąś ciepłą wyspę i ekskluzywny hotel z dostępem do Wi-fi. Już w samolocie dochodzi do kłótni. Każdy z nich ma inną wizję wakacji, spędzania czasu wolnego a nawet pracy. Rozstają się. Zarezerwowane mieszkanie przypada dziewczynie... tylko musi się tam jeszcze dostać.

Jose jest bardziej zaradny, otwarty i chętny do nowych doświadczeń. Realizuje wcześniej zaplanowany „grafik” wycieczki – odwiedza mangowe mekki, zjada lokalne przysmaki w restauracjach, zwiedza świątynie i... ma katar sienny. Cloe jest zamknięta, obawia się utraty folowersów i czuje się przerażona nowym miejscem. Próbuje kogoś poznać, ale tylko po to, by pokazać w swoich mediach społecznościowych, że świetnie sobie daje radę. Aż do momentu, gdy... gubi telefon.

Czy zwykła podróż może odmienić życie? Czy kwitnąca sakura wpłynie na tych dwoje? I przede wszystkim czy warto się czasami zatrzymać i przyjrzeć swojemu życiu?

Sprawdźcie... jak kwiaty kwitnącej wiśni o lekkim różowym zabarwieniu stały się punktem wyjścia tej opowieści.



piątek, 15 maja 2026

Pies w kształcie królika - Dániel András

Oto on. Królik. Chyba królik. Tak wygląda... Na imię mu Karol. Skąd wiemy? Ktoś tak napisał w książce.

Bohater tej opowieści nie czuje się sobą w swoim ciele. Nie może odnaleźć swego miejsca w świecie – psy widzą w nim płochliwego trusiaczka, a króliki osądzają go po głosie – pies jak nic.
Postać głównego bohatera wędruje przez strony książki, w tle zmieniają się budynki i postacie. Miotają nim różne emocje od zagubienia, przez strach, samotność, niezrozumienie czy odczucia bycia niewidzialnym.
Publikacja jest uniwersalna. Porusza ważne tematy takie jak akceptacja, tolerancja, odmienność, ale także etykietowanie innych osób czy brak zrozumienia. Ciut surrealistyczne ilustracje „podkręcają” emocje jakimi targany jest Pies w kształcie królika.
Młodsze dzieci znajdą w niej historię króliko-psa wchodzącego w interakcje z czytelnikiem, starsze odkryją ważne przesłanie dotyczące akceptacji oraz tolerancji, dorośli natomiast zagłębią się w pytania egzystencjalne zadawane przez Karola.

czwartek, 14 maja 2026

Ja, potępiona - Katarzyna Berenika Miszczuk

Nudziliście się? A może stęskniliście za Wiki i Belethem?

Jeśli choć na jedno pytanie odpowiedzieliście twierdząco, to mam dla Was coś specjalnego – trzeci tom cyklu diabelsko – anielskiego pełen przygód Wiktorii i jej diabelskich koleżków.


Dziewczyna smutnym zrządzeniem losu (i czyichś niecnych uczynków) trafia do Tartaru! Tak, Tartaru! Do zaświatów znanych nam z mitologii. Do Podziemi, do których trafiają najczarniejsze dusze. Gdzie brak słońca, kolorów i choćby cienia radości. Wstępu nie maja tutaj ani aniołowie ani nawet diabły. I, podobno, nie da się z niego już wyjść... Podobno.

Ale co może powstrzymać Wiktorię i Beletha? Do tej pory „podbili” już swym urokiem piekło i niebo.


Autorka po raz kolejny raz pokazuje, że wyobraźnia i dobre pisarstwo mogą stworzyć majstersztyk. Świetnie wykreowane postacie, duża dawka poczucia humoru (tego ironicznego też) i... międzyzaświatowa afera w tle. Akcja jest warta i pełna zwrotów akcji. Gdy już pomyślicie, że nic Was nie zaskoczy to na scenie (niekoniecznie cali na biało) pojawiają się Kuba Rozpruwacz, Elżbieta Batory, Achilles, a nawet Hitler. Zakładaliście, że diabły są wredne i mściwe? Sprawdźcie, co potrafią mieszkańcy Tartaru!

W tym tomie główni bohaterowie przechodzą... przemiany. Nie tylko fizyczne, ale także psychiczne. Wiktoria staje się zdeterminowana, pewna siebie i waleczna. Beletha natomiast przestaje być lekkoduchem, wreszcie potrafi jasno opowiedzieć się za Wiktorią i uczuciem do niej. O, nawet Piotr Was zaskoczy. Ale o tym cicho-sza. Sami musicie odkryć, co mu w duszy gra.

Mieszkańcy Piekła i Nieba też pokazani się ciut z innej perspektywy. Szerzej, barwniej i... zaskakująco. Autorka ukazuje Azazela, Kleopatrę czy też samego Lucyfera i Gabriela w pełnej krasie, ale dodaje do tego małe smaczki. I to dzięki nim każda z postaci nabiera wielowymiarowości i staje się bardziej... realna.

Wielkim plusem, dla mnie jako fanki historii, jest umieszczenie w tym tomie znanych postaci historycznych. Nie tylko jako bywalców diabelskich salonów, ale osób, które nadają tempa przedstawionej w powieści akcji.


Okładka pięknie się wpisuje w poprzednie dwa tomy. Pierwszy przyozdobiony był łuskami węża (brzmi diabelsko uroczo), a drugi natomiast anielskimi piórkami. Trzeci tom posiada błyszczące ognie, które skojarzyły mi się z rzeką ognia – Flegetonem, otaczającą Tartar. Wszysctkie razem tworzą swpójną całość, która pięknie się prezentuje.


Cóż można dodać więcej... Mam słabość do stylu pisarskiego Katarzyny Bereniki Miszczuk. Gdyby pisała instrukcje użytkowania rzeczy elektrycznych, to w końcu bym je czytała :P

Powieść jest lekka, zabawna ale i pełna akcji. Idealna na relaksujący wieczór.

Aha... Już zacieram rączki i z niecierpliwością godną jokera przed akcją, czekam cóż wymyśli Azazel! Czwarty tomie przybywaj!


Dziękuję Wydawnictwu Mięta za kolejny tom przygód Wiki. 


wtorek, 12 maja 2026

Dwie nagie dziewczyny - "Luz"

Historia opowiedziana w komiksie zaczyna się w 1919 roku w lesie. Na obrzeżach Berlina Otto zaczyna tworzyć swoje dzieło. Z białej kartki publikacji powoli wyłaniają się kształty - kawałek oka, pędzel, dłoń... By w końcu pokazać w pełnej krasie artystę, naturę i jego muzę. Kolejne kadry ujawniają jak wygląda pracowania oraz jego codzienne życie. Obraz przechodząc z rak do rąk staje się świadkiem dochodzenia do władzy narodowych socjalistów, budzenia się antysemityzmu oraz ograniczenia i grabieży ludności żydowskiej. Pojawiają się także wątki propagandowe - nagonka na sztukę współczesną, która odżegnuje się od polityki. 

Były już opowieści o wojnie i trudnych sprawach z perspektywy dzieci, a nawet pluszowego misia. Ale tak innowacyjnego pomysłu jeszcze nie było. Luz (Renald Luzier) przedstawia nam historię malarza Otto Muellera oraz zmian politycznych zachodzących w Niemczech od lat dwudziestych XX wieku widziane z perspektywy... obrazu. 
My, Czytelnicy widzimy i słyszymy tylko to, co dzieje się bezpośrednio przed obrazem Otto Muellera. I, o dziwo, nie jest to mała ilość informacji. Twórca komiksu pokazuje nie tylko zachwyt nowych właścicieli nad dziełem, ich mieszkania, czy galerie sztuki. My jesteśmy przy rozmowach telefonicznych informujących o krachu na giełdzie amerykańskiej, widzimy to co dzieje się za oknem na wprost którego wisi płótno, słuchamy rozmów zwykłych ludzi, marszandów, ludzi z otoczenia fuhrera. Dzięki takiemu zabiegowi jesteśmy wewnątrz toczącej się historii. Czujemy emocje poszczególnych postaci, poznajemy nastroje ówczesnych Niemiec, widzimy jak ideologia wpływa na każdy aspekt życia. 
Warto też zwrócić uwagę na "malarskie" kadry - autor całą pracę podporządkował sztuce. I ważnemu przekazowi, że nie powinniśmy poddawać ocenie sztuki jako "czystej", czy "zdegenerowanej"... Bo od oceniania obrazów, jest bardzo blisko do oceniania ludzi. Twórca komiksu pokazuje, że sztuka czy język nie są osobnym bytem. To one ukazują emocje i nastroje ludzi. A przy tym brak tu moralizatorstwa. Luz nie pokazuje nam właściwej drogi postępowania. Ujawnia przed nami tylko, to co miało już miejsce, jakie zachowania doprowadziły do wielkiej tragedii XX wieku. 
Minimalistyczna forma kadrów, ubogość barw wpisują się w klimat opowiadanej historii. 
Są takie wydawnictwa, które mają nosa do dobrych publikacji i tu przoduje Kultura Gniewu. Wielki plus także należy się Oldze Mysłowskiej za cudowne tłumaczenie, dzięki któremu jesteśmy w stanie "poczuć" historię. 

niedziela, 10 maja 2026

Brzask Jacek Świdziński

Autor w swej opowieści przenosi nas do zniszczonej wojennym czasem Warszawy. Do stolicy powracają dawni mieszkańcy, który poszukują miejsca do życia i wieści o swych bliskich. Przypadkowe spotkanie łączy kilka osób. Każda z nich szuka schronienia, jedzenia, ubrań, ale i ludzkiego ciepła oraz troski. Każde z nich potrzebuje, by ktoś go wysłuchał.

Nie jest to historia o wielkich bohaterach. To opowieść o zwykłych ludziach, którym udało się przeżyć piekło wojny, Powstania Warszawskiego, wywózek do obozów, życia pod ostrzałem kul niemieckich. Mamy tu wspomnienia. Opowieści jak każdy z nich odnalazł się w nowej i wciąż zmieniającej się rzeczywistości swojego miasta. Relacje kim byli przed wojną, co i kogo stracili podczas niej oraz kim się przez to stali. Ale pojawia się także ta "iskra" nadziei(?), która sprawia, że chcą nadal żyć.
Tu mówi obraz, który przybliża nam trudne losy powojennej stolicy. Autor ograniczył kolory do bieli, czerni i pomarańczowego. Żongluje nimi, podobnie jak naszymi emocjami podczas czytania i oglądania publikacji. Dostajemy bardzo uniwersalną historię ludzi w konkretnym dziejowym momencie. Pełną lęków, niepewności, ale i nadziei oraz optymizmu. To opowieść, której nie znajdziecie w podręcznikach, bo Jacek Świdz
ński skupia się na stanach emocjonalnych zwykłych ludzi.
Publikacja powstała z okazji 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej.

czwartek, 7 maja 2026

Szyjąc - Olga Gitkiewicz

Kiedy pada nazwisko Gitkiewicz, to wiem że będzie to publikacja warta poznania. Tym razem reportażystka wzięła na warsztat "troskę". Proste, dwusylabowe słowo. Kojarzone raczej z kobietami. Dość trudno opisać, co ono znaczy. Wiemy, że istnieje. Ale nie potrafimy ubrać je w słowa, czy w znaczenia. 

Autorka pokazuje nam jak przez wieki była niewidoczna, najpierw bezpłatna a obecnie raczej będąca w minimalnym pułapie wynagrodzeń, choć tak naprawdę bardzo kosztowna. Troska powiązana jest z miłością, altruizmem i odpowiedzialnością... Za siebie i drugiego człowieka. To nie jest coś czym się chwalimy, nawet umniejszamy jej znaczeniu, ale to ona nas "buduje" jako człowieka, istotę dorosłą wchodzącą w świat i z niego schodząca, gdy wybije nasz czas. 
"Szyjąc" to zbiór esejów o zwykłych codziennych czynnościach, które wymagają troski - opieka nad dzieckiem, cerowanie skarpet, sprzątanie, gotowanie, pranie, ale także zajmowanie się chorymi i zniedołężniałymi osobami. W większości są to prace głównie wykonywane przez kobiety. Nieodpłatnie lub za niskie stawki. Prace, które wymagają wielogodzinnego zaangażowania, delikatności, znajomości wielu czynności i bardzo obciążające emocjonalnie. 
Kobiety je wykonujące w tak zwanym międzyczasie robią też inne rzeczy - pracują odpłatnie, rozwijają się, podróżują, piszą książki... Ale to od nich, od nas wymaga się okazywania troski ale i poświęcenia na rzecz innych osób. Bo co mogłyby zrobić kobiety z całym tym czasem, gdyby nie musiały wykonywać tych czynności? Może wymyśliły by leki na raka? Zadbały o pokój na świecie? 
Jedynymi zajęciami wykonywanymi głównie przez mężczyzn, które nie kojarzą się z troską i opieką w pierwszym odruchu (a zostały poruszone przez Autorkę) to wywóz odpadów przez zakłady zajmujące się gospodarką odpadów komunalnych. Nisko płatne i nieszanowane... 

Jak cała ta... phi... Troska.