wtorek, 29 stycznia 2019

Jan Paweł Krasnodębski

Jan Paweł Krasnodębski został przeze mnie "odkryty" przy okazji książki "Pisarz i karawany". Tak mnie zainteresowała, że poszperałam. I znalazłam inne książki... i poezję Smile

Do tej pory przeczytałam tyko trzy zbiory:
- "Buntuję się w Twoich ustach" (ten już szósty z kolei jest... wooow)
- "Samotność wciąż szaleje"
- "Muszę Cię wychłostać"

Zaczęłam czytać od ostatniego. I uważam to za dobre rozwiązanie. Choć dziwne.
Wiersze zawarte w tych zbiorach są bardzo osobiste, pełne miłości, zgody z innymi oraz przemijania. "Muszę..." zawiera w sobie utwory pełne oczyszczenia, zrozumienia i pogodzenia się z faktem, że życie może się skończyć

Ból.
Jeśli umrę
to umrę.
Kiedyś bałem się tego.
Byłem wtedy nieśmiertelny.
Teraz wiem.
W każdym obrazie, w każdej książce
mieszka nieskończoność.


Są to wiersze dorosłego i fizycznie i duchowo człowieka, który już się nie buntuje, nie szuka, bo on już znalazł, już wie. Już wie czego chce, co kocha, co czuje.
"Samotność wciąż szaleje" i to prawda. Szaleje. W życiu każdego. Dotknęła też Autora, który w piękny delikatny sposób mówi o niej, ale również o potrzebie bycia z ukochaną kobietą (kobietami), o miłości tu i teraz, o miłości cielesnej...
"Buntuję się..." to wiersze "afrodyzjaki". Małe cacka, pełne uczuć do Tej Kobiety (Kobiet), do Córek i siebie samego...

Kiedy wychodzisz i zamykasz drzwi
Obrazy spadają ze ścian
Kiedy przychodzisz i przekręcasz klucz
Maupassant zdrowieje
Balzak kawę parzy
Proust się śmieje.


Według mnie poezja warta przeczytania. Autor w sposób prosty i piękny dzieli sie z nami przeżyciami ze swego prywatnego życia. Jak sam mówi jego "poezja to hymn miłości i cierpienia". Jak życie każdego z nas...




Recenzja z 2011 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz