Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 sierpnia 2026

Czerwone piwo królowej - Alicja Czarnecka-Suls

Ja wiedziałam, że tak będzie. Moje znajomość produkcji piwa jest zerowa. Jak już zdarzy mi się wypić piwo, to wybieram coś słodkawego. A teraz (tak dopiero teraz) dowiaduje się, że jest czerwone piwo! I to nie barwione sokiem z malin (profanacja, tak na marginesie). I jak już się dowiedziałam, to musiałam wszystko sprawdzać – gdzie są browary i gdzie były kiedyś; jakie są rodzaje chmielu (rodzaje – liczba mnoga! I jak wpływają na smak piwa) i jak stworzyć idealny słód.

Czy ta wiedza jest mi do czegoś potrzebna?

Oczywiście, że nie.

No, chyba tylko po to, żeby jeszcze bardziej wczuć się w klimat powieści...

A tu... oj dzieje się.


Waleria wiedzie spokojne życie. Po śmierci dziadka, przejęła jego warsztat – została miejscową introligatorką i fotografem. W jej głowie rodzą się jednak inne plany na przyszłość. Młoda kobieta chce opuścić Chmielnik i wyruszyć w wielki świat. Choć miła i uczynna, to jest outsaiderką, ciągnie się za nią rodzinna tajemnica.

I nagle pojawia się on. Michał to znany fotograf gwiazd. Mieszka i pracuje w Londynie. Wraca do Chmielnika na prośbę wuja. I żeby wspólnie z Walerią uratować rodzinny, ponad stuletni browar przed całkowitym zniszczeniem. Której, to trzeba podkreślić, nie ufa. Bo czemu jakaś obca dziewczyna ma mieć udziały w jego rodzinnym dorobku?

W tle historii tych dwojga wychodzą na jaw stare tajemnice. Co łączyło Klarę – babcię Walerii i Antoniego – wuja Michała? Co doprowadziło do upadku browaru? I dlaczego burmistrz jest tak bardzo zainteresowany przejęciem ziemi, na której stoją budynki warzelni.


Alicja Czarnecka-Suls stworzyła porywającą opowieść o rodzinnej tradycji, która stała się łącznikiem przeszłości i teraźniejszości. Opowieść, która potrafiła połączyć pokolenia i zjednoczyć mieszkańców miasteczka w obronie własnej historii. A wszystko to, by na nowo móc zbudować wspólny, rzemieślniczy biznes. Bardzo spodobało mi się wplecenie przez Autorkę historii piwowarstwa w samą opowieść miasteczka i jego historii. Ukazanie dziejów piwa i jego wpływu na zdrowie średniowiecznych mieszkańców Europy czy historii browarów w powojennej Polsce wzbogaca i uatrakcyjnia samą powieść. Bo ta część książki jest równie interesująca jak historia dwóch par - Walerii i Michała oraz Klary i Antoniego.

Sami bohaterowie pojawiający w powieści są pełnowymiarowymi postaciami – mają ciekawą osobowość, dobrze zilustrowany charakter i... podczas rozwoju akcji ulegają też przemianą wewnętrznym. Autorka w subtelny sposób ukazała niespełnioną miłość, trudne wybory jakich dokonywali nasi bohaterowie, sekrety skrywane latami oraz ludzką zaborczość i nienawiść, którą można przekazywać kolejnym pokoleniom.


Rodzinne tajemnice, sekrety (nie tylko miłosne) i walka o rodzinną spuściznę.

Spokojna i wyważona narracja, ciekawe zwroty akcji, wątki chwytające za serce, tajemne receptury na ważenie idealnego słodu to sposób Autorki na oderwania Was od szarej rzeczywistości i męczących upałów. Wyważone proporcje tworzą nie tylko świetne trunki, ale także nietuzinkowe powieści, które zachęcają Czytelników do odkrywania i poznawania nowych dziedzin życia.


Dziękuję Wydawnictwu Mięta za cudowną książkę. 

piątek, 17 lipca 2026

Skąd wyleciało to ciało? - Małgorzata Starosta

Nigdy nie byłam omnibusem z matematyki, ale wiem że prawdopodobieństwo spotkania osoby, której nie chcesz widzieć w jakimś przypadkowym miejscu jest... duże. Szczególnie jeśli chcesz uniknąć spotkania. Nie ukrywajmy. Szczęście nie sprzyja wszystkim.

A na pewno nie komisarzowi Michałowi Bączkowi, który czasowo zmienił miejsce pracy z tętniącego życiem (i trupem) Wrocławia na spokojny posterunek w Teresinie. Natomiast Linda Miller szykuje się do weekendowej konferencji historycznej. Zamierza zabrać na nią Jeremiego, by poprawić mu humor po nie do końca udanych randkach. Na miejscu oprócz interesującej wymiany myśli historycznych, można też „zawiesić” oko na przystojnym profesorze. Ale okazuje się, że nie tak łatwo uciec od swojego „szczęścia”. Linda Miller przyciąga kłopoty. I trupy. Takie fatum.


Skąd wyleciało ciało? I dlaczego? Kto maczał w tym palce? Czy śmierć młodej kobiety ma związek z księciem Władysławem Druckiem-Lubeckim? I czy przystojny Alvaro jak tak słodki na jakiego wygląda? Tak na marginesie oczywiście :)

Do akcji wykrycia przestępcy wkracza (nieproszona) Linda.


Małgorzata Starosta nie byłaby sobą, gdyby nie pojawiły się niesprzyjające okoliczności. No i trup. Choć jeden. W najnowszej powieści pojawia się także ciekawy wątek historyczny - dotyczący morderstwa księcia Władysława Druckiego-Lubeckiego. Kto był sprawcą? Na czyje zlecenie dokonano zbrodni? Historia międzywojennych losów hrabiego staje się kanwą do współczesnej zbrodni w afekcie. Oba wątki zręcznie się przeplatają i trzymają Czytelnika w napięciu, aż do ostatnich stron opowieści.

Bohaterowie – Jeremi i Linda, to duet, który zaskarbi sobie waszą uwagę i serce. Są inteligentni, zabawni i intrygujący. Ich błyskotliwe dialogi sprawiają, że powieść jest lekka, wartka i wciągająca.

Komisarz Bączek wydaje się mieć dość tego duetu... Ale gdy przychodzi do rozwiązywania sprawy widać, że cała trójka potrafi świetnie współpracować i motywować do działania. Małgorzata Starosta nie zapomniała także o plejadzie bohaterów drugoplanowych – są wyraziści, to w pełni ukształtowane postacie, które mogłby by namieszać w innych powieściach.

Autorka po raz kolejny pokazuje, że świetnie odnajduje się w powieści z gatunku komedii kryminalnych. Lekki i swobodny styl, inteligentne dialogi i dowcipne komentarze, ale intrygująca historia (w której nie potrzeba niezliczonej ilości krwawych zbrodni) nie pozwalają Czytelnikowi oderwać się od powieści.


Czy trzeba znać poprzednie części? Nie, ale wstyd było by przegapić tak fajne książki :P



Dziękuję Wydawnictwu Mięta za egzemplarz recenzencki. Nie wiem gdzie macie szpiegów, ale zawsze idealnie trafiacie w moje potrzeby czytelnicze.


sobota, 2 maja 2026

Domek nad Jeziorem Borzymskim - Agnieszka Łepki

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Łepki. Spodziewałam się lekkiej powieści obyczajowej, w której zostaną przemycone problemy w wątkach relacji rodzinnych. No cóż... Było raczej odwrotnie - w trudnych relacjach pomiędzy rodzicem a dzieckiem, między siostrami oraz partnera zostały ukazane wątki lekkiej powieści obyczajowej. Tak lekkiej, jak sugerowała ta sielska okładka. Ale od początku...


Oliwia - kobieta po przejściach, otrzymuje w spadku po przyjaciółce babci domek pod jeziorem Borzymskim, który staje się kością niezgody. Nagle poszczególni członkowie rodziny chcą "uszczknąć" coś dla siebie. Znajomi już zacierają ręce, że będą mieć bezpłatną wakacyjną bazę wypadową. A partner... cóż tylko ona jeden nie chce nic dla siebie. Chce spieniężyć nieruchomość i wspomóc swoje dzieci. 

Co zrobi Oliwia? Czy da się zmanipulować czy może wreszcie zawalczy o siebie i swoje marzenia? 


Główną postacią powieści jest Oliwia. Bezdzietna rozwódka żyjąca w nieformalnym związku. Wstyd - tak sądzi jej matka. A ona sama...? Buduje swoje życie na własnych zasadach i uczyć się, że warto zawalczyć o siebie i swoje marzenia.  

Autorka poprzez sceny retrospekcyjne stopniowo ukazała nam relacje pomiędzy poszczególnymi osobami - Oliwią a jej matką, pomiędzy obiema siostrami oraz pomiędzy Oliwią i jej partnerem, jego dziećmi oraz pogoń Moniki za znalezieniem partnera. Pozwala nam to na głębsze zrozumienia zachowań poszczególnych osób i ich stosunek do siebie. Wszystkie postacie opisane w powieści są wyraziste, z konkretnymi cechami charakteru. Autorka poświęciła każdej z nich swoją uwagę, by przedstawić je w pełnym wymiarze.

Podoba mi się ukazanie jak następowała przemiana Oliwii w walce o siebie. To stopniowe, coraz częstsze wyrażanie swojego zdania. Spokojne uświadamianie innym, że ona ma swoje potrzeby, że jej czas jest cenny i że jej majątek (ten wypracowany samodzielnie, jak i ten odziedziczony) podlega tylko jej i to ona sama nim dysponuje. 


Zakładałam, że spędzę czas z lekką powieścią a dostałam w ręce mądrą i refleksyjną powieść. Powieść, która porusza ważne tematy jak rodzicielstwo, budowanie relacji pomiędzy partnerami czy rodzeństwem. Autorka w nienachalny sposób rozlicza się z traumami i "przesądami" starszego pokolenia. Agnieszka Łepki ukazuje czytelnikom powieści z jakimi oczekiwaniami wobec nich samych muszą zmagać się kobiety. Jak silna potrafi być presja i jakie nierozważne decyzje można podjąć pod naciskiem opinii innych osób, nawet najbliższych. Tytułowy dom staje się azylem. Miejscem wyciszenia, ostoją zapewniającą bezpieczeństwo i pozwalającym budować siebie oraz poczucie swojej wartości na nowo. 

Świetna powieść z mądrym przesłaniem, którą warto poznać.




Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl 

środa, 11 marca 2026

Goście weselni - Alison Espach

Wahałam się nad czytaniem tej publikacji – słyszałam o niej dobre rzeczy, ale czy mam ochotę czytać o czyimś weselu? Wygrała jednak chęć poznania czegoś dobrego.

Phoebe Stone przybywa do okazałego hotelu w pięknej zielonej sukni i w złotych szpilkach. Nie ma walizki ani żadnego bagażu. Obsługa zajadu bierze ją za uczestniczkę wesela. W rzeczywistości Phoebe jest jedyną osobą w hotelu, która nie pojawiła się w nim na tę znamienitą uroczystość. Ma inne plany... Spełnia swe marzenie, by odwiedzić stan Rhode Island i podziwiać zachód słońca. Miała być tu z mężem... Ale plany uległy nieco zmianie.
Natomiast panna młoda zadbała o każdy, nawet najmniejszy szczegół, przewidziała wszystkie możliwe katastrofy, które mogły by zepsuć wspólny czas dwóch rodzin. Wszystko prócz pojawienia się Phoebe. Zaskakująco, obie kobiety znajdują wspólny język i zaczynają dzielić się sekretami ze swojego życia.
Jak ta przypadkowa znajomość może wpłynąć na weselników?
Odkryjcie najbardziej zadziwiające przygotowania do wesela w historii literatury.
Książka pozwala na autentyczne rozluźnienie, lekki chichot i... dużo refleksji jak jedno spotkanie może odmienić życie. Początkowy mocny akcent w postaci planów Phoebe i jej wewnętrzne rozterki, to przykuwający uwagę i dający do myślenia aspekt książki. Słodko-gorzka opowieść jest bardzo autentyczna i poruszająca. Bohaterka staje się „intruzem” w czyimś uporządkowanym życiu, burzy obraz jaki mają o sobie weselnicy, wprowadza chaos, kwestionuje podstawowe informacje. Autorka z każdą stroną ukazuje nam niedoskonałości w idealnym świecie, nie tylko pary młodej. Burzy założenia, które mogą dotyczyć każdego z nas. Alison Espach w subtelny sposób ukazuje jak przypadkowo ludzie dopierają się w pary. I chyba na pocieszenie zdradza nam, że w budowaniu dobrego związku wystarczy być sobą, zaufać, mieć wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa i zrozumienia przez drugą osobę. Sprawdźcie czy to rzeczywiście wystarczy...

piątek, 6 marca 2026

Szeptun - Tomasz Betcher

Zdarza mi się przeczytać książkę, być zachwyconą i...nie wiedzieć, co o niej powiedzieć. Bo samo słowo "dobra" nie jest w stanie zawrzeć wszystkich emocji, jakie we w mnie wywołała.

A zaczynała się tak lekko...

Julka mieszka na Pomorzu, pracuje, wychowuje dwójkę dzieci. Mąż pracuje za granicą, dość rzadko się kontaktują, czego nasza bohaterka stara się nie zauważać. Gdy nadchodzą wakacje, dzięki rodzicom, wyjeżdża w Beskidy. Wypoczynek ma być połączony z wizytą u uzdrowiciela, który mógłby pomóc jej synowi. Na miejscu okazuje się, że miejscowy znachor nie żyje, a ośrodek, w którym rodzina miała się zatrzymać od dawna nie widział gości. A na domiar złego samochód ulega zaskakującemu "wypadkowi". Z pomocą przychodzi Waldek, wnuk uzdrowiciela. 

Mężczyzna nie narzuca się, jest uprzejmy i gościnny. Ma w sobie dużo spokoju i opanowania, które pozwala Julii na okazanie mu zaufania. Koniec końców rodzina zostaje u gospodarza, a z każdym dniem coraz mocniej nawiązuje się między nimi nić sympatii, która pozwala każdemu z nich spojrzeć na swoje problemy z innej perspektywy. 


Myślę, że takiej książki teraz potrzebowałam. Nie przesłodzonej opowieści mówiącej, że wystarczy wyjechać i wszystko się ułoży. Odczuwałam brak powieści pokazującej, że życie bywa trudne, niesprawiedliwe a ludzie mogą nas krzywdzić, ale że tylko od nas zależy co z tym dalej zrobimy. Że to my sami musimy podjąć jakąś decyzję, wprowadzić "zmianę" w życiu, by coś mogło ruszyć dalej. I nikt, niestety, nie da nam gwarancji, że zawsze będzie to ruch w stronę czegoś lepszego.

To było moje pierwsze spotkanie z Autorem i jego twórczością. Spodziewałam się lekkiej obyczajówki (ach, te zwodnicze opisy z okładek), a dostałam w ręce świetnie napisaną opowieść poruszającą ważne tematy społeczne - samotność, zdradę, wykluczenie czy przemoc. Tematy, których staramy się unikać, gdy nas samych nie dotykają, bo bywają bolesne czy krępujące. Tomasz Betcher w subtelny sposób je opisuje, ale także potrafi mocno zagrać na naszych uczuciach, "sprzedać" mądry przekaz, a to wszystko okrasić szczyptą humoru. Wielki plus dla Autora za wplecenie w prowadzoną narrację historii regionu oraz zwyczajów romskich.

Książka zmusza do zastanowienia się nad tym jak oceniamy innych, jak nasze zachowanie wpływa na budowanie relacji społecznych, ale także do refleksji co ważne jest w życiu każdego z nas.


P.S. Trochę uzdrowicielskich mocy się pojawiło... Zresztą sprawdźcie sami. 


Dziękuję Wydawnictwu Mięta za egzemplarz recenzencki, gdyż w magiczny sposób potrafią dobrać książki do mojego nastroju. 


czwartek, 22 stycznia 2026

Pralnia serc Marigold - Jungeun Yun

Zapraszamy do Pralni serc Marigold. Właścicielka Ji-eun serwuje swym gościom kojącą duszę i serce herbatę. A ci zwierzają się jej ze swoich smutków, ran i zadr w sercu. Ji-eun ma na to sposób – magiczne pranie, które wymazuje z pamięci smutne i niechciane wspomnienia. Każda z osób odwiedzających to miejsce i podejmujących decyzje o „spraniu” z serc smutków, i doznaje pewnego oczyszczenia, które pomaga im rozpocząć nowe, lepsze życie.

To kolejna z powieści otulających nasze serca, dająca radość i nadzieję. Tu, dzięki realizmowi magicznemu, dzieją się cuda nie tylko w sercach, ale i życiach bohaterów odwiedzających Pralnię serc. Autorka miała fajny pomysł, na ukazanie jak idąc przez życie powinniśmy odrzucić stare smutki i traumy, by móc się dalej rozwijać i cieszyć każdą nadchodzącą chwilą. Jednak mimo ciekawego wątku głównego, powieść wydała mi się niepotrzebnie „przegadana”, umęczyły mnie ciągłe tłumaczenia o zasadach działania magii prania.

wtorek, 30 grudnia 2025

Ja, anielica - Katarzyna Berenika Miszczuk /Cykl diabelsko-anielski (tom 2)/

Ja, anielica to drugi tom cyklu diabelsko-anielskiego pióra Katarzyny Bereniki Miszczuk. Na pierwszy rzut oka widać cudowną i dopracowaną okładkę - anielskie pióra idealnie komponują się z granatem okładki. Po przeczytaniu kilku stron okazuje się, że Wiktoria jest studentką i wiedzie dość spokojne życie. Od pewnego dnia coraz częściej spotyka na swej drodze przystojnego mężczyznę. Wydaje się znajomy... Jednak budzi mieszane uczucia. Zaraz, zaraz! A gdzie te anioły? Podstępne diabły Azazel i Beleth znów będą mieszać w życiu Wiktorii? Coś tu nie gra! - chciałoby się zakrzyknąć. 

Spokojnie, z każdą kolejną stronę zbliżamy się do bram nieba. Nieba, która Was zaskoczy.  "Nienachalne z urody" putta serwują herbatkę, masę tu zmarłych "podglądaczy" swoich rodzin i skrzydlatych, które odbiegają od standardów zainteresowanych ludzkim losem aniołów stróżów. A w tym wszystkim Wiki i jej kompani, którzy chcą dokonać pewnym zmian na linii piekło-niebo. 


A jak moje wrażenia z czytania? Bawiłam się chyba lepiej niż przy pierwszej części. Może dlatego, że piekło jest takie oczywiste... A tu, w niebie, nawet putta mnie zaskoczyły. 

Postacie umieszczone w powieści (część z nich jak diabły, Kleopatrę czy Śmierć znamy z pierwszego tomu cyklu) są dobrze wykreowane. Azazel, który jest mocno zadufany w sobie (aż dziw, że jego nadmuchane ego nie pozwala mu latać) oraz wykorzystujący swą urodę Beleth są postaciami, które nakręcają akcję, ich próby powrotu do nieba pełne są intryg, kłamstw i oszustw. Śmierć, choć mała i niepozorna, jest postacią, która chętnie włoży w kij w mrowisko (lub widelec do kontaktu albo co gorsza czarną dziurę do gabinetu Lucyfera), by tylko zobaczyć czy wywoła to falę katastrof. A w tym wszystkim Wiktoria i jej chłopak Piotr, którzy w naiwny sposób wierzą, że uda im się wszystko naprawić. 

Aha, i jeszcze anioły... Z racji wieku pamiętam jak na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych nastąpił wyspy polskiej literatury fantastycznej. Literatury, w której Anna Kańtoch, Maja Lidia Kossakowska i Jakub Ćwiek jako bohaterów umieszczali anioły. Ale łamali idealny obraz tych istot, czym byłam zachwycona. I ten zachwyt poczułam ponownie przy czytaniu powieści Ja, anielica Katarzyny Bereniki Miszczuk. Bo tu żaden "skrzydlaty" z anielskich zastępów nie jest idealny. Bo przecież żaden świat nie jest czarno-biały. A anioły mogą być znudzone, skorumpowane i przede wszystkim łamać zasady mody i nosić skarpety do sandałów. 

Wartka fabuła, zaskakujące zwroty akcji i sporo humoru. Tego ironicznego także. Są idealnym przypisem na świetną powieść i miło spędzony czas przy jej lekturze. A ja teraz z podejrzliwością patrzę na moje ukochane zielone jabłka. Chyba się skuszę... Może trafię na to jedne konkretne. 


Dziękuję Wydawnictwu Mięta za cudowną świąteczną niespodziankę.  

piątek, 25 lipca 2025

Zadzwoń, jak dojedziesz - Jakub Bączykowski

"Zadzwoń, jak dojedziesz". "Daj znać, że już dotarłeś." To są zdania, które pojawiają się w mojej rodzinie, gdy ktoś gdzieś jedzie. Są oznakami miłości i troski o drugą osobę. A gdy zobaczyłam tytuł najnowszej powieści Jakuba Bączykowskiego wiedziałam, że po nią sięgnę...


Do swego małego wrocławskiego mieszkania Ryszard zaprasza swoje dzieci. Planują zjeść wspólny obiad, powspominać żonę i matkę w rocznicę jej śmierci. Pobyć razem. Jednak klimat rodzinnego spotkania zmienia się. Anna, Renata i Mateusz przerzucają się w obowiązkach i odpowiedzialności za rodzica. Widząc jego pogarszający się stan zdrowia, próbują rozważyć różne kwestie opieki nad ojcem. Niestety rozmowy toczą się poza osobą najbardziej zainteresowaną. 

Jak w tym wszystkim odnajduje się Ryszard? Czy opieka nad rodzicem pociąga za sobą ograniczenie wolności? I czy miłość zawsze związana jest z tęsknotą za ukochaną osobą?


Powieść nie jest odkrywcza - wątek utraty rodziców pojawia się dość często w literaturze. Plusem tej powieści jest jednak emocjonalność i pokazanie przeżyć wszystkich osób. Ryszard, który tęskni za żoną, ale i za dziećmi. Chociaż rozumie, że są dorosłe i mają już swoje rodziny, obowiązki, pasje; brakuje mu z nimi kontaktu. Bardzo sobie ceni każdą chwilę spędzoną w rodzinnym gronie. Jego dzieci - Renata, która wiele poświęciła dla rodziny, Anna, która czuła się mniej kochana i Mateusz, który chce wieść spokojne życie ze swoim partnerem, dostrzegają zmianę w relacjach rodzinnych po odejściu mamy. Widzą też jak zmienia się, postarza ich tato. Czują się w obowiązku zaopiekować rodzicem, ale napięte relacje pomiędzy rodzeństwem i ich własne plany na przyszłość, zaburzają kontakty.

Jakub Bączykowski w swej powieści próbuje nam uzmysłowić jak ważne są nawet małe chwile spędzone z bliskimi, celebrowanie spotkań, bycie razem czy drobne gesty, jak wykonanie telefonu, które pokazują zainteresowanie i troskę o drugą osobę. Publikacja warta poznania. 


sobota, 24 maja 2025

Szarlatanka - Izabela Meyza

Dwie dekady po wojnie, młoda felczerka Agata Srożko, osiada w Przypadce. Dzięki pomocy sąsiadów i okolicznych mieszkańców remontuje stary, odziedziczony po rodzinie dom, w którym udziela porad medycznych. Zaprzyjaźnia się z Lusią. Losy kobiet splatają się, w jedną wspólną historię. Gdy trzydzieści lat później kobieta ginie, mieszkańcy małej wioski na polsko-litewskim pograniczu podejmują poszukiwania. 

Czy odnajdą Agatę? Czy mieszkańcy są godni zaufania? A może przy okazji przeczesywania okolicy wyjdą na jaw dawno skrywane sekrety? 


Gdy otrzymałam egzemplarz książki od Wydawnictwa Mova, to nie do końca wiedziałam czego się spodziewać po powieści. Kojarzyłam tylko autorkę z eksperymentu, który "popełniła" z Witkiem Szabłowskim (świetne reportaże o Turcji, tak na marginesie) - mała podróż w czasie, do PRL-u. Miałam obawy, że temat znachorki może być potraktowany po macoszemu. Gdy tylko zabrałam się za czytanie odkryłam świetnie opisaną społeczność a w niej kobiety, kobiety które przepełnia siła. 

Akcja książki prowadzona jest z kilku perspektyw. Mamy historię Agaty oraz jej listy do córki. Opowieść Lusi zmagającej się z chorobą męża i trudną, traumatyczną przeszłością zdrad dokonanych przez najbliższe dla jej osoby. Pojawiają się także przemyślenia Gajki, córki Agaty. To one rzucają dodatkowe światło na przeszłość kobiet i ich wspólne zagmatwane losy.

Powieść jest opowieścią o kobietach. Kobietach, które walczą o swą samodzielność i samostanowienie jak Agata. O kobietach dla których miłość i rodzina jest ważniejsza niż one same, ich godność i prawda. O wszystkich tych zwykłych niewiastach, które są bohaterkami dnia codziennego - opiekują się dziećmi, domem, pomagają w polu. I to one ponoszą konsekwencje działań swoich i... mężczyzn. Tak, mężczyzn. Panowie wydają się być odpowiedzialnymi i pracowitymi głowami rodzin. Jednak przy bliższym spojrzeniu na poszczególnych mężczyzn zamieszkujących wieś Przypadka ujawnia się ich pijaństwo, wulgarność, chuć i brak szacunku do kobiet. Autorka ukazała nam małą zamkniętą społeczność, która choć dba o swoich członków, to pełna jest sekretów, tajemnic i bólu. Izabela Meyza z wyczuciem i delikatnością opisała jak można sobie radzić ze zdradami, traumą. Jak rany zadane przez najbliższych nie potrafią zagoić się latami, ale my, kobiety, potrafimy trwać i walczyć dalej. To opowieść trudnej sztuce wybaczania. Sobie i innym. 

Bardzo dojrzała proza. Pięknie zilustrowana wieś i jej mieszkańcy. Silne, twarde kobiety, które niosą na barkach nie tylko swój świat. Warta poznania i polecania dalej. 


niedziela, 27 kwietnia 2025

Ja, diablica Katarzyna - Berenika Miszczuk

Koszmarem każdego (albo prawie każdego) człowieka jest skorzystanie z porad w ZUSie lub Urzędzie Skarbowym. Tony papierów. Bieganie od pokoju do pokoju. Istne piekło. Do takiego miejsca trafiła dwudziestoletnia Wiktoria. Nagła śmierć doprowadziła ją do Piekła!

Po pierwszym niemiłym wrażeniu okazuje się, że piekło to... piękne plaże, super wille, imprezy i odrobina pracy - zdobywanie nowych dusz. Idealne miejsce, prawda? Och, zapomniałabym o najważniejszym - Wiki dostała także klucz, dzięki któremu może pojawić się w każdym miejscu na ziemi i piekle oraz ma super moce - zmienia sukienki, makijaż a nawet wygląd kiedy tylko chce i może stworzyć co dusza (ta martwa) zapragnie. 

Z pozoru lekka praca na targu dusz przeradza się w śledztwo, kto stoi za śmiercią naszej bohaterki. Wiktoria nie pogodziła się do końca ze swym losem. Na ziemi został jej ukochany brat oraz Piotr - kolega ze studiów, do którego wzdycha. Mimo bycia Diablicą, często powraca na ziemię i próbuje żyć swym dawnym życiem - wpada do brata na obiad, zalicza kolokwia i wykłady, chadza na studenckie imprezy. Trzeba przyznać, że z każdą stroną snutej opowieści, coraz bardziej podoba jej się w piekle. Na plus jest towarzystwo - jej opiekunem został zabójczo przystojny Beleth, zaprzyjaźnia się też z Azazelem i Kleopatrą. Ach, i te moce. Bo tu, na dole, blisko jądra ziemi wszystko jest możliwe. 

Czy dziewczyna odkryje przyczynę swojego zniknięcia z powierzchni ziemi? Czy posiadanie mocy jest... hm... kuszące? I czy da się odzyskać, to co utracone?



Świetna okładka - stylizowana na łuski węża. Kolor okładki oraz ozdobne litery w  słowie JA od razu sugerują z kim mamy do czynienia. Sama akcja jest wartka, zabawna i zaskakująca. Nie potrafię dokładnie określić stylu powieści - obyczajówka, lekkie fantasy z nutką romansu? Ważne, że dobrze się czyta. Podoba mi się też idea fajnego, stylizowanego na amerykański sen Piekła. Moje serca skradły też małe smaczki: bal u Szatana jak w klasyce literatury "Mistrzu i Małgorzacie" Michaiła Bułhakowa (mojej ukochanej powieści), kot i jego niezaprzeczalnie wspaniałe zdolności odwiedzania światów oraz cudowna (cudowny? chyba cudowne?) Śmierć.

Powieść "Ja, diablica" Katarzyny Bereniki Miszczuk została wznowiona po 15 latach. Wtedy jej nie czytałam. Teraz natomiast było dla mnie za późno. Nie zrozumcie mnie źle - książka jest bardzo dobra, świetnie się czytało dzięki wartkiej akcji, zabawnym wstawkom czy ciętym ripostom bohaterów. Autorka ma styl, który mi odpowiada. Przy jej książkach zawsze dobrze się bawię. To są publikacje idealne do relaksu. Ale przy tej powieści poczułam się staro. Tak, staro! Studenckie imprezy to już moja przeszłość, fajnie było sobie "odświeżyć" tamten czas. Uważam jednak, że książka skierowana jest do ciut młodszych (niż ja) czytelników.


Dziękuję Wydawnictwu Mięta za książkę do recenzji.

czwartek, 10 kwietnia 2025

Granica wolności - Marta Heimann

Wielkopolska na początku XX wieku była miejscem, w którym coraz mocniej ujawniały się nastroje niepodległościowe. Ziemie te po rozbiorach Polski trafiły "w ręce" pruskie. To nasi zaborcy przejęli znaczące urzędy, a niższych szczeblach pojawiali się co prawda pracownicy polskiego pochodzenia, ale tylko osoby znające język niemiecki (stał się on językiem urzędowym). 

W takich czasach przyszło żyć głównej bohaterce powieści - Konstancji. Kobieta czuje się wyobcowana wśród niemieckiej społeczności. Odczuwa ich niechęć wobec siebie jako kobiety, ale także Polki. Mimo, że Polacy byli tu w mniejszości jej rodzina kultywowała polskie tradycje i używała mowy polskiej. Młoda kobieta wyrosła w kulcie patriotyzmu i marzy jej się powrót tych ziem do Polski. Angażuje się w działania organizacji  narodowych. 

Konstancja czuje się rozdarta, gdy w jej życie wkracza Franz Haack - Niemiec, syn burmistrza Złotowa. Młoda kobieta odrzuca zaloty. Jednak Franz jest uparty i pokazuje, że jego uczucia wobec dziewczyny szczere. 

Co zwycięży - marzenia o wolności narodowej czy pierwsza miłość? 



Bohaterowie są fajnie scharakteryzowani. Są postaciami z konkretnymi przekonaniami i odczuciami. Narrację prowadzi główna bohaterka i to jej emocje poznajemy najlepiej. Przyznam, że czasami było tego za dużo - za dużo rozterek, sprzecznych emocji. Czasami było czuć lekko przerysowane cierpienie. Ale ten zabieg bardziej uwidacznia tęsknoty do odzyskania kraju i nadzieję na wolność narodową. 

W moje ręce trafiła powieść historyczna, która dotyczy okresu w dziejach Polski, który najmniej lubię. Ale... Dzięki wyksztalceniu historycznemu autorki i jej ciekawym opisom relacji społecznych między polskimi a pruskimi mieszkańcami Wielkopolski, czy opisom miejsc, budynków, oraz wystroju pomieszczeń łatwiej dałam się wciągnąć w czytaną opowieść. 

Książka jest debiutem literackim Marty Heimann. Widzę potencjał - wielkim plusem jest dla mnie znajomość historii Polski i budowanie na tym opowieści. Jednak sama opowieść nie jest w moim klimacie, miałam odczucie, że czytam romans historyczny a nie powieść obyczajową z wątkiem patiotyczno-historycznym. 


Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl 


poniedziałek, 17 lutego 2025

Ostatni dzwonek - Beth O'Leary

Upadający hotel i oni - dwoje zaciekłych arcywrogów, którzy razem pracują w recepcji. Co może pójść nie tak?

Wszystko!
Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia hotel postanawia pokazać swoje zrujnowane oblicze. Odwołane rezerwacje, nie pomagają już i tak zadłużonym właścicielom. Podczas porządkowania rzeczy Izzy i Lucas znajdują pudełko z zagubioną biżuterią. Ciągle rywalizując przeszukują hotelową dokumentację, by odnaleźć właścicieli i zwrócić zaginione precjoza.
Czy historie ludzi odzyskujących zaginione rzeczy wpłyną na naszych bohaterów? Czy ciągłe przebywanie ze sobą pomoże im lepiej się poznać i polubić?
Sprawdźcie!

piątek, 7 lutego 2025

Biedne istoty : sceny z wczesnych lat życia doktora Archibalda McCandlessa inspektora szkockiej służby zdrowia - Alasdair Gray

Zapraszamy do późnowiktoriańskiego Glasgow. To tu ekscentryczny naukowiec doktor Godwin Baxter pokonuje śmierć i przywraca do życia młodą kobietę. Niestety, jak to bywa z szalonymi naukowcami, muszą coś "poprawić" - kobieta otrzymuje mózg dziecka! Wszystko jest dla niej nowe, ekscytujące i warte poznania. Wszystko dotyczy nauki języka, odkrywania świata, ale i strony seksualnej. Żeńskie wcielenie Frankensteina - Bella nie daje się podporządkować, ani mężczyznom ani ograniczeniom swoich czasów.

Książka jest ukłonem w stronę wiktoriańskiej opowieści o Frankensteinie, ale odkrywa przed nami także życie arystokratów, tajemnice kasyn czy slamsów Aleksandrii. Ta lekka parodia klasycznej dziewiętnastowiecznej powieści ukazuje nam też polityczny i społeczny "pojedynek" pomiędzy mężczyznami a ich wpływem na niezależność i wolność kobiet.
Powieść zaskakująca i wciąż aktualna.

wtorek, 7 stycznia 2025

Stasiek, jeszcze chwilkę - Małgorzata Zielaskiewicz

Na niektórych książkach powinien pojawić się napis "Nie czytać". Albo nawet "NIE CZYTAĆ!". Na pozycji Małgorzaty Zielaskiewicz "Stasiek, jeszcze  chwilkę" powinna być wielka naklejka "NIE CZYTAĆ W MIEJSCACH PUBLICZNYCH". Bo nie tylko budzisz zainteresowanie czytając, ale także (z winy pisarki oczywiście) stajesz się miejskim dziwadłem. Czytając w autobusach w drodze do i z pracy byłam w centrum zainteresowania (a bardzo tego nie lubię). Ale cóż się dziwić - czytałam, chichotałam, komentowałam pod nosem a na koniec przygód Henryki po prostu się poryczałam. 

I taka książka jest warta jest nie tylko polecenia, ale także ogłoszenia jej powieścią roku 2024 i 2025. Must have dla ukojenia duszy i serca. 

Ale do rzeczy... 


Henia, na pierwszy rzut oka, to ekscentryczna staruszka - zawsze uśmiechnięta i wyluzowana, wielka fanka kolorowych ubrań i zwariowanych kapeluszy. Mimo podeszłego  wieku (a może z jego powodu) cieszy się życiem i chce doświadczać nowych rzeczy. Jest bezpośrednia, ale bywa także taktowna; ma wielki serce, które chciałaby okazać każdemu potrzebującemu. I stara się to robić. Bo ma "mała" pomoc - maszynkę do robienia pieniędzy!

Podczas rozmowy ze swym mężem (już nieżyjącym) dowiaduje się, że bilety w ostatnią podróż już na nią czekają. Razem z kochającym i tęskniącym mężem. Ale urocza staruszka ma inne plany - Stasiek jeszcze chwilę musi na nią poczekać, bo ona musi znaleźć swojego godnego następcę i przekazać mu maszynkę. 

Czy łatwo jest znaleźć dobrego człowieka? Czy dobre serce ma każdy? 


Świetnie wykreowane postacie:

- Henia jako przebojowa, bezpośrednia "staruszka" (tu powinnam wstawić jakieś inne słowo, bo przed oczami staje mi ktoś potrzebujący pomocy, a nie pełna życia i wewnętrznej siły Henryka). Wyciska życie jak cytrynę, chce próbować wszystkiego, jest otwarta na nowe rzeczy, ludzi i otaczający świat. Ma swoje codzienne rytuały, jak np. jedzenia jabłka. Ale przede wszystkim jest dobrą osobą, która zauważa potrzebujących i nie waha się im pomóc. Po cichu ma się rozumieć, bo nie chce, żeby ktokolwiek czuł się niezręcznie. 

- Artur - przypadkowo poznany mężczyzn - pierwszy "złodziej" maszynki. Zapracowana głowa rodziny, z kijem w tyłku. Ale dzięki Henryce trochę luzuje gumę w gaciach i spogląda na swoje życie nie tylko przez pryzmat pracy i pieniądza.

- Ania - dusza-człowiek, ciepła i dbająca o wszystkich właścicielka pensjonatu, w którym zatrzymała się Henryka. Dba o swoich gości, jakby byli częścią jej rodziny, tworzy w hoteliku miła atmosferę. Zdaje się być idealną następczynią Henryki.

- i wiele innych, których musicie poznać czytając powieść :)


Wartka akcja, zabawne sytuacje, magiczny przedmiot, świetne tło ilustrujące nasze społeczeństwo i... ona - zwariowana, posługująca się lekkim językiem. Idealny przepis na emocjonującą i ogrzewające serca powieść. Powieść, która może nas zainspirować do czynienia dobra i cieszenia się życiem, w każdym jego aspekcie. 


Po moim szalonym końcu roku z wypadkami własnymi i sprzętu domowego, odwiedzinami w szpitalu i innych cudach na kiju, Wydawnictwo Mięta po prostu idealnie trafiło w mój nastrój z powieścią do recenzji. Ta ciepła, wzruszająca i ciut szalona opowieść o staruszce i jej magicznej maszynce była jak balsam dla mojej duszy. Polecam każdemu!


piątek, 20 września 2024

Niemiecka żona - Debbie Rix

Nie jestem wielką fanką historii. Mam słabość do II wojny światowej. Sporo czytałam literatury naukowej z tego zakresu i... odrobiny beletrystyki, do której mam mieszane uczucia. Moja ambiwalencja wynika z jakości przedstawienia faktów historycznych. Jednak, gdy w Klubie Recenzenta zobaczyłam ta powieść, postanowiłam dać jej szansę.


Książka podzielona jest na dwa przedziały czasowe. Pierwszy dotyczy drugiej wojny światowej, gdzie odkrywamy młodość Annaliese, by móc potem przeskoczyć do roku 1989 i dowiedzieć się jak decyzje i uczucia młodej kobiety ukształtowały jej życie. 

Annaliese na początku lat trzydziestych dwudziestego wieku zostaje żoną lekarza. Jako młoda kobieta, siedemnastolatka ma głowę pełną marzeń i nadziei o szczęśliwym życiu u boku kochającego męża i gromadki dzieci. Jej mąż, Hans, pragnie spełniać się jako lekarz i badacz. Pierwsze lata małżeństwa upływają im na budowaniu wspólnego gniazda i staraniach o dziecko. Ich życie ulega wielkim zmianom, gdy Hans zostaje skierowany do pracy w obozie w Dachau. 

Autorka w bardzo obrazowy i pełen emocji sposób szkicuje nam losy zwyczajnej młodej niemieckiej rodziny na tle przemian historyczno-społecznych jakie miały miejsce w ówczesnym czasie. Widzimy jak zmieniały się zachowania ludzi - starych znajomych, sąsiadów... Jak powoli do władzy dochodził Adolf Hitler i jak potrafił manipulować emocjami tłumu do osiągnięcia własnych celów. 

W Dachau młode małżeństwo stara się sprostać wymogom nowego państwa i wytycznych nazistowskiej polityki prorodzinnej, by posiadać dużą ilość dzieci. Gdy to się nie udaje, Hans coraz bardziej skupia się na pracy, zaniedbując żonę. 

W ich domu pojawia się nowy ogrodnik. To rosyjski więzień Aleksander. Pomiędzy nim a Annaliese nawiązuje się nić relacji. To dzięki niemu kobieta poznaje prawdę o obozie pracy i warunkach w nim panujących. Kobieta postanawia uratować więźnia.  

Nazistowskie Niemcy przeplatają się z historią Annaliese z lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Gdy jako osoba wchodząca w wiek senioralny, przeglądając gazetę trafia na fotografię mężczyzny...


Od kilku lat w Polsce (i na świecie także) mamy boom na książki o tematyce obozowej. Z początku byłam zachwycona - bo liczyłam na przybliżenie faktów historycznych, na ukazanie tego co działo się w tamtym czasie. Na obnażenie zła jakie może wykiełkować w ludzkim sercu... Niestety sporo z publikacji ukazujących się a  poruszających ten temat było jedynie romansami, z kiepsko naszkicowanym tłem historycznym. Obawiałam się, że i przy tej powieści może coś takiego się zdarzyć. Ale nie... Mimo kilku małych potknięć, uważam, że Autorka świetnie się spisała. Pisarka odwiedziła obóz koncentracyjny w Dachau oraz monachijskie Centrum Dokumentacji i Edukacji o historii Narodowego Socjalizmu. Do napisania powieści o losach Annaliese oraz Aleksandra zainspirowała ją fotografia "podczłowieka", który został stracony za romans ze swoją pracodawczynią. Nie starała się nam za wszelką cenę ukazać prawd historycznych, ale skupiła się na losach ludzi, na ich decyzjach i emocjach.

I to jest największym plusem tej powieści - ukazanie jak nasze uczynki i emocje wpływają na otaczających nas ludzi i świat. Jak jedną decyzją, słowem czy gestem potrafimy odmienić ludzki los. I czy warto być tak po ludzku, dobrym i przyzwoitym człowiekiem. 

Książka warta polecenia. I przeczytania. 


Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl


wtorek, 17 września 2024

Dziewczyna w mundurze - Agata Sawicka

Gdy byłam dzieckiem chciałam zasilić szeregi wojska. Trochę pobiegać po lesie, strzelać do celu, chodzić w spodniach - nie cierpiałam spódnic i sukienek, bo przeszkadzały w wdrapywaniu się na drzewo. Ale przede wszystkim moim wielkim marzeniem było zdobycie chusty rezerwisty. Widziałam kiedyś wspaniałą z wielkim chińskim smokiem. Chciałam identyczną. Mój tato mi w tym kibicował. Ale stwierdził też, że prawdziwi żołnierze ścielą łóżko tak by odbiła się od niego moneta (trzeba dobrze napiąć koc) i utrzymują porządek. Dałam się w to wkręcić. Zapomniał tylko dodać, że wojskowi powinni też wykazywać jakąkolwiek sprawność fizyczną. 

Gdybym spełniła swe dziecięce marzenie, to pierwsze wrażenie w szeregach armii zrobiłabym jak Sonia Dąbrowska. 

Sonia to nieśmiała nauczycielka przedszkola. Postanawia przejść szkolenie wojskowe. Spotyka ją sporo nieprzychylnych komentarzy. Brak jej sprawności fizycznej, wytrzymałości, nie odnajduje się w twardych wojskowych zasadach. Jedyną osobą, która wierzy w możliwości nowych rekrutów, a w szczególności w to, że Sonia da sobie radę, jest porucznik Aleksander Olszański. 

Do podjęcia tak radykalnych zmian w życiu, Zainspirowała Sonię historia jej prababki Luizy Grodzieńskiej. Panienki z dobrego domu, która zakochuje się w nauczycielu. W ich życie wkrada się wojna, kobieta podejmuje trudne decyzje... Jej serce wypełnia miłość, patriotyzm i chęć niesienia pomocy.


Troszkę miałam obawy, że książka okaże się romansem z lekko zarysowanym tłem historycznym. Ale... te obawy okazały się płonne. 

Książka jest podzielona na dwa etapy czasowe, skorelowane z dwoma kobietami. Czasy współczesne jak i okres wojny są opisane bardzo przejrzyście i obrazowo. Historia Soni pokazuje jak można samemu zawalczyć o siebie i swoją godność. Młoda kobieta pokazuje, ze zawsze warto walczyć o siebie i swoje marzenia. Za to losy jej prababki są dla mnie bardziej emocjonujące. Jej trudne wybory i decyzje chwytają za serce. Bo determinują one i kształtują nie tylko jej życie. Mają większy oddźwięk.

Choć losy obu kobiet są odmienne, ich życiowe decyzje pokazują jednak jak twardymi i zdeterminowanymi są kobietami. Siła charakteru staje się ważniejsza niż siła mięśni. Obie młode kobiety pokazują, że nie ważne w jakich żyje się czasach, bo honor i poszanowanie drugiego człowieka są wartościami stałymi. 

Uważam, że autorka świetnie połączyła wątki obyczajowe, miłosne losy bohaterek oraz ukazała uniwersalne wartości, którymi powinien kierować się każdy z nas.

Lektura godna polecenia.



Dziękuję Wydawnictwu Dragon za możliwość przeczytania z zrecenzowania tej publikacji. 

wtorek, 20 sierpnia 2024

Uważaj na siebie - Jakub Bączykowski

Główny bohater, Paweł wraz ze swoim partnerem oraz psami porzucają warszawskie korporacje i zgiełk stolicy, by zamieszkać w uroczej chatce na Podlasiu. Próbują zwolnić tempo życia, odsapnąć, wyciszyć się. I cieszyć się wspólnym życiem we dwoje. Mężczyźni nawiązują znajomości we wsi, cieszą się sympatią mieszkańców i... rozkręcają swój biznes - Paweł przejął prowadzenie sklepu spożywczego po pani Marysi. 

Wiejską sielankę przerywa pojawienie się we wsi nowej mieszkanki. Kobieta kupuje dom, w którym Paweł przeżył tragiczną historię. 

Co stanie się tym razem?


Książka jest kontynuacją losów bohaterów wydanej w zeszłym roku powieści "Stanie się coś złego". Miałam obawy, że braki czytelnicze pogrzebią moją radość z nowej powieści. Jednak nie - Autor świetnie wplatał w nową historię wątki z wyjaśnieniem i krótkim nawiązaniem do wcześniejszych losów bohaterów. Ułatwiało to odnalezienie się w relacjach poszczególnych postaci.

Paweł to idealny bohater pierwszoplanowy. Tfu, właściwie idealny materiał na pierwszoplanową postać. Jest arogancki, samolubny i egocentryczny. Potrzebuje chwili czasu, żeby dostrzec innych ludzi i ich potrzeby. Uważa, że świat kręci się wokół niego - cokolwiek by się nie działo, to zawsze świat jest przeciwko niemu. Trudny charakter, podkręcają jeszcze ataki zazdrości i wiecznie galopujące czarne myśli, że stanie się coś złego. 

Na tle innych osób - spokojnego i opanowanego Sebastiana czy sympatycznej i pomocnej Beaty (matkę pomijam, bo to podobny typ do naszego bohatera), Paweł wydaje się przerysowany. Ale to wokół niego kręci się opowieść. To on napędza akcję i to dzięki temu zwariowanemu facetowi powieść czyta się wartko.

Czy go polubiłam? Raczej nie, ale jego postać zmusiła mnie do zastanowienia jak ja radzę sobie w sytuacjach stresowych. Czy każdy z nas tak mocno wszystko przeżywa? A tylko nieliczni to uzewnętrzniają? 


Po opisie książki liczyłam na kryminał. Dostałam jednak fajną i zabawną powieść obyczajową z wątkiem kryminalnym. Czy żałuję? W życiu! Bohaterzy są świetnie przedstawieni, wątki obyczajowe dobrze rozpisane, intryga kryminalna - czy raczej małe tajemnice, była uzupełnieniem zwykłych codziennych zmagań z rzeczywistością. Praca w sklepie, problemy finansowe, dbanie o najbliższych czy chwilowe "załamki" dotykają każdego nie ważne czy mieszka w wielkim mieści czy małej wsi, której mieszkańcy potrafią zawalczyć ze stereotypami. Bo pozory bywają mylące, warto poznać drugiego człowieka. Bo jak w książce, zawsze coś cię zaskoczy. 



Bardzo dziękuję Wydawnictwu Mięta za książkę do recenzji. 



czwartek, 8 sierpnia 2024

Bez filtra - Małgorzata Stasiak

Oto ona. Cała na biało ;) Albo w innym outficie, ważne że z widocznym logo producenta. 

Na twarzy nowy podkład/puder/cienie do powiek/szminka. Wszystko wcześniej zachwalane i polecane na Insta. Idealna rodzina, idealne zdrowe potrawy, dom jak z rozkładówki pisma Super-chawira i oczywiście pani domu też idealna. A jeśli pojawią się zmęczenie lub nie daj Boże pierwsze objawy starzenia, to skorzysta z polecanych produktów drogich marek. 

Oto ona - Aldona, która doprowadziła swe życie (oraz swojej rodziny) do perfekcji, krótkie filmiki, relacje i foty wrzuca na Instagram. Tam wszystko jest piękne, cukierkowe, idealne. Dba o swój image w sieci, zdobywa sponsorów, niestety cierpią na tym relację z bliskimi - rodziną i przyjaciółmi.

Bo w prawdziwym w życiu bywa przecież różnie. Możesz wstać lewą nogą, przypalić mleko (to kokosowe oczywiście), lub jak Aldona lekko "zaszaleć".

Rodzina nie wytrzymuje presji bycia na świeczniku i komentowania życia przez obcych ludzi. Mąż wraz z córką wyprowadzają się z domu. Syn się buntuje, przy matce trzyma go tylko dobra kuchnia. Bohaterka idzie pożalić się przyjaciółce i porzuca swą zdrową dietę częstując się konopnymi ciastkami. Po powrocie do domu, by przegnać swe smutki, pije wino. A wszystko przez nich - jak rodzina może nie doceniać jej starań, pracy i poświęceń? Po tej wybuchowej mieszance kobieta wyraża swe emocje wulgarnym napisem i... (to musicie sprawdzić sami).

Pojawia się policja, szkolny stróż i rodzina z odsieczą. Jednak Aldona musi ponieść karę - sąd skazuje ją na trzy miesiące kar społecznych. Schronisko, dom kombatanta i dom samotnej matki, to nie są miejsca, w których można było do tej pory spotkać naszą Instagramową trendsetterkę. Czy zmieni swe zachowanie? Czy życie w sieci okaże się ważniejsze? I czy gorący internetowy flirt nie okaże się gwoździem do trumny? ;)



Podchodziłam do tej książki jak do jeża - byłam jej ciekawa a z drugiej strony mnie przerażała. Bo co ja wiem o Insta? Nie podążam za modą, znanych i sławnych też nie specjalnie potrafię wymienić, dietę preferują bogatą w orzechy oraz ciastka. Bycie rozpoznawalną również nie jest moim priorytetem. Jednak debiut Małgorzaty Stasiak jest paszkwilem literackim. Autorka pokazuje podkoloryzowany świat trendsetterki, wyidealizowane posty w social mediach oraz płytkość uczuć i relacji w prawdziwym, realnym życiu. Poprzez dość absurdalne zachowania bohaterki pokazuje miałkość życia ukazanego w Internecie. 

Język, którym posługują się bohaterowie jest pompatyczny, plastikowy i sztuczny (tu przoduje Aldona). A oni sami są głupi i puści. Tak przedstawiony świat idealnie, jak na Insta przystało, pokazuje nam sztuczność tego tworu. Satyryczny wydźwięk pozwala nam chichotać podczas czytania, ale także zmusza nas do refleksji nad naszym życiem, nad mediami i światem w nim prezentowanym. Najgorzej, że przedstawianym przez nas samych. Jakby w życiu liczyły się tylko "lajki". A przecież jest inaczej. 

Prawda...?



Dziękuję wydawnictwu Mięta za egzemplarz książki do recenzji. 


niedziela, 24 marca 2024

A gdy znów się spotkamy - Kristin Harmel

Co zrobisz, gdy spotkasz dawno nie widzianą osobę?

Gdy będzie to osoba, którą lubisz to zapewne poświęcisz chwilę czasu na rozmowę, powspominacie zabawne momenty z waszego wspólnego czasu, może umówicie się na spotkanie. A co będzie, gdy trafisz na osobę, która Cie skrzywdziła? Przywitasz się? Porozmawiasz? Czy może miniesz ją ignorując ze stoicką miną?


Emily też nie wie jak postąpić. Straciła matkę, gdy była nastolatką; niedawno odeszła jej ukochana babcia. Jedynym członkiem, który jej pozostał jest ojcem. Ojciec, który porzuciła nie tylko jej matkę, ale także i ją, gdy była dzieckiem. Targają nią sprzeczne uczucia – to jedyny krewny jaki jej pozostał, nota bene jej rodzic. Ale czuje się zraniona jego zachowaniem, boi się opuścić gardę i pozwolić zbliżyć się temu człowiekowi do siebie. Emily boi się utraty kontroli, ale przede wszystkim obawia się ponownego zranienia. Jej emocje rzutują na zachowanie względem ojca – potrafi z nim rozmawiać, by po chwili gdy rozmowa staje się bardziej intymna uciąć dalszą konwersację.

Główna bohaterka nie miała łatwego życia. Jej rodzinne zagmatwane relacje mocno rzutowały na to kim się stała w dorosłym życiu. Ma problemy z budowaniem bliskich relacji z mężczyznami. Choć wydaje się osobą wesołą, to rzadko dopuszcza ludzi blisko, trzyma wszystkich na bezpieczny dystans. Nie podejmuje ryzykownych działań w swoim dość uporządkowanym życiu.


Aż pewnego dnia przychodzą zmiany. Emily traci pracę w redakcji gazety. Kilka dni później otrzymuje tajemniczą przesyłkę zawierającą obraz. Portret przedstawia piękną młodą kobietę – jej babcię, a dołączony liścik informuje: “Pani dziadek nigdy nie przestał jej kochać”. Zaintrygowana kobieta postanawia odkryć swe korzenie. Kontaktuje się z galerią, która przekazała jej obraz, dopytuje ojca o babcię (a jego matkę). Dzięki szczątkowym informacją Emily trafia na Florydę, gdzie poznaje przyjaciela swej niedawno zmarłej opiekunki. Dzięki swej determinacji odnajduje rodzinę babci i wraz z ojcem wyrusza do Europy, by odnieść krewnych ze strony dziadka


Książka jest świetnie napisana. Autorka ma lekkość w przekazywaniu myśli oraz uczuć. Stopniowo wprowadza nas w rodzinne relacje bohaterki, jej tęsknotę za rodziną i próbę odbudowywania kontaktów z ojcem. Bardzo fajnym zabiegiem jest umieszczenie w powieści dwutorowości akcji – czasy współczesne – odkrywanie rodzinnej tajemnicy, przeplatają się z historią młodości babci bohaterki oraz jej wielkiej miłości do jeńca wojennego. Dodatkowym plusem jest umieszczenie w książce trudnego tematu miłości ponad podziałami, wojennej zawieruchy oraz informacji o obozach jenieckich na terenie Stanów Zjednoczonych – temat ten nie pojawia się zbyt często w literaturze, szczególnie w beletrystycznej.

Cała powieść jest wyważona – emocje, tajemnice i rodzinna historia pięknie ze sobą współgrają. Mamy ochotę odkrywać razem z Emily losy jej przodków, ale poznawać także Monachium i rozwój jej relacji z najbliższymi osobami.

Bardzo dobra literatura obyczajowa, godna polecenia powieść poruszająca temat trudnych relacji rodzinnych oraz wybaczenia.


Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl


środa, 7 lutego 2024

Mszczuj - Katarzyna Berenika Miszczuk

Choroba ma swoje prawa. Można robić "nic", więc przysiadłam pod kocykiem z książką, na stoliku pojawił się kubek ciepłej herbaty i paczka chusteczek higienicznych.


