piątek, 12 grudnia 2025
Kakao w czwartki - Michiko Aoyama
wtorek, 1 lipca 2025
Jak stworzyłem Tsubasę - Yoichi Takahashi
Polska, początek lat dziewięćdziesiątych. Telewizja Polonia 1 emitowała pierwszą (lub jedną z pierwszych) w naszym kraju anime. Wracałam ze szkoły i razem z młodszym bratem oraz tatą oglądaliśmy z zapartym tchem "Kapitana Tsubasę". Podziwialiśmy jego zapał i determinację. Trzymaliśmy kciuki za każdy rozgrywany mecz. Krzyczeliśmy przed telewizorem, komentowaliśmy zagrania, podpowiadaliśmy komu powinien podać piłkę.
Czy jestem fanem piłki nożnej? Nie bardzo. Czy umiem grać? Cóż, jest takie powiedzenie, że gruby na bramkę... Gdy ja grałam (powinno być "grałam") z chłopakami, to na bramce lądowała ta chuda. Ta najsłabsza, czyli ja. Ale wiecie co...? Granie w piłkę, próby podań, czy triki piłkarskie wzorowaliśmy na "Kapitanie Tsubasie". Ten serial nas nakręcał, dawał radość, motywował do działania.
W książce Takahashi opisał swoje marzenie - zostanie mangakę. Pokazał jaką drogę przeszedł - od zainteresowania komiksami, po tworzenie swoich pierwszych rysunków i krótkich historii, które pokazywał kolegom, aż po pierwsze próby wygrania w konkursach organizowanych przez magazyn publikujący mangę w odcinkach oraz pracę w nim i stworzenie swojego wielkiego dzieła. Działa, które pomimo upływu tylu lat (japońska publikacja przypada na rok 1980!) nadal cieszy kolejne pokolenia młodych (i tych starszych) odbiorców mang i fanów piłki nożnej.
Yoichi Takahashi nie opowiada o swoim wielkim sukcesie, nie chwali się swoją mangą. Pokazuje nam jaką drogę przeszedł, by urzeczywistnić swój cel - zostanie magnaką. Bo jak sam powtarza "cele, nie marzenia". Bo ważne jest to, by nie pasywnie czekać na to co przyniesie los, lecz zabrać się do pracy. Szlifować warsztat dzień za dniem. To żmudna praca, ale to ona przybliża nas do wyznaczonego celu.
Dwie rzeczy mnie zaskoczyły. Pierwsza to, jak pracuje się przy tworzeniu mang. Wiadomo jest pomysłodawca, realizator pierwszych kresek. Ale zanim trafi ona do publikacji pomaga przy niej cały zespół - asystencie są odpowiedzialni na wypełnienie tła, a główny rysownik za linie postaci, czy wykończenia znaczących elementów. To całkiem inny system pracy niż przedstawił w swojej publikacji "Samotność komiksiarza" Adrian Tomine. Drugą rzeczą, którą mnie zaskoczyła, a nad którą w ogóle się nie zastanawiałam - to fakt, że w ówczesnej Japonii piłka nożna nie była popularna. A stworzenie mangi o takiej tematyce musiało być dużym wyzwaniem dla twórcy, ale także dla odbiorców. Dzieciaki czytające komiksy poszukują raczej tego co znają, łatwiej się utożsamiać z bohaterami. A tu wielki szok - mało znana dyscyplina sportu, bohater, która nie jest najlepszy, a dopiero się uczy, rozwija w tym co kocha. Myślę, że to przekonało do serii tyle osób. nie tylko w Japonii, ale na całym świecie - zwykły dzieciak, cel jaki sobie stawia i proste zasady gry (pamiętam, że wszystko było tłumaczone).
Myślę, że dlatego wszyscy kochaliśmy wtedy ten serial - pokazywał jak ważna jest praca, podnoszenie swoich umiejętności i współpraca nawet z tymi, których nie lubisz. Dzień za dniem, by stawać się coraz lepszym w tym co robisz i co kochasz. Uniwersalne prawdy życiowe, podane w łatwy i przystępny sposób. Autor pokazał nam we swej autobiografii, że to czym nas zachwycał w swojej mandze, jest jego prawdą życiową. Tak żyje i pracuje.
Sama publikacja jest bardzo prosta - okładka w bieli i czerni z przyciągającym wzrok kolorowym tytułem. Rozdziały są ustawione chronologiczne według lat i dokonań autora. Oznaczone są poszczególnym postaciami z mangi. Biografia zawiera też całostronicowe postacie bohaterów serii. Narracja autora jest bardzo oszczędna, techniczna, sucha. Całość jest trochę infantylna, ale chyba miała trafiać do młodych odbiorców odkrywających świat mang i footballu. I do starych fanów - jako sentymentalna podróż do beztroskich lat dzieciństwa.
Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl
środa, 4 czerwca 2025
Masło - Asako Yuzuki
Rika Machida, główna bohaterka powieści „Masło” pracuje jako jedyna kobieta w redakcji „Tygodnika Shūmei”. Zostaje w pracy do późna, sama nie gotuje, zadowala się gotowymi daniami, jej związek ogranicza się do coraz rzadszych spotkań z równie zapracowanym partnerem. Młoda kobieta chce wspinać się coraz wyżej po szczeblach kariery zawodowej, by móc zostać reporterką. Swoją szansę upatruje w wywiadzie z Manako Kajii, autorką bloga kulinarnego oskarżoną o zabójstwo trzech mężczyzn. Próby uzyskania widzeń w areszcie śledczym w Tokio oraz możliwości wywiadu z oskarżoną, spełzają na niczym, aż do momentu, gdy Rika wykorzystuje podpowiedź przyjaciółki – pyta osadzoną o przepis na gulasz wołowy.
Spotkania kobiet skupiają się na rozmowach o jedzeniu - jego strukturze, teksturze, zmieniającemu się smakowi i rozkoszy jaką daje spożywanie dobrze przygotowanych (nawet najprostszych) dań. Reporterskie śledztwo Riki dotyczące odkrycia przyczyn zgonów mężczyzn z otoczenia Manako zmienia kierunek. Młoda kobieta daje się wciągnąć w grę prowadzoną przez oskarżoną – próbuje sugerowanych przez nią potraw, odkrywa nowe miejsca na mapie kulinarnej (nie tylko) Tokio. A następnie wraca, by podzielić się swymi odczuciami, odkryciami, doznaniami. Zawodowe zainteresowanie Riki przeradza się w lekką fascynację osobą Kajii, jej podejściem do życia oraz zamiłowaniem do stosowania masła.
Reporterka zmienia się. Nie tylko poprzez śledczą pracę, kontakt z Manako, ale przede wszystkim poprzez próbowania i odkrywania na nowo potraw sugerowanych przez oskarżoną. Riki odnajduje rozkosz w jedzeniu i smakowaniu. Zmienia się jej ciało, ale także i ona. Dostrzega więcej rzeczy w otoczeniu, staje się bardziej wyczulona na siebie i swoje potrzeby. Zaczyna traktować się jako priorytet.
Według mnie dużym błędem, szkodzącym promocji tej książki, jest uznanie jej za kryminał. Autorka wykorzystała prawdziwą historię „Zabójczyni Konkatsu” - morderczyni z zamiłowaniem do gotowania, ale wątek kryminalny, który pojawia się w powieści, jest tylko tłem wydarzeń społeczno-obyczajowych współczesnej Japonii oraz kulinarnych odkryć głównej bohaterki.
Autorka powieści ukazuje nam jak działa japoński świat prasy, jego wewnętrzny świat hierarchii, zdobywania informacji oraz mocnego patriarchatu. To świat, w którym rządzą (i dzielą informacją, zleceniami, a nawet czasem) mężczyźni. To świat, w którym kobieta musi zrezygnować z siebie, by móc osiągać wyznaczone przez siebie zawodowe cele. Nie tylko praca determinuje poddańczą rolę kobiet, ale także rodzina, jej dość tradycyjny model gdzie kobieta (nawet jeśli pracuje) głównie zajmuje się domem, dziećmi i przygotowywaniem posiłków. Choć Japonia jest krajem bardzo rozwiniętym, nadal zachowuje w relacjach rodzinnych bardzo stare podziały ról społecznych. Czego przykładem jest też Manako Kajii, która stara się zaspokoić najprostsze potrzeby mężczyzn – jedzenie, porządek w domu, zainteresowanie ich osobą i dokonaniami. Bo to oni się puszą przed oskarżoną o morderstwa kobietą. A ona... Ona chce być podziwiania. Ale w tej tradycyjnej (okropne słowo) roli kobiety, usługującej mężczyźnie, wykonującej proste czynności, będącej od niego zależnej (także finansowo). Choć przewrotnie to zabrzmi, jest to także moc. Dzięki niej Kajii uzależniła od siebie mężczyzn i to oni, koniec końców, byli zależni od niej, jej ciepła, zrozumienia i... jedzenia.
Ważnym wątkiem poruszonym w powieści jest podejście do ciała i jego akceptacja. Manako z prawidłową wagą (względnie małą nadwagą) traktowana jest jak „monstrualna grubaska”, a wychudzona Riki za obraz kobiety o idealnej figurze. Przypomniała mi się reklama produktów kosmetycznych z logiem gołębia, która promowała na rynku europejskim i amerykańskim hasło, że każda kobieta (w domyśle niezależnie od wagi) jest piękna. Na rynku azjatyckim tak prowadzona akcja promocyjna nie spotkała się z uznaniem. Wyśrubowane standardy dotyczące wagi, były ważniejsze niż indywidualne piękno kobiet. Autorka książki zwraca naszą uwagę, że te narzucone przez mężczyzn ograniczenia względem wyglądu kobiet nadal pokutują. I co gorsza kobiety dają się wtłoczyć w proponowany im schemat – wyglądu, dbania o ciało, diet. Słowem ograniczenia własnej osoby.
Bardzo fajnym zabiegiem było nie tylko ukazanie społecznych zachowań obowiązujących w Kraju Kwitnącej Wiśni, jej tradycji i kuchni, ale także dalekowschodniej mentalności i przeświadczenia, że wystarczy mała zmiana, by my sami oraz świat wokół nas uległ przemianie. Bardzo dobrze to zostało zilustrowane poprzez przemianę głównej bohaterki. Przemianę fizyczną połączoną z akceptacją zmieniającego się ciała czy krokiem do rozwoju i poznania nowej dziedziny (gotowania). Ale także, a może przede wszystkim do zbudowania nowych relacji. Relacji, które dają siłę, wnoszą coś w życie, a nie są płytkimi, często instrumentalnymi kontaktami.
Nie jestem fanką gotowania. Krojenia, siekania i doboru kolorystycznego potraw już tak. Ale ta powieść zabrała mnie w te rejony gastronomiczne, w których chciałabym bywać. Podobnie jak główna bohaterka zaczęłam doceniać proste smaki - ona ryż z masłem i sosem sojowym (już próbowałam, pycha!), a ja przypomniałam sobie, że kiedyś jadłam ciepłe bułki z plasterkami masła i popijałam herbatą miętową (ukochane smaki podstawówki i początków liceum). Do tej pory uwielbiam masło. Dodaje je do przyrządzanych potraw, tak się u mnie w domu robiło. Ale to dzięki książce Asako Yuzuki zastanowiłam się, co mnie w tym produkcie przyciąga. Bo to nie chodzi tylko o smak dzieciństwa. Tu chodzi o konsystencję, zmianę struktury masła pod wpływem ciepła oraz uwalnianiem aromatu i aksamitnej miękkości na języku. Dotarło do mnie także, że czym jestem starsza tym bardziej doceniam smaki przyrządzanych (niekoniecznie przeze mnie) potraw. Że jedzenie staje się przyjemnością, a nie jak kiedyś obowiązkiem do którego zmuszano małego niejadka. Słowo klucz to przyjemność. Jedzenie wywołuje uczucie błogości, i jak z reklamy znanego batonu, bez niego nie jesteś sobą. Najedzeni, zaspokojeni... stajemy się łagodniejsi. Pierwszym krokiem do osiągnięcia tego stanu jest próbowanie najprostszych składników, między innymi tytułowego masła.
Bardzo dobra, wielowymiarowa powieść ukazująca współczesną Japonię oraz miłość do jedzenia, które może łączyć nawet obce sobie osoby. Smakowity kąsek literacki.
poniedziałek, 28 kwietnia 2025
Wszystko, czego szukasz, znajdziesz w bibliotece - Michiko Aoyama
Ale Michiko Aoyama idzie o krok dalej. Jej bibliotekarka pani Komachi jest oazą spokoju, niczym mistrz kung-fu Oogway* pyta "Czego szukasz?". Proste pytanie wyzwala falę emocji, myśli... Bo czego każdy z nas szuka? Niczym Baymax** - wielki biały robot (moje pierwsze skojarzenie z opisu postaci) otula cię ciepłem ramion i zainteresowaniem, a po wykonaniu zadania "znika" z twojej przestrzeni. Pani Komachi oprócz lektur poszukiwanych przez czytelników biblioteki, dodaje coś od siebie - wydawałoby się "losową" książkę oraz filcowy bryloczek z wełny czesankowej, który sama stworzyła. Ten bibliotekarski bonus staje się przyczynkiem do zmiany. Wyzwala w bohaterach iskrę odwagi by podjąć działanie.
W książce pojawia się pięć głównych osób. Postaci, które są sfrustrowane, żyją w stagnacji, brak im czegoś choć sami nie potrafią dokładnie określić, co to może być. Kiedyś się sparzyli i teraz... trwają. Egzystują. Dzień po dniu. Mały impuls, czyjaś rada lub przypadek kieruje ich do Community House - budynku, w którym funkcjonuje biblioteka, sale ćwiczeń, sale do nauki gry w go lub obsługi komputera. A tam trafiają do pani Komachi...
Tomoka pracuje jako sprzedawczyni w dziale ubrań damskich w wielkim hipermarkecie wielobranżowym. Nie jest zadowolona ze swej pracy. Wyrwała się z małej miejscowości, skończyła tandai (uniwersytet krótkoterminowy) i mieszka w Tokio. Chciała być KIMŚ, a pracuje w sklepie. Dzięki koledze z pracy trafia do biblioteki i... powraca do szczęśliwych lat dzieciństwa poprzez lekturę książki dla dzieci. Odkrywa na nowo klasyczną opowieść dziecięcą. Powoli zmienia się jej podejście do siebie, otoczenia i pracy. Dbanie o siebie i szacunek wobec samej siebie, ale także klientów ukazują jej jak ważne jest w życiu każde doświadczenie.
Księgowy w firmie meblarskiej marzy, by kiedyś otworzyć sklep z antykami. Kiedyś oznacza "na emeryturze". Odsuwa swoje marzenie w nieokreślony czas. Boi się podjąć wyzwanie. Boi się porażki. Bo przecież nikt mu nie zagwarantuje, że da radę utrzymywać się z prowadzenia takiej działalności. Dzięki odwiedzinom w Community House Ryo trafia do kociej kawiarni. Dzięki rozmowie z właścicielem oraz lekturze książki botanicznej odkrywa sekret równowagi.
Natsumi jest rozgoryczona i sfrustrowana. Miała dobrą pracę, ale gdy podjęła decyzję o powiększeniu rodziny wypadła z trybików czasopisma. Zabrano jej ukochaną (choć wymagającą i czasochłonną) pracę jako redaktorki w czasopiśmie. Ledwo godzi obecną pracę z obowiązkami domowymi (które spadają głównie na nią). Czuje, że coś traci - w pracy, w kontaktach z dzieckiem i mężem. Ale także siebie i swoje marzenia. Odwiedziny w dziale dziecięcym osiedlowej biblioteki, stają się pierwszym krokiem do odkrywania bogatego świata literatury i... zmiany w organizacji życia.
Trzydziestoletni Hiroya nie ma pracy, porzucił swe marzenia o rysowaniu mang. Egzystuje z dnia na dzień utrzymywany przez matkę. Odwiedziny w bibliotece i kontakt z panią Komachi pozwoliły mu odkryć parce Darwina dotyczące ewolucji. Książka stała się iskrą, która wyzwoliła ponowną chęć rysowania, a to powoli, krok po kroku do zmiany swej postawy z wycofanej, z poczuciem życiowej przegranej, przez poczucie zaakceptowania, aż po stanie się mężczyzną odpowiedzialnym za siebie i próbującym realizować swoje marzenia.
Ostatnia opowieść wydaje się uniwersalną historią osób, które całe swe życie poświęcają pracy. Po przejściu na emeryturę pan Masao czuje się zagubiony. Wszystkie jego kontakty społeczne ograniczały się właściwie do współpracowników, nie ma zainteresowań. Nie wie co począć z wolnym czasem. Za namową żony próbuje poznawać nowe rzeczy i trafia do Community House na lekcje go. Zagląda też do biblioteki, by wypożyczyć książki o zasadach tej japońskiej gry. Bibliotekarka podsuwa mu także tomik poezji.
Losy bohaterów (tych pierwszo- ale także drugo- i trzecioplanowych) przeplatają się. Wpływają na siebie nawet się nie znając. Sama historia jest nieśpieszna. Bohaterowie stopniowo zmieniają swą postawę, przekonują się do zmian. Jeden mały kamyczek, a właściwie dobrze dobrana książką, stają się iskrą zmian.
Istnieją książki, które trafiają idealnie w Twoje potrzeby. Wiem to. Nie muszą to być książki super odkrywcze. Ważne, że poruszają w Tobie tą konkretną strunę... I ta publikacja taka właśnie jest. Prosta w treści i przekazie. Pokazuje jak zwykle spotkanie i polecenie książki może stać się przyczynkiem zmiany. Nie globalnej, tylko indywidualnej. Dobrze dobrana książka daje nam powera, odwagę, moc która pozwala nam podjąć decyzję, ruszyć się z miejsca, pokonać stagnację.
Ciepła, otulająca niczym kocyk powieść warta przeczytania.
* Oogway - żółw, mistrz kung-fu z animacji "Kung-fu Panda"
** Baymax - robot medyczny, postać pochodzi z filmu rysunkowego "Wielka Szóstka" opartego na komiksie o tej samej nazwie.
niedziela, 14 stycznia 2024
Pan Cykada - Ryuko Iwabuchi
środa, 15 listopada 2023
Rysowanie w 10 krokach. Manga - Chie Kutsuwada
czwartek, 3 sierpnia 2023
Moje ukochane T-shirty - Haruki Murakami
piątek, 6 listopada 2020
Z pozdrowieniami, Żyrafa - Iwasa Megumi, Jorg Muhle
List trafia do Pingwina i tak rozpoczyna się piękna korespondencyjna znajomość, która... Która wiele zmieni.
Lubię literaturę dziecięcą i młodzieżową. Często po nie sięgam. Są proste, mądre i trafiają do każdego. Aaa i mają mniej stron oraz ilustracje ;)
I tak jest też tym razem. Dostajemy prosta opowieść o budowaniu przyjaźni, która zawiera śmieszne nieporozumienia, zabawne sytuacje, małe mądrości i wielkie prawdy. A wszystko okraszone subtelnymi rysunkami o lekkiej kresce.
piątek, 11 września 2020
Dynia z majonezem - Kiriko Nananan
Trudno mi było wciągnąć się w ten komiks. Zaczynałam go kilka razy. Wiało smutkiem... Ale przemogłam się i po kilku stronach doceniłam publikację.wtorek, 12 maja 2020
Zęby - Genichiro Yagyu
Czy wszyscy mamy je takie same? Dorośli i dzieci? I czy trzeba je koniecznie myć? Przecież to zajmuje czas, który można spożytkować na zabawę! A co jeśli pojawi się ból?
Zabawna i pełna humoru publikacja, która wprowadza nas w świat... hmm... jamy ustnej i jej mieszkańców. Zęby zamiast zgrzytać, grają tu pierwsze skrzypce.
Prosta kolorystyka - biel, pomarańcz i czerń. Jasny tekst i sporo informacji.
Świetna seria.
.jpg)









