Spokojnie, z każdą kolejną stronę zbliżamy się do bram nieba. Nieba, która Was zaskoczy. "Nienachalne z urody" putta serwują herbatkę, masę tu zmarłych "podglądaczy" swoich rodzin i skrzydlatych, które odbiegają od standardów zainteresowanych ludzkim losem aniołów stróżów. A w tym wszystkim Wiki i jej kompani, którzy chcą dokonać pewnym zmian na linii piekło-niebo.
A jak moje wrażenia z czytania? Bawiłam się chyba lepiej niż przy pierwszej części. Może dlatego, że piekło jest takie oczywiste... A tu, w niebie, nawet putta mnie zaskoczyły.
Postacie umieszczone w powieści (część z nich jak diabły, Kleopatrę czy Śmierć znamy z pierwszego tomu cyklu) są dobrze wykreowane. Azazel, który jest mocno zadufany w sobie (aż dziw, że jego nadmuchane ego nie pozwala mu latać) oraz wykorzystujący swą urodę Beleth są postaciami, które nakręcają akcję, ich próby powrotu do nieba pełne są intryg, kłamstw i oszustw. Śmierć, choć mała i niepozorna, jest postacią, która chętnie włoży w kij w mrowisko (lub widelec do kontaktu albo co gorsza czarną dziurę do gabinetu Lucyfera), by tylko zobaczyć czy wywoła to falę katastrof. A w tym wszystkim Wiktoria i jej chłopak Piotr, którzy w naiwny sposób wierzą, że uda im się wszystko naprawić.
Aha, i jeszcze anioły... Z racji wieku pamiętam jak na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych nastąpił wyspy polskiej literatury fantastycznej. Literatury, w której Anna Kańtoch, Maja Lidia Kossakowska i Jakub Ćwiek jako bohaterów umieszczali anioły. Ale łamali idealny obraz tych istot, czym byłam zachwycona. I ten zachwyt poczułam ponownie przy czytaniu powieści Ja, anielica Katarzyny Bereniki Miszczuk. Bo tu żaden "skrzydlaty" z anielskich zastępów nie jest idealny. Bo przecież żaden świat nie jest czarno-biały. A anioły mogą być znudzone, skorumpowane i przede wszystkim łamać zasady mody i nosić skarpety do sandałów.
Wartka fabuła, zaskakujące zwroty akcji i sporo humoru. Tego ironicznego także. Są idealnym przypisem na świetną powieść i miło spędzony czas przy jej lekturze. A ja teraz z podejrzliwością patrzę na moje ukochane zielone jabłka. Chyba się skuszę... Może trafię na to jedne konkretne.
Dziękuję Wydawnictwu Mięta za cudowną świąteczną niespodziankę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz