Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poezja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 października 2025

Zajęczy żar - Stanisław Kalina Jaglarz

Nawet bibliotekarze mają zaległości czytelnicze. Wstyd się przyznać, ale poezja od dawna leży u mnie odłogiem. Przy tej melancholijnej jesiennej aurze postanowiłam to zmienić - mój wybór padł na nagradzany tomik poezji Stanisława Kaliny Jaglarza "Zajęczy żar".


Tomik poezji został podzielony na dwie części – ziemia i woda.
Pierwszy fragment poezji czuć mocno zapachem ziemi, miękkością mchu i zajęczego futra. Czuć soczystość malin i jagód. Słychać w niej stukot kopytek saren, ale i grzechotanie kości martwych zwierząt. Podróżujemy poprzez pory roku, by odkryć na nowo jak ziemia jednym daje życie, a drugim śmierć.
Wiersze będące składową "wody" pulsują zmianą. Zmianą wewnętrzną gdzie dojrzewamy do pewnych decyzji i dokonujemy przeobrażeń zewnętrznych. Autor rezygnuje z pewnych doświadczeń, by móc stać się w pełni sobą.

Mocny, wyrazisty i barwny język. Autor bawi się słowem, tworząc sugestywne i pełne ekspresji opisy przyrody, życia blisko natury i egzystencjalnych przemyśleń. Tomik poezji skłania nas do myślenia, refleksji nad życiem i jego przejawami... Ale nie tym miejskim obrazem, lecz powrotem do korzeni, prostoty. By spojrzeć na krąg życia, jak na coś oczywistego. By odkryć na nowo naturę i swoja cielesną powłokę.
Projekt graficzny okładki oraz ilustracje wewnątrz publikacji współgrają z treścią. Są proste w firmie, ale mocne w przekazie.

czwartek, 16 lutego 2023

Dom poety. Eseje o twórczości Mirona Białoszewskiego- pod red. Jacka Kopcińskiego

Pamiętacie ważne spotkania w Waszym życiu? Osoby, które wpłynęły na Wasz sposób postrzegania otaczającego świata? Zwracacie w ogóle na takie "drobnostki" uwagę?

Ja tak... Trzy razy tak. 

I pamiętam moje pierwsze spotkanie z Mironem Białoszewskim. Podstawówka, początek lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku, lekcja języka polskiego - analiza wierszy. Brzmi jak koszmar każdego ucznia. Ale nie u nas. Nie na naszych lekcjach. Czytaliśmy utwór, zastanawialiśmy się co każdy z nas w nim widzi... Nauczycielka zadawała proste pytania. Czy używamy durszlaków, łyżek cedzakowych...? Jak wykorzystujemy zwykłe codzienne przedmioty? Czy z nich korzystamy czy może analizujemy ich działanie, wygląd, historię? Miałam ochotę sprawdzić, co więcej kryje się za to łyżką z utworu "Szare eminencje zachwytu". Stać się mikroskopijnym ludzikiem i podziwiać przez jej otwory płynące po niebie chmury. Zmienić pespektywę!

Przy "analizie" wiersza "Mironczarnia" rozważaliśmy, co się z nami dzieje, gdy jesteśmy zmęczeni. Czy znikamy powoli? Czy wątpimy w swoje siły? Czujemy, że nie damy rady nic więcej zrobić... Porywała mnie "Karuzela z madonnami" - sam wiersz jak i wykonanie Ewy Demarczyk. Znów poczułam się jak małe dziecko - zachwyciła mnie muzyka słowa, obracałam się na karuzeli, ludzie obok, choć zwykli stawali się piękni, strojni i bardziej dostojni. Z każdym obrotem karuzeli na mojej buzi pojawiał się coraz większy uśmiech.

W tamtym czasie Miron Białoszewski wydawał mi się czarodziejem, który w prostych rzeczach potrafił pokazać drugie dno, zmienić nam perspektywę. Nic nie narzucał. Sam też dawał się porwać i odkrywać radość z prostych rzeczy.

Mój zachwyt tym "optymistycznym" człowiekiem uległ zmianie po przeczytaniu "Pamiętnika z powstania warszawskiego". Ta poprzednia prostota, zwyczajność rzeczy nie skupiały się na czasie obecnym, ale na przeszłości autora. Uchyliły rąbka tajemnicy jego życiorysu (którego wcześniej nie poznałam). Bez patosu, bez super-bohaterów - zwykli ludzie, zwykłe sprawy i czas wojny, który przewartościował codzienność. 


A teraz... Teraz w moje ręce dzięki nakanapie.pl trafiła książka "Dom poety. Eseje o twórczości Mirona Białoszewskiego" wydana w setną rocznicę urodzin poety. Widząc to rocznicowe dzieło znów zapragnęłam wkroczyć w świat poety i prozaika. Ale tym razem nie tylko zachwycać się prostotą jego świata, ale wejść głębiej - poznać, to co ukształtowało człowieka, twórcę... 

Wydawało mi się, że znam tego twórcę. Ale tylko mi się wydawało... Dla mnie był poetą i autorem "Pamiętnika...". Teraz odkryłam, że był także mocno związany z teatrem. Ponownie praca na emocjach, ale w nowej formie. Poznałam jego fascynację kościołem i liturgią. Bardziej wgryzłam się w zabawy językowe, parodię ale także analizowałam jego tekst pod kątem jego samooceny.

Te czternaście esejów zawartych w książce pozwoliło mi poznać Mirona Białoszewskiego. Każdy z autorów poszczególnych rozdziałów odkrywał inną cząstkę życia poety. Spojrzał na niego pod innym kątem, dając mi jako czytelnikowi pełnej biografii i analizy wpływu jego dzieł. To co wiedziałam o Mironie jest ułamkiem intrygującego człowieka, pełnego charyzmy, alternatywnego spojrzenia na świat. Człowieka, który stawał się inspiracją dla innych. 

Dzięki publikacji Narodowego Centrum Kultury nie tylko na nowo odkrywałam Mirona Białoszewskiego, ale także zostałam zaproszona (no może sama się wprosiłam) do jego świata. Chadzałam jego ścieżkami i razem z nim przeżywałam zmianę mieszkania, wojnę i nowy ustrój Polski. Patrzyłam na świat jego oczami, razem z nim miałam ochotę ironizować, izolować się we własnym mikroświecie. Dzięki lekturze tej książki nie tylko zachwycam się przedmiotami zatopionymi w dniu codziennym, ale odkrywać ich zakotwiczenie emocjonalne. 

Myślę, że potrzebowałam czasu - nie tylko na oswojenie się z lekturą, a raczej czasu by dorosnąć do poezji Mirona. By ciut szkolnie przeanalizować jego życie, poznać elementy które go ukształtowały i... poukładać te puzzle. Na nowo odkryć wielkość jego twórczości, zabaw językowych i spojrzenia na świat. 


To publikacja naukowa - masa przypisów, akademicki język, historyczne odniesienia. Nie przeczytamy jej przy wieczornej herbatce. I dobrze! Bo na tą pozycję potrzeba czasu. Czasu, który pomoże ułożyć w głowie postać Mirona i jego twórczości. Ale także pozwoli docenić mnogość spojrzeń na artystę. To raczej lektura dla entuzjastów dzieł Białoszewskiego. Dobra i ważna lektura.

Jedynym minusem publikacji jest znikoma ilość zdjęć.



Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

niedziela, 30 maja 2021

Między palcami a ciszą kolory jej duszy się kołyszą - Anna Lisowiec, Aleksandra Anna Sikorska

Gdy widzimy osobę niepełnosprawną fizycznie, jesteśmy w stanie dość szybko ocenić jej możliwości... Oceniamy ją poprzez jej fizyczność. Szufladkujemy. 

Mamy problem z zaklasyfikowaniem, gdy niepełnosprawność dotyka umysłu, uczuć, wyrażania siebie...

 

Dziś chciałabym Wam zaprezentować coś co wymyka się zaszufladkowaniu. Podwójną pracę. 

Wiersze Anny Lisowiec wprowadzają nas w historię małej Aleksandry, pomagają nam zrozumieć ograniczenia dziewczynki w komunikowaniu się, wyrażaniu emocji... Poetka prowadzi nas za rękę w świat dziecka z autyzmem. Świat, który przytłacza Olunia dźwiękami, dotykiem... ilość bodźców bywa zbyt duża dla dziewczynki. Ale... 

"Ona nie krytykuje
Lecz rozmawia z nami
Słowa ubiera w barwy
Przemawia kolorami"

Aleksandra odnalazła w świecie swoją niszę, "swój kawałek podłogi".  Dzięki sztuce, a właściwie poprzez sztukę dziewczynka komunikuje się z bliskimi. Opowiada o tym, co ją cieszy, interesuje... Obrazy ukazują nie tylko jej dzień, ale także to co w danej chwili wpływa na jej emocje. 

Prace małej artystki przepełnione są kolorem - ciepłym, żywym, przesyconym głębią. Pojawia  się faktura - dzięki wstępowi wiem, że Aleksandra wykorzystuje do malowania nie tylko pędzle i paluszki, ale także szyszki i liście, korzysta z darów natury którą tak uwielbia. 


Nie jestem krytykiem sztuki. Nie jestem osobą, która potrafi ocenić styl malarski. Jestem mamą. Jestem osobą, która ocenia projekt, czyjąś pracę nie poprzez wartość materialną, ale poprzez emocje, które u mnie wywołuje. A prace Aleksandry zachwycają. Są dojrzałe, emocjonalne. Według mnie stały się nie tylko nicią porozumienia z rodziną i innymi ludźmi... Są wentylem bezpieczeństwa - pomagają przerobić wszystkie uczucia - te dobre, radosne, ale także stres, niepewność. Popatrzcie na obraz na stronie 22 - widzę to zdenerwowanie, niepewność, zniecierpliwienie... A Wy co widzicie? 

Wstęp i wiersze wprowadzają nas w to, co będziemy odkrywać na następnych stronach publikacji. Ale mam wrażenie, że same obrazy są oddzielnym, gotowym przekazem emocjonalnym. Dzięki nim sami odkryjemy uczucia dziecka, jego świat... Wcale nie smutny, bo niepełnosprawność nie ogranicza dziewczynki... Troszkę na przekór własnym ograniczeniom stworzyła świat, w którym czuje się dobrze... Świat do którego my z przyjemnością chcemy zaglądać.

I do tego Was zachęcam. Odkrywajcie, poznajcie, rozkoszujcie się światem emocji i koloru.



Bardzo dziękuję Pani Annie Sikorskiej za możliwość wejścia w piękny świat koloru i emocji Jej Córki. 


czwartek, 23 kwietnia 2020

Miraż - Boris Vallejo, Doris Vallejo

Album jest starociem z lat dziewięćdziesiątych. Oczarował mnie gdy byłam w liceum, czyli super dawno temu. Zakupiłam wtedy własny egzemplarz, który dumnie stoi do tej pory na półce.
Książka zawiera reprodukcje obrazów w klimacie fantastyki oraz wiersze. Połączenie idealnie zgrane. Na początkowych stronach publikacji pojawiają się czarno białe ilustracje, szkice. W części głównej zawiera  wiersze i kolorowe reprodukcje. Obie formy sztuki uzupełniają się, a nawet wynikają jedno z drugiego. Dodam tylko, że to dzieło skierowane jest do dorosłych odbiorców. Słowa jak i obrazy ukazują piękno ludzkiego ciała - kobiet i mężczyzn, ukazują emocje, bliskość...
Lepiej sami nacieszcie oczy.








środa, 24 lipca 2019

Dużo ognia i tak dalej - Edward Stachura

Dziś rocznica śmierci Edwarda Stachury. W sieci pojawiły się jakieś notki, gazety przypomniały jego osobę. Ale czy ktoś z Was go czytał?

U mnie były jego wiersze w domu. Sama sięgnęłam. Zachwyciłam się. Brałam kolejne dzieła i przepadałam z nimi na długie godziny. Choć nie da się ukryć, że to poezja (na której nota bene się nie znam) najbardziej mnie zachwyca. Może przez fakt, że każdy można znaleźć w niej coś dla siebie... Przez pryzmat własnych uczuć i przeżyć poszukać w niej odpowiedzi na nurtujące nas pytania.

Ten zbiór - tak, okładka wygląda tragicznie, to przez wielokrotne czytanie - zawiera cztery "poematy", zbiory wierszy - Dużo ognia, Przystępuję do ciebie i Po ogrodzie niech hula szarańcza oraz Missa Pagana.  
Moje ukochane Przystępuję do ciebie znów przeczytałam, choć zamierzałam zrobić tylko zdjęcie okładki. A Człowiek człowiekowi wilkiem z ostatniego zbioru zna chyba każdy.Choć ja lubię Introit. I to jest piękne w poezji, że potrafi dotrzeć do każdego, kto się na chwilę przy niej zatrzyma.



środa, 30 stycznia 2019

Czerwony żagiel - Paweł Sarna

Wydał jak dotąd trzy tomiki wierszy:
  1. Ten i Tamten (wraz z Pawłem Lekszyckim) 
  2. Biały Ojcze Nasz
  3. Czerwony żagiel 

 Przeczytałam tylko tomik " Czerwony żagiel" z 2006 roku. Naprawdę dobry.
Jedyny minus to morze... Nie lubię ani morza ani fal... zaraz mam mdłości. Żarty, żartami, ale naprawdę warty przeczytania.

Mnie urzekły dwa wiersze:

"Ależ nie, nie bojąc się" (tu macie fragmencik)
[...]Pójdziemy
wzdłuż rzeki, a życie, jak już mówiłem,

będzie się toczyć szczęśliwie, będzie
się toczyć, i powiesz,
co mówisz zawsze, że w żadnym razie
nie starczy nam
czasu, i wtedy się potknę
i powiem, że właśnie znalazłem
krzesiwo, bo znajdę,

wtedy cię wskrzeszę.



oraz "Spiętrzenie"
(i jeśli nie wierzysz w anioły
to pewnie nie będziesz miał kogo
zapytać o drogę)




Ja wierzę "nawet jeśli ich skrzydła są czarne" /Tomasz Jakubiak/. Poeta chyba też wierzy, bo nigdy nie zgubił drogi... do morza i poezji...



Recenzja z 2011 r.

wtorek, 29 stycznia 2019

Kobieta mężczyzna świeczka - J.P. Krasnodębski

Przeczytałam ostatni (jak na razie?) tomik poezji (wydany w 2000 roku) Jana Pawła Krasnodębskiego - Kobieta mężczyzna świeczka. Muszę przyznać, że jeśli poprzednie wiersze w tomiku Buntuję się... były erotyczne, to te kipią erotyzmem. Zero w nich wulgarności. To tak dla jasności mówię. Za to pełno miłości i realizmu. Takiego, aż do bólu. I takiej zwyczajności - chleb, pióro, dłoń, twarz... Wiersze są napisane z perspektywy kobiety. Większość. Świetnie to się czyta. Właściwie pochłania.
Poniżej kilka przykładów:


Jestem kobietą.
Dotykam Cię delikatnie
i czuję jak rośniesz.
[...]
Widzę Twoją twarz.
Jesteś szczęśliwy.
Jestem szczęśliwa.
[...]


albo:

Liżesz mnie całego
a tylko chleb pragnę jeść
z Twoich czarodziejskich dłoni.
[...]
 




Recenzja z 2011 r.

Jan Paweł Krasnodębski

Jan Paweł Krasnodębski został przeze mnie "odkryty" przy okazji książki "Pisarz i karawany". Tak mnie zainteresowała, że poszperałam. I znalazłam inne książki... i poezję Smile

Do tej pory przeczytałam tyko trzy zbiory:
- "Buntuję się w Twoich ustach" (ten już szósty z kolei jest... wooow)
- "Samotność wciąż szaleje"
- "Muszę Cię wychłostać"

Zaczęłam czytać od ostatniego. I uważam to za dobre rozwiązanie. Choć dziwne.
Wiersze zawarte w tych zbiorach są bardzo osobiste, pełne miłości, zgody z innymi oraz przemijania. "Muszę..." zawiera w sobie utwory pełne oczyszczenia, zrozumienia i pogodzenia się z faktem, że życie może się skończyć

Ból.
Jeśli umrę
to umrę.
Kiedyś bałem się tego.
Byłem wtedy nieśmiertelny.
Teraz wiem.
W każdym obrazie, w każdej książce
mieszka nieskończoność.


Są to wiersze dorosłego i fizycznie i duchowo człowieka, który już się nie buntuje, nie szuka, bo on już znalazł, już wie. Już wie czego chce, co kocha, co czuje.
"Samotność wciąż szaleje" i to prawda. Szaleje. W życiu każdego. Dotknęła też Autora, który w piękny delikatny sposób mówi o niej, ale również o potrzebie bycia z ukochaną kobietą (kobietami), o miłości tu i teraz, o miłości cielesnej...
"Buntuję się..." to wiersze "afrodyzjaki". Małe cacka, pełne uczuć do Tej Kobiety (Kobiet), do Córek i siebie samego...

Kiedy wychodzisz i zamykasz drzwi
Obrazy spadają ze ścian
Kiedy przychodzisz i przekręcasz klucz
Maupassant zdrowieje
Balzak kawę parzy
Proust się śmieje.


Według mnie poezja warta przeczytania. Autor w sposób prosty i piękny dzieli sie z nami przeżyciami ze swego prywatnego życia. Jak sam mówi jego "poezja to hymn miłości i cierpienia". Jak życie każdego z nas...




Recenzja z 2011 r.