wtorek, 25 lutego 2020

Koniec świata w Makowicach - Jan Mazur

To mój pierwszy kontakt z twórczością Jana Mazura. I nie do końca byłam przygotowana na to, co zobaczę... Okładka mnie oczarowała -  brak boku, ale trwałe szycie, strona pierwsza i ostatnia sztywniejsze. Fajny dobór kolorów, prosta kreska i jasne przesłanie. Otwieram komiks, a tu... na usta ciśnie mi się słowo "minimalizm". Oczekiwałam, czegoś bardziej "dorosłego" i z dojrzałą kreską. Mimo, pierwszego krytycznego odruchu, zaczęłam czytać (i oglądać). 

Telefon nie działa. Plony trzeba zbierać. Matula się rządzi. Niby wieś cicha i spokojna, ale coś wisi w powietrzu. Wreszcie przyjeżdża on, Kulesza. Panisko. Ma wieści ze świata. Telefonów nie włączą, prądu nie ma. I zrzucili bomby. Nic nie ma, tylko gruz. Ludzie martwią się o bliskich w miastach. Młodzi masowo opuszczali wsie. A teraz... wojna. I brak wieści. 
Pojawiają się samozwańcze grupy obrońców - kółko łowieckie i prawdziwi Polacy broniący granic. Jakich granic i przed kim, tego nie wiadomo... Z miast przydreptują pierwsi uciekinierzy, chcą tworzyć nowy świat. 
Cała sytuacja budzi u ludzi niepewność, zazdrość, chęć kontaktu z bliskimi, strach. Tylko panowie pod sklepem są nie wzruszeni. No, może odrobinę, bo w czasie wojny ciężej o bimber.

Komiks porusza ważne tematy - więzy rodzinne i społeczne. Autor pokazuje nam gorzką prawdę jak w naszym, polskim wydaniu wygląda wojna i rewolucja. Choć użyto minimalistycznej kreski, jak na dłoni widać ludzkie zachowania... Niestety nie te chwalebne.
Oszczędna kreska w niczym nie przeszkadza. A wręcz pomaga wyciągnąć jak najwięcej treści. Publikacja zaciekawia, zaskakuje i... wciąga, bo pierwszy raz pokazano jak wygląda koniec świata na wsi (tej podlaskiej).









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz