Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 czerwca 2026

Zakon - Paulina Hendel

Powracamy na wyspę w czasie pory suchej, rok po zdarzeniach opisanych w powieści „Wzgarda”. Upał doprowadza mieszkańców do szału. Szczególnie mocno dokucza naczelnikowi Sztormowi. To jednak dopiero początek problemów... Pokojowa warta stara się rozwikłać zagadkę samobójczej śmierci redaktora lokalnej gazety. Ktoś znów zaczyna zabijać w Kolonii – pojawiają się ciała zwierząt i ludzi... Na wyspie, która jest ostoją tolerancji pomiędzy ludźmi, ogrami i zimowymi, zaczynają pojawiać się plotki o unohorze. Atmosfera gęstnieje z dnia na dzień. Każdy podejrzewa każdego.

Co z tym wspólnego mają stare baśnie dla dzieci i tajemnicza choroba dopadająca tylko ogry? Czy miasto atakuje bestia z buszu? Czy w sprawę są zamieszani członkowie legendarnej Wzgardy? Czy Sztorm wraz z Kostkiem da radę ponownie ocalić Liberię?

Ngunalarum! Dajcie porwać się lekturze, by odkryć coraz to nowe wątki, nieoczywiste powiązania, by na koniec uronić kilka łez.


Akcja powieści rozpoczyna się na dwóch płaszczyznach miejsca akcji – obserwujemy wzrost niepokoju na wyspie oraz poznajemy losy Argiego na statku. Losy młodego ogra łączą się ze działaniami pokojowej warty. Jest mroczniejsza, ale także bardziej intrygująca i niebezpieczna niż w tomie pierwszym. Pełno w niej czarnego humoru oraz ciętego języka. Sam wątek kryminalny nawiązuje do historii z pierwszego tomu, pojawiają się tu jednak inne problemy, intryga zatacza szersze kręgi. Jest ciekawie, fascynująco, niebanalnie i zaskakująco.

Główni bohaterowie są świetnie opisani. Każda z postaci ma swój odrębny charakter, niepowtarzalną osobowość. Sztorm to naczelnik z krwi i kości - potrafi logicznie myśleć, jest twardy i wytrwały. Ma też problemy z okazywaniem uczuć, ale w tym tomie ukazuje głęboko skrywane przywiązania do członków swojej ekipy. Kostek to nadal ewenement wśród ogrów. Choć ma masywną posturę i samym wyglądem wzbudza strach, to tak naprawdę spokojny i kulturalny przedstawiciel pokojowej warty. Była złodziejka Margo stała się ważnym elementem grupy – jej spryt i bystre oko, nie raz ratuje ich z opresji. Ziemowy Dakku jest ostoją spokoju i mądrości. A jego kuchenne zdolności zjednały sobie nie jedno serce. I żołądek. Nowym na pokładzie jest Argi to zbuntowany, pełen nienawiści i nieufny ogrzy nastolatek. Choć jest przeciwieństwem Gustawa Gundeberga, potrafi odnaleźć w sobie ciepło i zrozumienie wobec tradycji Ziemowych.

Paulina Hendel sporo miejsca w tym tomie poświęciła rdzennym mieszkańcom wyspy. Dzięki temu lepiej poznajemy wierzenia, rytuały oraz język Zimowych, który uwielbiam. Ułatwia to też zrozumienie ich sposobu bycia, i niestety... faktu, że zostali zepchnięci na margines społeczeństwa.

Zawsze mam obawy, że kolejne tomy mogą nie spełnić moich oczekiwać. Autor musi bardziej się postarać – pociągnąć istniejące już wątki, dołożyć nowe, pamiętać o zaskakujących momentach... Wszystko, to pięknie współgrało w kolejnym tomie przygód naczelnika Sztorma i jego drużyna z pokojowej warty.

A trzeci tom już w przygotowaniu. Jupi!


Aha, Morg'ghash eher Wzgarda!


Dziękuję Wydawnictwu Mięta za cudowny prezent na zakończenie roku szkolnego. Cudzego ;)





czwartek, 29 stycznia 2026

Szepty Mokoszy - Sylwia Błach, Wojciech Chmielarz, Natalia Dziadura, Agata Kasiak, Marta Krajewska, Magdalena Krauze, Martyna Ludwig, Marcin Bartosz Łukasiewicz, Aleksandra Maciejowska, Katarzyna Berenika Miszczuk, Franciszek M. Piątkowski, E. Raj, Katarzyna Wierzbicka, Karolina Żuk-Wieczorkiewicz.

„Szepty Mokoszy” to zbiór opowiadań, które łączą w sobie klimat słowiańskich wierzeń, a także erotyczne zabarwienie sugerowane przez tytuł (Mokosz to bogini płodności). Sama zmysłowość nie dominuje w fabule, raczej ją dopełnia. Opowiadania nie są równe. Mają lekką formę. Każda autorka czy autor miało swój pomysł na nawiązania do mitologii słowiańskiej. Mnie, z racji miłości do gór, chyba najbardziej ujęło opowiadanie „Pomiędzy” Karoliny Żuk-Wieczorkiewicz. Miło też było wrócić, do lubianej przeze mnie serii „Kwiat paproci” Katarzyny Bereniki Miszczuk i spotkać Gosie i Mieszka na urlopie.

Lektura nie wymagająca, acz umilająca wieczór. Lub dwa.

wtorek, 30 grudnia 2025

Ja, anielica - Katarzyna Berenika Miszczuk /Cykl diabelsko-anielski (tom 2)/

Ja, anielica to drugi tom cyklu diabelsko-anielskiego pióra Katarzyny Bereniki Miszczuk. Na pierwszy rzut oka widać cudowną i dopracowaną okładkę - anielskie pióra idealnie komponują się z granatem okładki. Po przeczytaniu kilku stron okazuje się, że Wiktoria jest studentką i wiedzie dość spokojne życie. Od pewnego dnia coraz częściej spotyka na swej drodze przystojnego mężczyznę. Wydaje się znajomy... Jednak budzi mieszane uczucia. Zaraz, zaraz! A gdzie te anioły? Podstępne diabły Azazel i Beleth znów będą mieszać w życiu Wiktorii? Coś tu nie gra! - chciałoby się zakrzyknąć. 

Spokojnie, z każdą kolejną stronę zbliżamy się do bram nieba. Nieba, która Was zaskoczy.  "Nienachalne z urody" putta serwują herbatkę, masę tu zmarłych "podglądaczy" swoich rodzin i skrzydlatych, które odbiegają od standardów zainteresowanych ludzkim losem aniołów stróżów. A w tym wszystkim Wiki i jej kompani, którzy chcą dokonać pewnym zmian na linii piekło-niebo. 


A jak moje wrażenia z czytania? Bawiłam się chyba lepiej niż przy pierwszej części. Może dlatego, że piekło jest takie oczywiste... A tu, w niebie, nawet putta mnie zaskoczyły. 

Postacie umieszczone w powieści (część z nich jak diabły, Kleopatrę czy Śmierć znamy z pierwszego tomu cyklu) są dobrze wykreowane. Azazel, który jest mocno zadufany w sobie (aż dziw, że jego nadmuchane ego nie pozwala mu latać) oraz wykorzystujący swą urodę Beleth są postaciami, które nakręcają akcję, ich próby powrotu do nieba pełne są intryg, kłamstw i oszustw. Śmierć, choć mała i niepozorna, jest postacią, która chętnie włoży w kij w mrowisko (lub widelec do kontaktu albo co gorsza czarną dziurę do gabinetu Lucyfera), by tylko zobaczyć czy wywoła to falę katastrof. A w tym wszystkim Wiktoria i jej chłopak Piotr, którzy w naiwny sposób wierzą, że uda im się wszystko naprawić. 

Aha, i jeszcze anioły... Z racji wieku pamiętam jak na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych nastąpił wyspy polskiej literatury fantastycznej. Literatury, w której Anna Kańtoch, Maja Lidia Kossakowska i Jakub Ćwiek jako bohaterów umieszczali anioły. Ale łamali idealny obraz tych istot, czym byłam zachwycona. I ten zachwyt poczułam ponownie przy czytaniu powieści Ja, anielica Katarzyny Bereniki Miszczuk. Bo tu żaden "skrzydlaty" z anielskich zastępów nie jest idealny. Bo przecież żaden świat nie jest czarno-biały. A anioły mogą być znudzone, skorumpowane i przede wszystkim łamać zasady mody i nosić skarpety do sandałów. 

Wartka fabuła, zaskakujące zwroty akcji i sporo humoru. Tego ironicznego także. Są idealnym przypisem na świetną powieść i miło spędzony czas przy jej lekturze. A ja teraz z podejrzliwością patrzę na moje ukochane zielone jabłka. Chyba się skuszę... Może trafię na to jedne konkretne. 


Dziękuję Wydawnictwu Mięta za cudowną świąteczną niespodziankę.  

piątek, 5 września 2025

Yuul - Krzysztof Chałupczyński

W Mirimilionie, na dworze Frillianta i Neety wielkie oczekiwanie - niedługo pojawi się męski następca tronu. Ku zaskoczeniu wszystkich na świt przychodzi dziewczynka. W kraju, gdzie rodzice mogą posiadać tylko dwoje dzieci, taki stan rzeczy budzie wielkie poruszenie. Co zrobią rodzice?

Dla Yuul, pierworodnej córki władców, pojawienie się malutkiej siostry to spełnienie najskrytszego marzenia i snu, która ją nawiedzał. Gdy niemowlę znika dziewczynką targają gniew, żal oraz smutek. Pojawia się szept... 

Na dalekiej północy pojawia się dziecko, malutka dziewczynka o magicznych zdolnościach. Poruszy ona nie tylko dwa obce sobie światy, ale także obudzi silną magię.

Jakie decyzje podejmą rodzice nowonarodzonego dziecka? Czy Yuul jest w stanie otoczyć opieką siostrę? Czy siostrzana miłość zmieni bieg historii? Sprawdźcie. 


Bardzo ciekawy debiut - nowy świat fantasy z elfami w roli głównej. Autor odszedł tu od standardowego elfiego uniwersum (szczególnie tego Tolkienowskiego) i stworzył własne niepowtarzalne. Świat elfów ma własne zasady (jak posiadanie tylko dwojga dzieci), ograniczenia i możliwości. Moc poszczególnych osób ukryta jest w kolorze ich włosów. Bohaterowie są dobrze nakreśleni, każdy z nich ma indywidualny  charakter, niepowtarzalne cechy, które wyróżniają go na tle innych osób. Sam świat przedstawiony w powieści jest bogaty w szczegóły (m.in. opisy gatunków drzew), co pokazuje jak dużo pracy i zaangażowania w pisanie tej historii włożył sam autor.

Mimo tła tak mało realistycznego, pełnego magii i pradawnych praw, Autor świetnie porusza uniwersalne tematy - opisuje samotność bohaterów, ich odmienność. Pokazuje napięcia między jednostką a systemem, państwem. To nie jest czarno-biały świat, ani tym bardziej polukrowany świat słodkich miłych elfów. To fantasy z charakterem, która porusza ważne, kluczowe wręcz potrzeby każdego z nas - bliskość, zrozumienie oraz poczucie własnej tożsamości, przynależności. 

Do kogo skierowana jest ta powieść? Myślę, że będzie fajną przygodą czytelniczą dla fanów klasycznego elfiego fantasy, ale także dla całkiem młodych czytelników (young adult), którzy kochają nie tylko magię ale także bohaterów postawionych przed trudnymi życiowymi wyborami. 


środa, 28 maja 2025

Demon luster - Martyna Raduchowska (Cykl: Szamanka od umarlaków - tom 2)

Oto ona. Cała na... czarno? Mroczna i zdeterminowana. Ida Brzezińska, szamanka od umarlaków. Wiecznie nieobecna na zajęciach studentka psychologii oraz świeżo upieczona konsultantka do spraw pośmiertnych w Wydziale Opętań i Nawiedzeń. Dziewczyna jest pogodzona ze swoim losem i mocami, którymi obdarzyła ją natura – potrafi przewidzieć czyjś zgon i bierze odpowiedzialność za przeprowadzenie duszy zmarłego na drugą stronę.

Ida ma jednak pecha. A właściwie Pecha. Dusza, którą miała przeprowadzić w zaświaty, znika po drugiej stronie lustra. Niedoświadczona szamanka składa także przysięgę. Przysięgę, która może i ją samą pociągnąć w niebyt.

Czy młoda adeptka odnajdzie lustrzaną drogę do Mikołaja? Czy jest w stanie dotrzymać przysięgi? I co z tym wszystkim wspólnego ma krzak róży i czarna brzoza?


Świetnie wydana powieść – okładka zachwyca, barwione brzegi nawiązują do treści powieści. Pięknie współgra na półce z częścią pierwszą.

Sama powieść jest wartka, zabawna, wybuchowa, mroczna i zaskakująca. Ida jako bohaterka rozwija skrzydła. Staje się bardziej wojownicza i pewna siebie. Nie boi się stanąć oko w oko ze złem i podjąć rzuconą jej rękawicę. Martyna Raduchowska nie cacka się ze swoją bohaterką – co rusz rzuca jej kłody pod nogi. Nie czeka, aż Ida wszystko sobie poukłada i wypocznie. O nie! Tu akcja goni akcję. Choć autorka nie żałowała także czarnego humoru czy ciętego języka. Dzięki temu powieść czyta się szybko, nie da się jej odłożyć na bok.

To nie jest powieść fantasy o ratowaniu czyjejś duszy. To powieść o byciu wojownikiem (wojowniczką właściwie), pogodzeniu się ze swoimi mocami i losem, nad którym nie jesteśmy wstanie zapanować. To historia o stawaniu się silniejszym, lepszym, wytrwalszym. O dorastaniu i rozwijaniu siebie jako człowieka. Choć sprzedana nam w otoczce ironicznej opowieści urban fantasy.

Świetną rekomendacją jest fakt, że mój nastoletni syn nie zamierzał czytać tych „dziewczyńskich” książek. Ale widział mój zachwyt i w 3 dni poznał całą trylogię przygód Idy. I teraz bezczelnie mówi do mnie w trzeciej osobie udając ciotkę Teklę :) Stworzyłam czytelniczego maniaka. I wiecie co, dobrze mi z tym. Bo nasze literackie żarty podtrzymują więź z „jakże bardzo dorosłym” nastolatkiem.


Mocniejsza, bardziej mroczna powieść z cyklu Szamanka od umarlaków to fascynująca podróż w zaświaty, którą polecam każdemu.


Dziękuję Wydawnictwu Mięta za cudowny prezent na Dzień Dziecka :D


niedziela, 27 kwietnia 2025

Ja, diablica Katarzyna - Berenika Miszczuk

Koszmarem każdego (albo prawie każdego) człowieka jest skorzystanie z porad w ZUSie lub Urzędzie Skarbowym. Tony papierów. Bieganie od pokoju do pokoju. Istne piekło. Do takiego miejsca trafiła dwudziestoletnia Wiktoria. Nagła śmierć doprowadziła ją do Piekła!

Po pierwszym niemiłym wrażeniu okazuje się, że piekło to... piękne plaże, super wille, imprezy i odrobina pracy - zdobywanie nowych dusz. Idealne miejsce, prawda? Och, zapomniałabym o najważniejszym - Wiki dostała także klucz, dzięki któremu może pojawić się w każdym miejscu na ziemi i piekle oraz ma super moce - zmienia sukienki, makijaż a nawet wygląd kiedy tylko chce i może stworzyć co dusza (ta martwa) zapragnie. 

Z pozoru lekka praca na targu dusz przeradza się w śledztwo, kto stoi za śmiercią naszej bohaterki. Wiktoria nie pogodziła się do końca ze swym losem. Na ziemi został jej ukochany brat oraz Piotr - kolega ze studiów, do którego wzdycha. Mimo bycia Diablicą, często powraca na ziemię i próbuje żyć swym dawnym życiem - wpada do brata na obiad, zalicza kolokwia i wykłady, chadza na studenckie imprezy. Trzeba przyznać, że z każdą stroną snutej opowieści, coraz bardziej podoba jej się w piekle. Na plus jest towarzystwo - jej opiekunem został zabójczo przystojny Beleth, zaprzyjaźnia się też z Azazelem i Kleopatrą. Ach, i te moce. Bo tu, na dole, blisko jądra ziemi wszystko jest możliwe. 

Czy dziewczyna odkryje przyczynę swojego zniknięcia z powierzchni ziemi? Czy posiadanie mocy jest... hm... kuszące? I czy da się odzyskać, to co utracone?



Świetna okładka - stylizowana na łuski węża. Kolor okładki oraz ozdobne litery w  słowie JA od razu sugerują z kim mamy do czynienia. Sama akcja jest wartka, zabawna i zaskakująca. Nie potrafię dokładnie określić stylu powieści - obyczajówka, lekkie fantasy z nutką romansu? Ważne, że dobrze się czyta. Podoba mi się też idea fajnego, stylizowanego na amerykański sen Piekła. Moje serca skradły też małe smaczki: bal u Szatana jak w klasyce literatury "Mistrzu i Małgorzacie" Michaiła Bułhakowa (mojej ukochanej powieści), kot i jego niezaprzeczalnie wspaniałe zdolności odwiedzania światów oraz cudowna (cudowny? chyba cudowne?) Śmierć.

Powieść "Ja, diablica" Katarzyny Bereniki Miszczuk została wznowiona po 15 latach. Wtedy jej nie czytałam. Teraz natomiast było dla mnie za późno. Nie zrozumcie mnie źle - książka jest bardzo dobra, świetnie się czytało dzięki wartkiej akcji, zabawnym wstawkom czy ciętym ripostom bohaterów. Autorka ma styl, który mi odpowiada. Przy jej książkach zawsze dobrze się bawię. To są publikacje idealne do relaksu. Ale przy tej powieści poczułam się staro. Tak, staro! Studenckie imprezy to już moja przeszłość, fajnie było sobie "odświeżyć" tamten czas. Uważam jednak, że książka skierowana jest do ciut młodszych (niż ja) czytelników.


Dziękuję Wydawnictwu Mięta za książkę do recenzji.

poniedziałek, 10 marca 2025

Wzgarda - Paulina Hendel

W styczniu czytałam antologię opowiadań pod wspólnym tytułem "Awaria prądu". Niby zwykła rzecz, ale taka publikacja daje przedsmak twórczości kilku, kilkunastu autorów/autorek. Czytelnik może potem spokojnie sięgnąć po coś "grubszego" autora, który przypadł mu do gustu.

Tak też zrobiłam. 

Porwało mnie opowiadanie w stylu fantasy "Zaciemnienie" Pauliny Hendel. Autorka ma kilkanaście publikacji na swoim koncie, a ja... cóż wstyd trochę przyznać nic oprócz jej opowiadania nie czytałam. Sięgnęłam po nowość "Wzgarda", gdyż pojawili się w niej naczelnik Kilian Sztorm oraz jego zastępca, org Kostek Gundeberg. Duet, który mnie zachwycił.


Zapraszam na wyspę, która była karną kolonią. Zsyłano na nią skazańców, liczono, że roślinne i zwierzęce endemity tego skrawka ziemie dokonają reszty. Jednak, gdy odkryto na niej złoża kopalne, stała się kuszącym miejscem dla inwestorów. Dzięki wewnętrznym przemianom (dość krwawym, jak to ma w zwyczaju rewolucja) wyspa stała się ostoją tolerancji - tu obok siebie, na równi żyli ludzie, orgowie i ziemowi.

Gdy zaginął pracownik Czarnej Kompanii, przedstawiciele pokojowej warty zakładają szybkie rozwiązanie sprawy. Ot, pewien majętny jegomość, po wieczorze z kolegami, zboczył nieco z trasy do domu. Naczelnik Kilian Sztorm wraz z zastępcą ogrem Gustawem Gunderbergiem podążają za poszlakami... by odkrywać zaskakujące powiązania, makabryczne morderstwa i bestię z głuszy. 

Ngunalarum! Czy wszystkie wątki mają wspólne rozwiązanie? Czy obcy kręcący się po wyspie zwiastują kolejne kłopoty? Kto okalecza leśne zwierzęta? I co z tym wszystkim ma wspólnego stary opuszczony dom? 


Bardzo dobrze naszkicowana historia miejsca i jego specyfikę. W książce pojawiają się przedstawiciele różnych gatunków istot myślących - ludzie, ogry czy autochtoni. Każdy z nich ma swoją kulturę, obyczaje a nawet język (o tym za chwilę). Autorka świetnie wykreowała świat, w którym umieściła, wydawało by się, prostą do rozwiązania zagadkę kryminalną. 

Główni bohaterowie są "dopracowanymi". Każdy z nich ma swój odrębny charakter, niepowtarzalną osobowość. Choć w miarę trwania historii, potrafią zaskoczyć (szczególnie naczelnik). Kilian Sztorm to naczelnik pełną gębo - walczył o wolność wyspy, potrafi logicznie myśleć, jest twardy i wytrwały. Ma problemy z okazywaniem uczuć. Gustaw Gundeberg to przeciwieństwo wszystkich cech i przywar swego gatunku. Choć ma posturę mocarnego ogra, to tak naprawdę bardzo delikatny, spokojny i kulturalny przedstawiciel pokojowej warty. Luka, syn magnatów ze starego lądu, który jest pełen optymizmu i zapału do pracy. Margo tymczasowo zatrudniona złodziejka, którą trudno czymś zaskoczyć. Oraz stary ziemowy - oaza spokoju i mądrości (jak Yoda).

Zaś sama zagadka kryminalna, z każdym rozdziałem nabrzmiewa jeszcze bardziej. Pojawiają się nowe wątki, nowe postacie i... nierozwikłane historie sprzed lat! Wszystko to jest wartkie, podane w ciekawy i interesujący sposób. Podążamy za rozwijającą się akcją, która choć rozbudowana układa się w logiczną całość. 

Obcowanie z tą powieścią, to była duża frajda. Dodatkowym bonusem był język ziemowych, który stworzyła pisarka. Ngunalarum. Nurugare. Słowa, która wibrują... i tu mała dygresja - takimi słowami najlepiej wyraża się silne uczucia, takie jak zdenerwowanie czy zaskakujący ból (np. po uderzeniu małym palcem w nogę od krzesła). Te słowa nadają się idealnie na przekleństwa. Tak, wiem jestem ciut szalona. Ale mają one w sobie moc i literkę R, poza tym będą znać je tylko czytelnicy książki. Nikt mnie nie posądzi o chamstwo i buractwo. 

Aha, to był mój pierwszy raz z audiobookiem. Tak od początku do końca, bo w większości po półgodzinie już nie słucham. Skupienie na poziomie. A tu i historia wciągająca i głos lektora Aleksandra Orsztynowicza-Czyża pięknie współgrały. 


To powieść, która przypadnie fanom fantasy, ale i miłośnikom kryminałów. Czekam na kolejne przygody naczelnika Kiliana oraz jego zastępcy Kostka. 


środa, 5 marca 2025

Toń - Marta Kisiel

Dżusi Stern wraca do domu po długiej nieobecności. Wraca na chwilę. Przyjazd do rodzinnego Wrocławia został na niej niejako wymuszony, bo są zasady. A ich trzeba przestrzegać. Trzech ważnych ustanowionych przez ciotkę Klarę:

- Nigdy nie wpuszczać nikogo za próg mieszkania;

- Nigdy nie zostawiać pustego mieszkania;

- Nigdy nie wspominać o rodzicach.

Zasady, które wpłynęły na całe życie Dżusi i jej starszej siostry Eleonory. A teraz trzeba popilnować mieszkania w starej kamienicy, bo ciotka wyjeżdża, a El pracuje. Perspektywa przebywania w tym mauzoleum wywołuje gęsią skórkę u Dżusi. Zresztą wszystko od początku idzie źle - pociąg się spóźnił, siostra wyszła do pracy, a klucza do mieszkania brak. 

Pierwsza zasada została złamana. A niedługo po dostaniu się do mieszkania (niech żyją wszystko wiedzące i widzące sąsiadki ;P ) Dżusi łamie kolejną zasadę. Wpuszcza do domu obcego mężczyznę. Na jej obronę można tylko dodać, że był przekonywujący. I przystojny. Bardzo. Niestety antykwariusz kradnie własność ciotki Klary. Siostry próbują naprawić błąd przed przyjazdem ciotki... Jednak nie wszystko idzie po ich myśli...

Do pomocy domorosłym detektywom wkraczają emerytowana nauczycielka łaciny oraz zegarmistrz. Czy uda im się odzyskać własność skradzioną przez przystojnego acz tajemniczego antykwariusza? Kim tak naprawdę jest pani Matylda? I kto jeszcze ma coś wspólnego z "grzebaniem" w przeszłości? Czy rodzinne sekrety warte są odkrycia? I czy "toń" może pochłonąć?


Świetnie poprowadzona akcja - co rusz jakaś wpadka, zaskakujące odkrycie, albo i trup. Są moje ulubione składowe: zagadka kryminalna, tło historyczne (nawiązania do II wojny światowej - mój konik), pogmatwane losy bohaterów (świetne wątki społeczno-psychologiczne) oraz odrobina magii. Bohaterki są charakterne, to mocno skonfliktowane kobiety, które muszą zacząć współpracować. Są postaciami pełnymi sprzeczności i emocji. Każda ma inny charakter, jest unikatowa. Dżusi jest niepokorna, pełna pasji i bardzo impulsywna. Działa  szybko i instynktownie. O konsekwencjach nie myśli. Eleonora jest jej przeciwieństwem. Spokojna, stateczna, pragmatyczna, choć tak naprawdę wewnątrz kłębią się rozmaite emocje, którym rzadko kiedy daje ujścia. Ciotka Klara jest oschła i surowa. W miarę czytania powieści zaczynamy rozumieć skąd wzięła się taka postawa wobec bratanic i życia. Pani Matylda, to kobieta "starej daty, wymagająca, konsekwentna, ale także opiekuńcza wobec Klary. Męscy osobnicy biorący udział w całym "zwariowanym" odkrywaniu prawdy, są też przez autorkę przedstawieni jako pełnowymiarowe postacie. 

Wielkim plusem każdej powieści, która wychodzi spod pióra Marty Kisiel jest poczucie humoru. Gdy już czujecie, że nie wytrzymacie napięcie, akcje pędzi do przodu... Nagle, niespodziewanie i zaskoczenia parskniesz śmiechem. 

Jestem trochę pokręconym czytelnikiem i lubię jak książki zmuszają mnie do pewnych odkryć, nawet te lekkie, w zamyśle relaksujące. I tak było w tym przypadku. W szkole nie uczyłam się łaciny, choć zawsze fascynowała mnie umiejętność posługiwania się tym martwym językiem. Dzięki autorce mogłam odkrywać starożytne sentencje. Tak, wiem... były tłumaczone, ale kto by na to czekał przy tak wartkiej akcji?! 


Psyyt... nowe wydawanie powieści jest poszerzone o opowiadanie "Echo". Ta krótka historia ujawnia nam pewne wątki z młodości Klary Stern. Wątki, które mocno wpłynęły na nią i jej bratanice. 

A jak Wam plotą się nici życia? 


Dziękuję Wydawnictwu Mięta - dzięki Wam znów mogłam zatopić się w fantastycznej powieści. I już sięgnąłem po "Nomen omen". 

sobota, 4 stycznia 2025

Awaria prądu - Dagmara Adwentowska, Aleksandra Bednarska, Agnieszka Biskup, Kamila Bryksy, Paulina Hendel, Karolina Mangusta Kaczkowska, Monika Kowalska, Agnieszka Kuchmister, Agnieszka Kwiatkowska, Katarzyna Berenika Miszczuk, Anna Musiałowicz, Sandra Gatt Osińska, Magdalena Sobota, Paulina Stępień, Agata Suchocka, Flora Woźnica, Klaudia Zacharska.

Kiedy Wydawnictwo Mięta podesłało mi publikację "Awaria prądu" wpadłam w lekka konsternację. Bo cóż wiem o prądzie - teoretycznie sporo, potrafię. wymienić przepalone korki (bezpieczniki jak mnie pamięć nie myli) i nawet żarówkę. Ale czy literacko można tu coś zdziałać? Frankenstein już był, powieści z motywem pioruna i figurami Lichtenberga na ciele też. Czy siedemnaście autorek jest mnie w stanie czymś zaskoczyć?

TAK!


* Dagmara Adwentowska "Moja nadzieja" - opowiadanie nawiązuje swą treścią do pierwszych odkryć i badań nad elektrycznością. Autorka pokazuje jak daleko można (lub nie) posunąć się w imię odkryć w nauce. Czuć nawiązania do historii Frankensteina, ale zakończenie Was zaskoczy.

* Aleksandra Bednarska "Nowy blask" - świetnie odmalowane relacje rodzic-dziecko, a właściwie toksyczny rodzic wykorzystujący chore dziecko do budowania swego statusu społecznego matki-opiekunki. Tylko czy role mogą się odwrócić?

* Agnieszka Biskup "Paskudna sprawa" - zbrodnia, która zwraca uwagę - tragiczna śmierć ośmiolatka. Sprawa wydaje się prosta, ale... Czy miejskie legendy są prawdziwe? Historia dotyczy dzieci, istot bezbronnych, co daje duże poczucie zagrożenia i niemocy.

* Kamila Bryksy "Po drodze" - autorka już raz zszargała moje nerwy (powieść "Cień" warta jest poznania). Tym razem też "nic" się nie dzieje - nie ma trupów, krwi czy wielkich zbrodni. Jest za to permanentne poczucie zagrożenia. Opowiadanie, które mogło by się ukazać jako zeznanie w sprawie kryminalnej. Jest tym straszniejsze, że może się zdarzyć każdemu z nas.

* Paulina Hendel "Zaciemnienie" - opowiadanie w stylu fantasy. Magia i zbrodnia tuż obok siebie. Wszyscy podejrzani mają alibi. Sprawcy są bardzo zdeterminowani i walczą do końca. Historia, która zaskakuje.

* Karolina Mangusta Kaczkowska "Kablowa wróżka" - świat fantasy, który może stać się naszą przyszłością, wredny kot, głodne istoty i... wróżka. Dość mroczna, ale zawsze wróżka. A jak w nie wierzysz, to stają się prawdziwe. 

* Monika Kowalska "Schron" - pradawne boginie, burza i kara za zdradę. Pomysł fajny, choć przy czytaniu środek troszkę mi się dłużył. 

* Agnieszka Kuchmister "Riders on the storm" - świetne nawiązanie do klasyki muzyki rokowej i moich kochanych The Doors. Pustynia, narkotyki i... burza. To mogła się zdarzyć grupie hipisów.

* Agnieszka Kwiatkowska "Kto sieje burzę" - wierzenia i podania ludowe, wiejskie prawdy stają się inspiracją do ciekawej teorii, w której burza jest przyczyną zmian. Ale czy tych oczekiwanych?

* Katarzyna Berenika Miszczuk "Błyski" - koniec świata dla człowieka XXI wieku - brak prądu. Czy jesteśmy w stanie sobie poradzić bez elektryczności? 

* Anna Musiałowicz "Kiedy zgasło Słońce" - przejmujące poczucie samotności, odrzucenia. Poszukiwanie swego miejsca w świecie. Smutny ciąg myśli egzystencjalnych.

* Sandra Gatt Osińska "Jesteśmy w kontakcie" - tajemniczy ktoś, który zaczyna pełnić rolę opiekunka. Ale czy na pewno? Choć domyślałam się zakończenia i tak byłam nim zaskoczona i... wkurzona, że tak można wykorzystać czyjąś ufność.

* Magdalena Sobota "Kształt prądu" - śledztwo kryminalne, dawne przewiny i... kara. Bardzo dobrze się czytało. Już myślałam, że znam zakończenie, gdy następuje mały zwrot akcji. Choć chciałam rozwiązania śledztwa, to po wypłynięciu faktów z przeszłości zaczęłam kibicować zbrodniczej mocy prądu.

* Paulina Stępień "Reflektory" - dojmująco smutna historia o utraconych szansach i marzeniach, które się nie spełnią. Ból psychiczny, który przejmuje kontrolę i światło (elektryczność) dające "ukojenie".

* Agata Suchocka "Półżab" - alkohol, rubaszność i żaba. Czekałam na takie opowiadanie. Chichotałam pod nosem (w autobusie), a hasło "Ja pierdolę, Zdzisiu" chyba się do mnie przykleiło.

* Flora Woźnicka "Moc Oceanu" - zemsta oceanu za zbrodnie ludzkości. Opowiadanie, które przypadnie do gustu wszystkim eko i obrońcom zwierząt.

* Klaudia Zacharska "Kieszonkowy potwór" - niepozorny chomik, mroczne eksperymenty i zemsta. Autorka bardzo obrazowo przedstawiła świat i uczucia oczami gryzonia. Kibicowałam zwierzakowi. Opowiadanie powinien przeczytać każdy człowiek nie wierzący w fakt, ze zwierzęta też czują. 


Okładka - to majstersztyk. Drugi raz farbowany brzeg z publikowanych powieści w Wydawnictwie Mięta tak mnie urzekł. Zarzekałam się, że to niepotrzebna fanaberia, ale przy "Grzechócie" Macieja Lewandowskiego piszczałam z zachwytu, a teraz obnosiłam się z "Awarią prądu" po mieście jak z dziełem sztuki. 

Drugi plus za wyklejkę - pojawiły się różne nawiązania do opowiadań, co pięknie współgrało z przedstawioną dalej treścią. Przy każdym z opowiadań pojawiła się krótka notka biograficzna - bardzo dobre rozwiązanie, które nakreśliło nam postać autorki oraz w jakim klimacie możemy spodziewać się jej historii. I dodatkowy plus za  motyw przewodni każdego opowiadania - a to błyskawica, a to oko czy kot. Da się zauważyć, że o stronę graficzną zadbana na wysokim poziomie. Cieszy oko. 

Same opowiadania czytałam z przerwami - jedno, dwa dziennie. Żeby nie dać "zmęczyć" się jednej tematyce. Biorąc do ręki pracę kilku autorów zawsze mam ambiwalentne odczucia. Z jednej strony radość, że można poznać dużą ilość  pisarzy (tych znanych i nie), nowych historii i świetnie spędzać czas z literaturą pod jednym wspólnym hasłem. Z drugiej strony nie wiemy jednak na co trafimy. Czy obcowanie z tak ujętym tematem sprawi nam czytelniczą radość. 

A tu duża niespodzianka - każde opowiadanie miało inny klimat. Były nawiązania do klasyki literatury fantastycznej, opowiadania bardziej kryminalne, ale także pełne grozy, katastrof czy post apokaliptyczne. Były straszne, zabawne, ciekawe, ale i lekko obleśne. Świetny miks, dzięki któremu czytelnik nie jest w stanie się znudzić. Chce czytać szybciej, odkrywać kolejne opowiadanie. 

Motywem przewodnim jest prąd i elektryczność, ale pojawiają się tu także wątki relacji międzyludzkich, uzależnień, utraconych marzeń i straconych szans. Poruszono temat moralności, samotności oraz zemsty. Pojawiają się także tematy nawiązujące do ekologii. Czuć atmosferę grozy, strachu oraz ciągłego napięcia i obawy, co będzie dalej. Co odkryje przed nami kolejna strona. 

Jeśli macie wolny weekend (albo i tydzień ;)), to polecam tą antologię opowiadań. Odkryjcie na nowo prąd i elektryczność bez wkładania palca do gniazdka :P 


sobota, 21 września 2024

Mirabelium. Pierwsze Ogniwo - Amon Lewandowsky

Noc Kupały to magiczny czas. Czas przesilenia letniego przyniósł detektywowi Mojmirowi Lupeji nową sprawę. Morderstwo! Wszystko wskazuje na to, że młoda kobieta została poświęcona w makabrycznym rytuale. Ojciec dziewczyny, hrabia de Vott chce szybkiego i sprawnego znalezienia sprawcę makabry. 

Czy będzie łatwo? Oczywiście, że nie! Przed detektywem będą piętrzyć się coraz to nowe problemy. A osoby poznane podczas prowadzenia dochodzenia będą rzucać kłody pod nogi. Skomplikowana zagadka, staje się z każdą poszlaką coraz trudniejsza do rozwiązania. 

Czy detektyw Mojmir sprosta postawionemu mu zadaniu i rozwiąże sprawę morderstwa Adrianny de Vott? Sprawdźcie na kartach powieści... Tylko stąpajcie bardzo ostrożnie...





Moje wrażenia... Pierwsze kilka stron szło mi opornie - nie wiem czy to kwestia tego, że dawno nie czytałam fantastyki czy nie mogłam wgryźć się w narrację autora. Jednak po 30 stronach już dałam się wciągnąć w ten fantastyczny świat. 

Autor zgrabnie połączył słowiańskie klimaty (super, że wreszcie polscy pisarze sięgają po "rodzimych" bogów) z wartką akcją, ciekawie wykreowanym wątkiem kryminalnym i... bohaterami, których odmalował bardzo wyraziście. Pojawiają się nie tylko ludzie, ale także rusałki, trolle, wiedźmy i krasnoludy - każdy inny oraz jasno i przekonywująco zilustrowany. W powieści pojawiały się także epizody, czy nawet wątki dość brutalne (opisy zbrodni, morderstwa) i seksualne, na granicy wulgaryzmu. W pierwszym momencie mnie to stopowało - że nie potrzebnie się to pojawiło w powieści, ale z każdą stroną pokazywało spójną narrację i świat, który stworzył w swej wyobraźni (i na papierze autor). Jednak trzeba zaznaczyć, że książką ewidentnie powinna trafić w dorosłe ręce :) 

Czuć dużo inspiracji Sapkowskim. Ale kto nie inspiruje się mistrzem tego gatunku? Zaznaczam, że powieść "Mirabelium. Pierwsze ogniwo" to debiut. I uważam, że udany. A wszelkie inspiracje polską fantastyką raczej zainteresują fanów gatunku. 

Dużym plusem powieści jest umieszczenie na jej kartach mapy terenu, po którym porusza się główny bohater. Oraz mała niespodzianka - dodatki! Aż jedenaście (!) opowiadań w klimacie fantastyczno-kryminalnym. 



Dziękuję Wydawnictwu Novae Res za przekazanie 3 egzemplarzy powieści "Mirabelium. Pierwsze ogniwo" Amona Lewandowsky'ego na konkurs organizowany przez Filię nr 14 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Katowicach oraz egzemplarz recenzencki, który zasilił księgozbiór filii bibliotecznej. 



czwartek, 5 września 2024

Szamanka od umarlaków - Martyna Raduchowska

Dawnymi czasy byłam oczarowana polską fantastyką. I oczywiście mistrzem Terry'm Pratchett''em. W pewnym jednak momencie nastąpił przesyt i... przerzuciłam się na kryminały. Niestety przez takie nieodpowiedzialne zachowanie narobiłam sobie zaległości. Nie uratowała mnie nawet praca w bibliotece - bo człowiek zna autorów, tytuły, ale treści pozostają jednak nieodkrytą tajemnicą. Moglibyśmy rzec "czarną magią".


A jeśli chodzi o magię... A właściwie jej brak, to warto przedstawić Idę Brzezińską. Dziewczyna nie ma magicznych mocy, choć urodziła się w cieszącej się poważaniem oraz szacunkiem rodzinie znanych czarodziejów. Nie pomagają sesje magiczne podczas przesileń wiosennych i zimowych. Ida nie potrafi czarować. Wszyscy są o tym przekonani. 

Jedyną osobą, która nie może się z tym pogodzić jest jej matka. Apodyktyczna a zarazem bardzo utalentowana czarownica wielokrotnie poddaje córkę testom sprawdzającym czy jej moce zostały pobudzone do życia. Nie przejmuje się uczuciami własnego dziecka. Jest skupiona na odkryciu i ujawnieniu światu, że Ida posiada moce. A ona jako matka przekazała te dobre geny. Bo tak znamienity ród nie może przecież przyznać się do takiej... "porażki". 

Ale Ida nie ma mocy. Gdyż je głęboko ukryła. Młoda dziewczyna chce sama wybrać swój los. Powoli budzi się w niej siła, odwaga i sprzeciw wobec kształtowaniu jej życia przez osoby trzecie. Sama chce decydować o swoim wykształceniu, kontaktach społecznych, a nawet tym czy widzi zmarłych. 


Nawet jeśli nie jesteście fanami fantasy, ta powieść Was porwie. Ma ciekawą fabułę - wszyscy zawsze dążą do posiadania i pogłębiania zdolności magicznych, a my stykamy się z bohaterką, która za wszelką cenę stara się być "normalna", niemagiczna. Akcja jest wartka, pełno tu zabawnych sytuacji. Oraz pecha przez duże Pe. Styl Autorki jest lekki, pełen humoru i ironii. Świetnie zostały nakreślone trzy (tak, aż trzy) główne postacie żeńskie. Każda z nich jest charakterystyczna, mocna i wyrazista. Martyna Raduchowska obrazowo i szczegółowo przedstawiła relacje matka-córka. Stawiam, że tak dobrze opisane zaburzone więzi wynikają z wykształcenia kierunkowego Autorki, która w doskonały sposób przedstawia emocje. Właściwie palety emocji, które przeżywa Ida. Wszystko jest jednak podane ze smakiem, bo powieść zachwyca swą oryginalną fabułą, ciekawym spojrzeniem na magię i siłą młodej kobiety. 


Po raz kolejny Wydawnictwo "popełniło" bardzo dobrą okładkę - świetnie nawiązuje do całości powieści. A barwione brzegi dodają jej tylko uroku, mrocznego uroku. Liczę, że w najbliższym czasie pojawią się kolejny tomy z tak samo świetnie zaprojektowanymi okładkami, by całość zdobiła mój już przepełniony regał z książkami. 


Dziękuję bardzo Wydawnictwu Mięta za możliwość odkrycia na nowo magicznego świata polskiego fantasy. 


-----

"Szamanka od umarlaków" jest wznowieniem wydanej w 2011 i ponownie w 2016 roku powieści. Ale tym razem Autorka wprowadziła drobne zmiany oraz... dodała nowe opowiadanie "Maszkarada", które uzupełnia i objaśnia nam losy Idy. 


wtorek, 9 lipca 2024

Piwniczne chłopaki - Jakub Ćwiek

Nie! Nie! I jeszcze raz nie!

Nie tak to miało być!

Kupiłam książkę "Piwniczne chłopaki" Jakuba Ćwieka, bo opis kusił nawiązaniem do filmem "The Goonies". (Nie)stety jestem w takim wieku, że znam ten film. I go lubię. A tu co?

KICHA!

Zamiast dzieciaków szalejących po okolicy, buszujących w zakazanych zakamarkach i trafiających na piracki skarb mam... No właśnie, co? 


Powieść dla młodzieży zaczyna się od opisu przemyśleń i wahań młodego bohatera – czy uciekać z bidula z kumplami czy nie. I to wszystko jest ważne, bo pokazuje jakim chłopcem (tak, chłopcem bo to jeszcze dzieciak) jest Lucek. Decyzje, które podejmuje są ważne – nie tylko dla niego, dzieciaka chcącego poznać świat i przeżyć przygody. Są ważne, bo głęboko dotykają naszego człowieczeństwa, i tak ważnych uniwersalnych wartości jak dobro i zło czy odpowiedzialność za drugiego człowieka. Brzmi poważnie. Ale książka jest napisana w lekkiej, wciągającej formie. Kto miał kiedykolwiek w rękach którąś z powieści Jakuba Ćwieka, wie, że łatwo nie da się jej odłożyć. I to ma miejsce również w przypadku tej publikacji.

Akcja rozkręca się z każdą stroną. Gdy w pożarze ginie Lucek ocierałam łzę, choć przecież wiedziałam, że tak potoczy się akcja. Pojawienie się Gwizda i Śwista wywołało u mnie gęsią skórkę, a przylot jednookiego kruka... wywołał uśmiech a'la Joker i okrzyk „Kruk Odyna”. Choć mój syn, popatrzył na mnie pobłażliwie i stwierdził, że to chodzi o Avengersów i Lokiego, a ja się nie znam. Nie wiem natomiast, co myśleli inni użytkownicy plaży obok mnie. Ważne, że akcja była wciągająca. A wtedy... przeskakujemy w inne miejsce.

I poznajemy nową bohaterkę. Dziesięcioletnia Zoja,  ma fajnych rodziców, starszą siostrę, super pomysłowych przyjaciół, rower zwany Pegazem oraz potwora w piwnicy. Tak, dobrze czytacie. Straszliwą bestię, która żywi się surowym mięsem. Aż czuć dreszcze i obrzydzenie.

Mało akcji? Nic trudnego, trzeba dorzucić coś jeszcze! Pojawiają się nordyccy bogowie, starożytne rytuały, widmowy autobus, niemieckie skarby z drugiej wojny światowej, szkolne łobuzy i kilku dość walecznych umarlaków.

Aha, dodam tylko jeszcze, że książka (o zgrozo!) kończy się w najciekawszym momencie. I teraz nie wiem, czy wyć, że nie wiem jak potoczą się dalsze losy dzieciaków czy cieszyć, bo taki zabieg pisarski zapowiada kolejny tom przygód...?


Książka porusza ważne tematy, jak relacje rodzinne, bycie bohaterem (nie takim w rajtuzach, ale takim dnia codziennego), bycie fair wobec innych i żyć zgodnie ze swoimi poglądami i sercem.

Zdaje sobie sprawę, że to książka dla młodzieży, ale dorosły czytelnik też odnajdzie w niej fajne akcenty – powrót do młodych lat, nawiązania do mitologii i... dobrą powieść przygodową.


Warto też zwrócić na dopracowanie samej publikacji. Powieść nie jest za gruba – niecałe 300 stron nie zmęczy młodego czytelnika. Tekst posiada dużą czcionkę, jest przejrzysty – co też nadaje szybszego tempa czytaniu. Okładka fajnie zaprojektowana – nawiązuje do tekstu; ukazując klimat grozy powieści. Dodatkowym smaczkiem podnoszącym wartość książki są ilustracje Piotra Sokołowskiego – majstersztyk.


Dla mnie, jako dorosłego czytelnika plusem było nie tylko nienachalne przedstawienie wartości moralnych, które powinien reprezentować każdy z nas. Myślę, że to też trafia do młodzieży. Mój dwunastoletni syn, też wyłapał, co jest ważne. Sama akcja powieści jest świetnie poprowadzona, ale niczego innego nie mogłam spodziewać się po autorze – człowiek ma ochotę z prędkością karabinu maszynowego przerzucać strony, by dowiedzieć się co przytrafi się bohaterom książki. Oni sami przedstawieni są poprzez swe myśli, uczucia i... działania, które potwierdzają ich dobre serca.

Powieść wywołała we mnie oburzenie i łzę smutku, gdy umiera Lucek – łudziłam się, że okładka kłamie. Radość, że pojawia się kruk – zapowiedź postaci Odyna i że to połączyłam z mitologią nordycką. Gęsia skórka pojawiała się mimo upalnej plażowej pogody.

I to lubię! Uwielbiam publikacje, które wywołują emocje, zmuszają do myślenia. Nawet jeśli są to książki dla młodzieży. Dodajmy świetnie napisane. Mam wrażenie, że ta wypełni lukę na naszym rynku wydawniczym, w której brak fajnych przygodówek z odrobiną grozy i humoru.

Ale czy powieść była jak "The Goonies"? Nie! Bo tam wszystko kończy się dobrze, lekko cukierkowo. Tu mamy jednak walkę dobra że złem, śmierć i nieidealny świat. Ale jedno i drugie warte jest poznania. 


Aha. Świetnym posunięciem taktycznym świeżego wydawnictwa Pulp Books (choć jego ludzie w branży to stare wygi), była opcja zakupu książki w przedsprzedaży w opcji „płać, ile chcesz”. Każdy potencjalny czytelnik mógł samodzielnie zdecydować o wysokości kwoty jaką zapłaci za publikację. Mocno trzymałam kciuki, żeby przekroczono 100% zwrotu kosztów za publikację książek. I wiecie, co? Czytelnicy nie zawiedli. Wydawnictwo pokazało, że publikują dla nas, czytelników. Akcja pokazała także, że polska branża wydawnicza może dobrze funkcjonować na naszym rynku – wystarczy publikować dobre książki, być uczciwym wobec czytelników i... mieć świetne pomysły marketingowe :)


poniedziałek, 3 czerwca 2024

Mała draka w fińskiej dzielnicy - Marta Kisiel

Każdy z nas inaczej wyobraża sobie dorosłość. Chyba większość z nas marzy, że rozwinie skrzydła - będzie mieć własne miejsce na ziemi, pracę którą lubi (albo miliony wygrane w grach liczbowych), przyjaciół i rodzinę, będzie spełniać marzenia. Ale przede wszystkim będzie wolny i niezależny (głównie od rodziców).


Niestety nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Tak się też przytrafiło Sławie Żmijan. Dziewczyna z poczuciem porażki, powraca do rodzinnego miasteczka i domu ukochanej babci. Mała miejscowość, w której nie dzieje się nic ciekawego. Wszyscy ją tu znają, wiedzą co lubi, pamiętają jej wybryki z dzieciństwa. Ale też dziwnie współczują. Chyba wiedzą. Wiedzą, że... Nie, to niemożliwe by wiedzieli o nieudanym skoku w dorosłość. 

A przyjaciele? Powariowali! Próbują jej wmówić, że babcia Gienia umarła. I to kilka miesięcy temu. Ta sama babcia, która przed chwilą dziergała coś na drutach. Ukochana krewna, która zawsze wspiera. Choć czasami wypiera. 


Autorka świetnie bawi się emocjami czytelnika. Pokazuje nam jak ważne są więzy rodzinne, przyjaźnie i nasze korzenie. To miejsce na ziemi, do którego zawsze się powraca... Nostalgia i poczucie bezpieczeństwa, aż czuć na każdej stronie. No, może co drugiej. Pojawiają się tu też wersy fantastyczno-komiczne, które wywołują salwy śmiechu. Szczególnie trzeba uważać czytają powieść w komunikacji miejskiej. Bo jednak to powieść z gatunku lekkich i przyjemnych. 

Ale nie samą treścią człowiek żyje. Coś musi przykuć nasz wzrok... I to jest okładka. Ta jest świetnie zaprojektowana. Dominują kolory fioletowy i zielony, nawiązujące do zorzy polarnej (ach, ta Skandynawia), pentagram z pięcioma fińskimi domami (oraz znakiem graficznym wydawnictwa) lekko zdradza treść powieści. A wyklejka - cudo, matrioszkowe babcie wywołują sentymentalny uśmiech. 

Całość - opakowanie i smakowite wnętrze, zachęcają do schrupania powieści. 


Acha. Uważajcie na babcie! Ich życiowa wiedza pozwala im wygrzebać się ze wszystkiego. Nawet z grobu. 


Dziękuję Wydawnictwu Mięta za książkę. 


sobota, 13 kwietnia 2024

Piekielne niebo - Karolina Ligocka

Poznajcie Naridę. Młodą, piękną, inteligentną i wysportowaną anielicę. Szkoli się w akademii, by stać się pełnoprawnym aniołem "pracującym" z ludźmi. Ma jednego bliskiego przyjaciela, która jest jej powiernikiem sekretów oraz bratn
ią duszą. Razem przygotowują się do pierwszego poważnego egzaminu w życiu.

Dziewczyna jest córką wysoko postawionej anielicy. Kobiety współpracującej z najwyższymi aniołami. Piękna i zawsze elegancko ubrana kobieta jest dość surową matką. Raczej wymaga niż wysłuchuje tego, co ma do powiedzenia jej dziecko. Rola ciepłej opiekunki i przyjaciółki od serca przypadła kobiecie pracującej jako pomoc domowa i kucharka. To ona otacza dziewczynę troską oraz miłością, wspiera ją w trudnych chwilach i zawsze ma dla niej czas.

Pewnego dnia matka zleca Naridzie przygotowanie kolacji i uczestnictwie w spotkaniu z dwoma ważnymi aniołami. Młoda anielica nie jest zadowolona z takich planów na wieczór, szczególnie, że nie darzy sympatią zaproszonych gości. Samo spotkanie tez nie układa się najlepiej – zapracowana matka spóźnia się na kolację, rozmowa z gośćmi nie klei się, a atmosfera z każdą minutą robi się coraz bardziej ciężka. Spotkanie kończy się napastowaniem Naridy przez jednego z gości.

Następnego dnia osiemnastolatkę oskarżono o morderstwo. Zarzuca się jej zabicie jednego z gości. Zostaje doprowadzona na salę sądową. Liczy na pomoc matki oraz przyjaciela, któremu opowiadała o zajściu na kolacji. Niestety matka jej nie wierzy, a przyjaciel powtarza wyrwane z kontekstu zdania, które ukazują Naridę w złym świetle. A jej opiekunka i przyjaciółka, która mogłaby zeznawać na jej korzyść, nie pojawia się nawet w sądzie. Anielica zostaje skazana. Karą jest pozbawienie anielskich mocy oraz strącenie na ziemię.

Narida prowadzi spokojne życie, pracuje w barze, nawiązała też kilku relacji, gdy nagle (po kilku latach na ziemi) odkrywa w sobie dawne moce. Dziewczyna jest zdezorientowana. Jej świeżo zrobiony tatuaż wilka potrafi się zmaterializować, a dzikie zwierze staje w obronie swej właścicielki. W jej życie wkracza wpływowy demon. Przystojny mężczyzna proponuje jej udział w śledztwie dotyczącym morderstwa jego przyjaciela, a które może rzucić nowe światło na tajemnicze zabójstwo przez które wygnano ją z Nieba.

Z każdą kolejną stroną akcja powieści nabiera tempa.


Dałam się wciągnąć opowieści już od pierwszej strony. Opis akademii/ szkoły aniołów i relacji między uczniami, czy nawet opis ubioru aniołów sugeruje nam już od samego początku książki, że są oni (one) bardo podobni do nas. Cieszy ich ekskluzywne ubrania, ważny jest dla nich status w społeczeństwie i nawiązują różne relacje i interakcje – te dobre jak i te budzące nasz sprzeciw.

Ciekawie ukazana jest hierarchia aniołów i demonów – kto rządzi i jakie ma moce. Ukazane są także inne istoty – trolle, czarownice czy bóstwa innych religii. Te informacje wplecione są pomiędzy wartką akcję. Autorka nie przytłacza nas zbędnymi informacjami, wszystkie szczegóły są stopniowane lub wynikają z kolejnych przygód bohaterów.

Książka, choć ukazuje świat fantastyczny, świetnie ukazuje walkę dobra ze złem. Autorka nie tworzy świata czarno-białego, gdzie dobro i zło jest jasno zarysowane. Tu każda kraina (Niebo, Piekło czy też ziemia) jest szeroką paletą odcieni szarości. Nikt nie jest jednoznacznie doskonały ani zły. Wszyscy z przedstawionych w powieści bohaterów są wielowymiarowi, co nadaje im rys postaci rzeczywistych.

Sama akcja jest wartka, pełna zwrotów akcji.


Książka choć jest z gatunku fantasy, zachwyci do każdego czytelnika rządnego przygód. Świat jest tu pełen ciekawych postaci, kryminalnych intryg i dobrze rozpisanych relacji. Autorka pokazała paletę międzyludzkich emocji – pomiędzy rodzicem a dzieckiem, istniejących wśród przyjaciół, ale także tej iskry, która łączy zainteresowaną sobą osoby. Świetnym zabiegiem było także zaburzenie idealnego podziału na dobro i zło. Jako czytelnicy jesteśmy w ciągłym napięciu, sprawdzamy, który bohater okaże się tym złym, a który pokaże swe dobre oblicze.

W moim odczuciu, jedynym minusem powieści (a zarazem jej plusem, bo staje się uniwersalna) jest tylko zaznaczenie, że akcja rozgrywa się w Rzymie (m.in. na pięknym moście Aniołów).

Z niecierpliwością czekam na kolejny przygody anielsko-demonicznej paczki, może tam pojawi się więcej odniesień do anielskich miast i zabytków.


Dziękuję bardzo Wydawnictwu Mięta za egzemplarz książki do recenzji – zostaliście moim tegorocznym "zajączkiem".

środa, 20 marca 2024

Podmesze - Piotr Orleański

Lubicie zieleń i leśne ostępy? 

Pełną szeptów zwierząt „ciszę” lasu?

A kto z Was uwielbia miękki, delikatny mech, który po letnim deszczu staje się przyjemny w dotyku i sprężysty jak aksamit.

Leśne runo przyciąga nasz wzrok - to tam znajdziemy letnie poziomki i jagody, a jesienią smakowite grzyby. Ale co kryje się pod nim?


Jeśli jesteście choć odrobinę ciekawi odpowiedzi na te pytania, to zapraszam Was do Podmesza. To kraina pod naszymi stopami. Jest troszkę podobna do naszego świata – są króliki, chrząszcze, jaszczurki i maliny, grzyby... Jednak pod delikatnym, soczystozielonym mchem króluje magia. Nie tak łatwo znaleźć wejście do tego uniwersum, a jeszcze trudniej go opuścić. Piękne fluorescencyjne rośliny i zwierzęta przyciągają nasze spojrzenie... Jednak nie dajcie się tak łatwo zwieść. Lub zjeść! Bo świat ten pełen jest niebezpieczeństw – grzybów na trzech nogach czy mięsożernych roślin jak wodopojnik fałszywy, który kusi łatwym dostępem do wody. Świat ten jest bogaty w faunę, pojawia się tu uroczo wyglądająca maleńka jaszczurka przenosząca na swym grzbiecie sadzonki malin. Uniwersum zamieszkałe jet przez sześciookich zwinnych letibów, którzy tworzą kolonie.


Gdy Piotr Orleański szukał recenzentów do swojej publikacji, chętnie się zgłosiłam ze względu na grzyba. Brzmi dziwnie? Może trochę, ale od razu dało się wyczuć klimat książki – tajemnica, lekki mrok, nowe i nieznane gatunki oraz świat, który zachęca nas do poznania.

Pierwsze moje skojarzenie, które dotyczyło obrazu różowawego grzyba, jak z „Alicji w Krainie Czarów” - ta pierwsza ilustracja, aż kipiała magią. Ale gdy dostałam publikację... No cóż, czy Wy też czasami macie tak, jakby ktoś wyciągnął z Waszej głowy Wasze fantazje, nadał im wyrazistości i podał do czytania, oglądania? Tak, właśnie miałam teraz.

Autor zaprosił nas do swego wykreowanego świata dając nam go poznać poprzez bestiariusz. To nawiązanie do średniowiecznej literatury zawierającej opisy zwierząt i roślin, tych faktycznie istniejących i jak i tych, które uważano za rzadkie (m. in. jednorożce) nadało publikacji wymiaru dydaktycznego. Zebrano i skatalogowano ważne dla Podmesza istoty, rośliny oraz podstawowe informacje. Piotr Orleański przekazał nam też piękną legendę o Wielkim Chrząszczu, która wyjaśnia jak powstało Podmesze. W bestiariuszu pojawia się także relacja Reki Somogyi, która przypadkowo trafia do tej podziemnej krainy i choć tego nie planowała to może ją zwiedzić i... kawałek naszego świata również. Dzięki tym zabiegom wykreowany świat stał się bardziej realny i namacalny.

Ale ta publikacja składa się nie tylko ze słów! Ona jest zbiorem pięknych ilustracji grzybów, roślin oraz zwierząt. Każde z nich ma swój unikatowy charakter – kształt, soczyste barwy, często pojawia się błękitna poświata, która na myśl przywodzi mi tak przykuwający wzrok błękit z filmu „Avatar”. Nadaje on rysu tajemniczości i odrobiny magii. Jednak kolorem, który tu króluje jest zieleń – ciemna, soczysta, mechowata. Każda strona bestiariusza jest w tym kolorze, dodatkowo zdobią je gałązki i listki, co nadaje publikacji spójnego wyglądu.

Moje serce skradł trójkorzeń (grzyb z okładki), wspinka malinowa (delikatna jaszczurka przypominająca zwinkę, które w moim ogrodzie buszują w jeżynowo-malinowym chruśniaku) oraz modry chrząszcz tarczowy (który wygląda jak połączenie kowala bezskrzydłego i agresywnej modliszki). Ale zwierząt i roślin jest tu o wiele więcej!


Bestiariusz odkrywa przed nami także społeczność letibów. Możemy poznać (poprzez opis oraz obraz) różne profesje jakie pełnią w społeczeństwie te małe istoty oraz przyjrzeć się jak funkcjonuje ich osada. Poszczególne budynki są dokładnie przedstawione, wyjaśnione są także ich przeznaczenie.


Według mnie to książki dla starszego czytelnika, gdyż opisy przyrody zawierają „dorosłe” słowa, m. in. endemiczne, receptory. Sześcio-, siedmiolatką zaprezentowałabym ilustracje, ale opisy bym uprościła. Natomiast czytelnika kochającego fantasy, nowe światy znajdzie tu ujmujące i oczarowujące go uniwersum, które kusi zielenią, bogactwem żyjącym w nim stworzeń. Na rynku wydawniczym jest można dostać w ręce kilka bestiariuszy m. in. świata poznanego przez Spiderwicka, czy magicznego Baśnioboru Brandona Mulla. Ale ona mają formę ręcznych notatek, szkiców i rysunków. Tu natomiast mamy dokładnie zobrazowany świt, jakby autor sam go już odwiedził i zrobił zdjęcia, by móc nam ludziom z powierzchni pokazać Podmesze. Mam też szczerą nadzieję, że jest to tylko pierwszy krok do stworzenia czegoś większego. Chętnie poznałabym losy letiba Ifitylta oraz wioski, z której pochodzi. Z przyjemnością zagłębiłabym się w ten podziemny świat i stopniowo odkrywała jego tajemnice. Może powstanie zbiór opowiadań okraszony ilustracjami...?


Zapraszam też na stronę https://www.facebook.com/orleanskiart?locale=pl_PL by zobaczyć przepiękne ilustracje znajdujące się w książce.



Jeszcze raz dziękuję autorowi – Piotrowi Orleańskiemu za możliwość poznania Podmesza, a Was zachęcam do odwiedzenia Amazon, gdzie można zakupić bstariusz w wersji drukowanej

https://amzn.eu/d/3kFdk6G 

środa, 7 lutego 2024

Mszczuj - Katarzyna Berenika Miszczuk

Choroba ma swoje prawa. Można robić "nic", więc przysiadłam pod kocykiem z książką, na stoliku pojawił się kubek ciepłej herbaty i paczka chusteczek higienicznych.


Nie przepadam za rozbudowanymi powiązanymi ze sobą treściowo seriami. Czuję wewnętrzną potrzebę przeczytania wszystkich wydanych tomów, obojętnie czy są w moim klimacie czy nie. Ale kiedy Wydawnictwo Mięta ogłosiło nabór recenzencki do powieści "Mszczuj" Katarzyny Bereniki Miszczuk, nota bene siódmej części cyklu Kwiat paproci, chętnie się zgłosiłam. To był impuls. Znak od bogów. Zastanawiałam się nad przeczytaniem tego cyklu, już od ponad roku. Jak nie dłużej. I nie przeszkadzało mi, że nie poznam wszystkich powieści we właściwej kolejności – jestem tak roztrzepaną istotą, że często mi się to zdarza.

Ale do rzeczy...


Powieść zaczyna się od odwiedzin Jagi u chorej Gosi. Kobiety rozmawiają o chorobach, gotowaniu i plusach techniki pomagających w przygotowaniu posiłków. Całym sercem rozumiem miłość Gosławy do „samogotujących garnków”, oczywiście takich z jednym przyciskiem. Gdy rozmowa zeszła na temat Garda, syna Gosi i jego ciut rozbrykanego zachowania, Jarogniewa skierowała pogawędkę na inne tory – przygody, bogowie i... żałowanie swych decyzji, stały się wyjściem do podróży w czasie, gdy Baba Jaga była jeszcze młodą kobietą.


Rozpoczynają się Szczodre Gody – święto celebrująca przesilenie zimowego. Jest to zwycięstwo światła nad ciemnością, gdyż zaczyna przybywać dnia, a ubywać nocy. Mieszkańcy Bielin przygotowują się do świątecznej wieczerzy. Jarogniewa i Mszczuj spędzają ten czas wspólnie, gdy po pomoc do kapłana zgłasza się mieszkaniec wioski. Szeptucha zostaje sama... Ale tylko chwilę, gdyż porywa ją (głównie w swe ramiona) Swarożyc.

Po nocy ze słowiańskim bogiem ognia, Jaga odkrywa, że wieś nawiedziły potwory a władca podziemi – Weles chwilowo (miejmy nadzieję) porzucił swe królestwo. Mszczuj, mimo że jest kapłanem, po ostatnich wyjazdach doszkalających zaczyna wątpić w istnienie magicznych istot i pradawnej magii. Nie pomaga to wcale w odkryciu, co stało się z Bielinami i ich mieszkańcami.

Kolejnej nocy pojawia się tajemniczy zaprzęg i podróżnik ze Wschodu. Moja mama opowiadała mi w dzieciństwie, że nas na początku grudnia odwiedza święty Mikołaj, a u Rosjan jest Dziadek Mróz, który przynosi chłód i pięknie zdobi szyby. Ale to była wersja dla dzieci. W powieści pojawia się on jako stary Dziad, niosący nie tylko przenikliwy ziąb i lód, ale także niebezpieczeństwo. Szuka on swej zaginionej żony. Jego złowieszczy orszak składający się z wilków, dzików i lelenia (pradawnego władcy puszczy) nocą przejeżdża przez wieś. Jego wietrzni pomocnicy nucą pieśń przywołującą. Żadna kobieta (niezależnie od wieku) nie jest bezpieczna!

Tak oto świąteczny czas Szczodrych Godów staje się momentem walki o mieszkanki wsi, własną wolność oraz życie. Waleczna Jarogniewa i kochający ją Mszczuj stają do boju z obcym bogiem.


Historia kończy się w takim punkcie, że tak naprawdę nadal nie wiemy wszystkiego. I to jest cudowne! Bo liczę na kolejny tom.


Aha, wydanie, które otrzymałam poszerzone jest o opowiadanie „Czterej bracia”. Cieszę się, że zostało dodane, bo zamyka pewien rozdział o kiepskich relacjach sąsiedzkich. Brakowało mi w samej powieści jakiejś konkretnej reakcji Jarogniewy na zachowanie braci. Jej imię – srogi gniew, przecież zobowiązuje. Jednak ona woli zemstę na zimo. Chyba lepiej smakuje...


Podsumowując...

Okładka – majstersztyk. Nadal utrzymana jest w stylu poprzednich tomów – liście paproci (uwielbiam) i postać bohatera/ki – zakładam, że to Jaga, która mimo tytułu powieści rości sobie prawa do przejęcia sterów nad całą historią :). Jest to dużym plusem, bo widać, że wydawnictwo dba o ciągłość graficzną. Pięknie to potem wygląda na półce, cieszy oko każdego bibliofila. Każda część serii ma inny kolor, co też ułatwia odnalezienie konkretnego tomu i uatrakcyjnia wizualnie kolekcje wolumenów.

Układ książki bardzo przystępny – duże litery; dialogi przeplatane z opisami, co nie męczy ani oczu ani czytelnika. Rozdziały średniej długości, sprzyjają łatwości i szybkości czytania.

Treść lekka, zabawna, ale i pełna zwrotów akcji oraz pikantnych smaczków. Książkę czyta się szybko. Akcja jest tak prowadzona, że po chwili spokoju następuje mała „katastrofa”, czy to miłosna czy magiczna, przez co ma się ochotę odkrywać przygody Jagi z większą prędkością i... zachłannością. Podoba mi się, że Autorka przybliża w książce (i całej serii oczywiście też) mitologie słowiańską. Niestety coraz bardziej zapominaną. Sama muszę przyznać, że niestety mało jestem w stanie wymienić bogów z naszych ziem, łatwiej skandynawskich. Pewnie ze względu na pojawienie się tych bogów w szeroko pojętej popkulturze. Czas to zmienić i odkryć na nowo wierzenia pradziadów.

Bohaterowie... No cóż, po tytule nastawiałam się, że główną postacią będzie Mszczuj. Nie da się ukryć, że kobiety tu jednak rządzą. Jaga jak przystało na samodzielną i odważną kobietę przejęła tu stery. Nie tylko odkrywające jej przeszłość, ale także pokazujące kto ma „jaja”. To ona nadaje życie powieści. Jest odważna, wręcz brawurowa, dba o mieszkańców wsi, uważa to za swą powinność. Ale jest też samolubna, brak jej czasami empatii i zrozumienia dla drugiego człowieka. Jednak potrafi skraść serce i całą uwagę. Kapłan Mszczuj niestety nie... Jest spokojny, wycofany i bojaźliwy. Kocha i dba o swoją żonę, ale pozwala jej na całkowite przejęcie sterów w relacji. Brak tu partnerstwa między nimi, czy nawet wzajemnego oddziaływania. To Jarogniewa i jej decyzje mocno odbijają się na uczuciowym Mszczuju. Niestety, bo coraz częściej sięga po alkohol. Postacią stojącą nieco z boku jest Swarożyc – bóg ognia. Swą postawą przypomina mi bezczelnego i nader pewnego siebie Lokiego z mitologii skandynawskiej. Wie czego chce, i sięga po to bez zastanowienia. Ma ironiczne poczucie humoru, lubi zabawy słowne i erotykę. Nie liczy się z uczuciami ludzi... Jest bogiem. Choć i tu znajdziemy odstępstwa... Bo potrafi zatroszczyć się o szeptuchę z Bielin oraz pojawić się w momentach przełomowych jak w walce z leleniem czy Dziadem Mrozem. Mam wobec niego mieszane uczucia, choć jako postać literacka lepiej, barwniej wypada w powieści niż kapłan.


Czy polecam powieść? Tak!

Świetnie spędziłam weekend – odkryłam zapomniana przeze mnie mitologię słowiańską, folklor ziem świętokrzyskich. Historia wywoływała we mnie rozmaite emocje – po tym poznać dobrą książkę. Byłam zaciekawiona, zniesmaczona (zdradą Jagi), rozbawiona. Dałam się wciągnąć opowieści szeptuchy...



Bardzo dziękuję Wydawnictwu Mięta za możliwość recenzji „Mszczuja” oraz przypinkę i tatuaż. Dobrze, że „konkretny” wiek nie określa czasu, kiedy trzeba (lub wypada) skończyć z miłością do gadżetów ;)