Nie przepadam za rozbudowanymi powiązanymi ze sobą treściowo seriami. Czuję wewnętrzną potrzebę przeczytania wszystkich wydanych tomów, obojętnie czy są w moim klimacie czy nie. Ale kiedy Wydawnictwo Mięta ogłosiło nabór recenzencki do powieści "Mszczuj" Katarzyny Bereniki Miszczuk, nota bene siódmej części cyklu Kwiat paproci, chętnie się zgłosiłam. To był impuls. Znak od bogów. Zastanawiałam się nad przeczytaniem tego cyklu, już od ponad roku. Jak nie dłużej. I nie przeszkadzało mi, że nie poznam wszystkich powieści we właściwej kolejności – jestem tak roztrzepaną istotą, że często mi się to zdarza.

Ale do rzeczy...


Powieść zaczyna się od odwiedzin Jagi u chorej Gosi. Kobiety rozmawiają o chorobach, gotowaniu i plusach techniki pomagających w przygotowaniu posiłków. Całym sercem rozumiem miłość Gosławy do „samogotujących garnków”, oczywiście takich z jednym przyciskiem. Gdy rozmowa zeszła na temat Garda, syna Gosi i jego ciut rozbrykanego zachowania, Jarogniewa skierowała pogawędkę na inne tory – przygody, bogowie i... żałowanie swych decyzji, stały się wyjściem do podróży w czasie, gdy Baba Jaga była jeszcze młodą kobietą.


Rozpoczynają się Szczodre Gody – święto celebrująca przesilenie zimowego. Jest to zwycięstwo światła nad ciemnością, gdyż zaczyna przybywać dnia, a ubywać nocy. Mieszkańcy Bielin przygotowują się do świątecznej wieczerzy. Jarogniewa i Mszczuj spędzają ten czas wspólnie, gdy po pomoc do kapłana zgłasza się mieszkaniec wioski. Szeptucha zostaje sama... Ale tylko chwilę, gdyż porywa ją (głównie w swe ramiona) Swarożyc.

Po nocy ze słowiańskim bogiem ognia, Jaga odkrywa, że wieś nawiedziły potwory a władca podziemi – Weles chwilowo (miejmy nadzieję) porzucił swe królestwo. Mszczuj, mimo że jest kapłanem, po ostatnich wyjazdach doszkalających zaczyna wątpić w istnienie magicznych istot i pradawnej magii. Nie pomaga to wcale w odkryciu, co stało się z Bielinami i ich mieszkańcami.

Kolejnej nocy pojawia się tajemniczy zaprzęg i podróżnik ze Wschodu. Moja mama opowiadała mi w dzieciństwie, że nas na początku grudnia odwiedza święty Mikołaj, a u Rosjan jest Dziadek Mróz, który przynosi chłód i pięknie zdobi szyby. Ale to była wersja dla dzieci. W powieści pojawia się on jako stary Dziad, niosący nie tylko przenikliwy ziąb i lód, ale także niebezpieczeństwo. Szuka on swej zaginionej żony. Jego złowieszczy orszak składający się z wilków, dzików i lelenia (pradawnego władcy puszczy) nocą przejeżdża przez wieś. Jego wietrzni pomocnicy nucą pieśń przywołującą. Żadna kobieta (niezależnie od wieku) nie jest bezpieczna!

Tak oto świąteczny czas Szczodrych Godów staje się momentem walki o mieszkanki wsi, własną wolność oraz życie. Waleczna Jarogniewa i kochający ją Mszczuj stają do boju z obcym bogiem.


Historia kończy się w takim punkcie, że tak naprawdę nadal nie wiemy wszystkiego. I to jest cudowne! Bo liczę na kolejny tom.


Aha, wydanie, które otrzymałam poszerzone jest o opowiadanie „Czterej bracia”. Cieszę się, że zostało dodane, bo zamyka pewien rozdział o kiepskich relacjach sąsiedzkich. Brakowało mi w samej powieści jakiejś konkretnej reakcji Jarogniewy na zachowanie braci. Jej imię – srogi gniew, przecież zobowiązuje. Jednak ona woli zemstę na zimo. Chyba lepiej smakuje...


Podsumowując...

Okładka – majstersztyk. Nadal utrzymana jest w stylu poprzednich tomów – liście paproci (uwielbiam) i postać bohatera/ki – zakładam, że to Jaga, która mimo tytułu powieści rości sobie prawa do przejęcia sterów nad całą historią :). Jest to dużym plusem, bo widać, że wydawnictwo dba o ciągłość graficzną. Pięknie to potem wygląda na półce, cieszy oko każdego bibliofila. Każda część serii ma inny kolor, co też ułatwia odnalezienie konkretnego tomu i uatrakcyjnia wizualnie kolekcje wolumenów.

Układ książki bardzo przystępny – duże litery; dialogi przeplatane z opisami, co nie męczy ani oczu ani czytelnika. Rozdziały średniej długości, sprzyjają łatwości i szybkości czytania.

Treść lekka, zabawna, ale i pełna zwrotów akcji oraz pikantnych smaczków. Książkę czyta się szybko. Akcja jest tak prowadzona, że po chwili spokoju następuje mała „katastrofa”, czy to miłosna czy magiczna, przez co ma się ochotę odkrywać przygody Jagi z większą prędkością i... zachłannością. Podoba mi się, że Autorka przybliża w książce (i całej serii oczywiście też) mitologie słowiańską. Niestety coraz bardziej zapominaną. Sama muszę przyznać, że niestety mało jestem w stanie wymienić bogów z naszych ziem, łatwiej skandynawskich. Pewnie ze względu na pojawienie się tych bogów w szeroko pojętej popkulturze. Czas to zmienić i odkryć na nowo wierzenia pradziadów.

Bohaterowie... No cóż, po tytule nastawiałam się, że główną postacią będzie Mszczuj. Nie da się ukryć, że kobiety tu jednak rządzą. Jaga jak przystało na samodzielną i odważną kobietę przejęła tu stery. Nie tylko odkrywające jej przeszłość, ale także pokazujące kto ma „jaja”. To ona nadaje życie powieści. Jest odważna, wręcz brawurowa, dba o mieszkańców wsi, uważa to za swą powinność. Ale jest też samolubna, brak jej czasami empatii i zrozumienia dla drugiego człowieka. Jednak potrafi skraść serce i całą uwagę. Kapłan Mszczuj niestety nie... Jest spokojny, wycofany i bojaźliwy. Kocha i dba o swoją żonę, ale pozwala jej na całkowite przejęcie sterów w relacji. Brak tu partnerstwa między nimi, czy nawet wzajemnego oddziaływania. To Jarogniewa i jej decyzje mocno odbijają się na uczuciowym Mszczuju. Niestety, bo coraz częściej sięga po alkohol. Postacią stojącą nieco z boku jest Swarożyc – bóg ognia. Swą postawą przypomina mi bezczelnego i nader pewnego siebie Lokiego z mitologii skandynawskiej. Wie czego chce, i sięga po to bez zastanowienia. Ma ironiczne poczucie humoru, lubi zabawy słowne i erotykę. Nie liczy się z uczuciami ludzi... Jest bogiem. Choć i tu znajdziemy odstępstwa... Bo potrafi zatroszczyć się o szeptuchę z Bielin oraz pojawić się w momentach przełomowych jak w walce z leleniem czy Dziadem Mrozem. Mam wobec niego mieszane uczucia, choć jako postać literacka lepiej, barwniej wypada w powieści niż kapłan.


Czy polecam powieść? Tak!

Świetnie spędziłam weekend – odkryłam zapomniana przeze mnie mitologię słowiańską, folklor ziem świętokrzyskich. Historia wywoływała we mnie rozmaite emocje – po tym poznać dobrą książkę. Byłam zaciekawiona, zniesmaczona (zdradą Jagi), rozbawiona. Dałam się wciągnąć opowieści szeptuchy...



Bardzo dziękuję Wydawnictwu Mięta za możliwość recenzji „Mszczuja” oraz przypinkę i tatuaż. Dobrze, że „konkretny” wiek nie określa czasu, kiedy trzeba (lub wypada) skończyć z miłością do gadżetów ;)